Tekst w całości pochodzi ze strony Rycerka - góralska wieś

Przeczytajcie wspomnienia Rozalii Płoskonki "Rózi spod kościoła", jak kiedyś pasło się krowy:
 
"To jo posło to tak to krowy pasło, to jo jako dziewce, to były pola łogrodzone, a tu była tako skotnia, tom skotniom my gnali te krowy, tok skokało za te zyrdź cok urwało trowy i chynęłok tej krowie co zjadła, bo sie wypyndziło na takie gołe łazy, trzydzieści krów na takik łazak, łowiec i tam juz nie było tam (trowy), co byś klyscami nie uscypoł. Nie tak jak teroz, co teroz siana gnijom i wszystko. A krowie sie napasały ino wtencos jak my śli na łodpust do Rajce, na jeden na Wawrzyniec. To w tencos my krowy napaśli. To wtencos my rano wstawali i ik wporowadzili do takik uwrośli to takigo, do takigo kawołecka wtyncos, a tak cały rok sie krowy pasły po łazak. No, bo nie było, bo na polu sie sioło łowiys, ziemnioki i nie było tela pola. Ludzi było bardzo dużo, po dziesięć, po dwanoście ludzi było w chałpie. To ino z tego pola żyli. To na siano, to śli do ślogów, wykupowali w lesie i tam zbierały baby kosokem te trowecke susyły i na plecak nosiły, zeby te krowicki przez zime wyzimować. Tako bieda była."
 
Ciężko sobie wyobrazić jak to było, że brakowało trawy dla krów. Ale w każdym domu była, jedna, dwie krowy, a wszystkie "kawołki" obsadzone, obsiane, każdy centymetr się liczył, o każdą miedzę walczyli. Dla nas dziś niewyobrażalne, a kiedyś każdy centymetr ziemi był zagospodarowany i cenny.

 

Udostępnij Drukuj E-mail