Bez komentarzy

Nasze życie nieodmiennie związane jest z cyklicznymi wydarzeniami  i to zarówno w przyrodzie, takimi jak zmieniające się pory roku, ale również kulturowymi, związanymi z tradycyjnym kalendarzem świąt,  a jego rytm nieustannie pod ich wpływem się zmienia. Coroczne rytuały, święta, zwyczaje, które obchodzimy składają się na ciągłe amplitudy różnych stanów emocjonalnych.

To kilkukrotne przejście z radości do smutku i na odwrót jest odzwierciedleniem naszego codziennego bytowania, gdzie obie jego fazy egzystują z większym lub mniejszym natężeniem i zmieniają się tylko proporcje owych doświadczeń.

Dziś przed nami ostatni dzień ostatków, czyli wtorek przed Środą Popielcową, na śląsku nazywany kozelkiem, w Wielkopolsce podkoziołkiem, dzień inaczej zwany „śledzikiem” zawdzięczający to określenie najtańszej z postnych potraw, którą podawano tuż przed zakończeniem karnawałowych, hucznych zabaw jako zwiastun 40 chudych dni. Hulaszcze imprezy, które niegdyś urządzano, spożywając niebywałe ilości mięsa, słodyczy i zakrapiane dużą ilością alkoholu miały niespotykane wręcz natężenie. Był to dzień  w którym wszelkie uciechy cielesne osiągały apogeum, bo przecież,  jak kiedyś mniemano, nadarza się ostatnia okazja do nagrzeszenia przed Wielkim Postem.

Również Żywiecczyzna miała wiele zwyczajów i obyczajów, z których wiele nie zachowało się do dzisiaj, a znane są tylko z ustnych przekazów. Okres pomiędzy świętami Bożego Narodzenia a środą popielcową to czas karnawału, zwanego w Beskidzie Żywieckim mięsopustem. Ostatni, najweselszy tydzień tego okresu,  rozpoczynał się od tłustego czwartku, kiedy to gospodynie dbały, aby  w garnkach nie zabrakło tłustego mięsiwa, by jedzenie było smaczne i obfite, a w okolicznych wsiach słychać rozlegające się dźwięki muzyki i zabaw organizowanych nie tylko w domach, ale również w remizach czy klubach. Największe nasilenie zabaw miało miejsce przez trzy dni, od niedzieli do wtorku przed środą popielcową.

Szczytowym momentem karnawałowych uciech, było wystąpienie przebierańców zwanych Mięsopuśnikami. Chodzili oni od niedzieli aż do wtorku z trzaskiem i hałasem, poprzebierani biegali przez wieś wstępując kolejno do domów. Na ich czele biegł koń, diabły i śmierć. Przychodząc do domu śpiewali przy wtórze muzyki:

„Pokwalony Jezus Krystus
prziszli my tu tańcowaj
nom sie nogi pokrzywiły,
trzeba nom je naprawiaj”.

Czasem, jeżeli w domu gospodarza do którego zawitali znajdowała się niezamężna dziewczyna śpiewano żartobliwe przyśpiewki:

„Mięso – pustu jino dzień,
stoi dziewce jako pień,
stoi, stoi, bydzie  stoć,
aż sie ś niego bydom śmioć”

 

Góralskie zapusty miały pewne zwyczaje, w których udział brały wyłącznie zamężne kobiety.
To właśnie dziś, we wtorek, dzień przed środą popielcową urządzano obrzędowe śpiewy i tańce, które odbywały się w domach lub karczmach. Zebrania te organizowały młode mężatki, których wesela odbyły się w okresie karnawałowym, poprzedzającym zapusty. Zapraszały one na poczęstunek zakrapiany alkoholem dojrzałe kobiety tym samym wkupując się w społeczność gospodyń. Po poczęstunku następowały wspólne śpiewy i tańce.

„Baby tańczyły same, na len, na mak, na kapustę i kwaki”, aby  rośliny te, których uprawą zajmowały się wyłącznie kobiety dobrze rosły. W czasie tańca śpiewano pieśni o charakterze obrzędowym, jak na przykład:

„Nie będę siać maku,
Ani pasternaku z polejem,
Jeno wezme saty,
Pójdem do kanapy z Andrzejem.
Pytał sie Jasiek
Gdzie podziała  wionecek ?!
Nie pytoj sie Jasiu o tem,
Zabrali mi. Debli po tym!
Jasiu nie rozumies
Co to moja młodoś.
Moja młodoś tako płocha
Kogo widzi – tego kocha !”

W Beskidzie Żywieckim wybrednej dziewczynie, która odrzucała zalotników, na zabawie ostatkowej zarzucali chomąto końskie na szyję (Żabnica) lub stawiali dziada przed domem (Sól).  

Koniecznie też trzeba przypomnieć o jednym ze zwyczajów, który nie miał może do końca karnawałowego zwyczaju, ale swoją beztroską i luźną atmosferą do niego nawiązywał, stając się swoistą międzypokoleniową integracją. Mowa tu o szkubaczkach, czyli skubaniu pierza.

Podczas karnawału, kiedy trzymał srogi mróz, a wieczory były długie, gospodynie zbierały się w domach na tzw. szkubaczki (darcie gęsiego pierza dla panien, które miały wyjść za mąż). W jednej izbie spotykało się parę starszych i młodszych gospodyń, a nawet młode dziewczęta. Pierze wysypywało się na duży, ustawiany na środku izby stół. Kobiety na kolanach trzymały miski na puch, zaś kłaki były rzucane na podłogę. Cóż miały robić przy skubaniu pierza, jak nie plotkować. Jak skończyły obgadywać jedną ulicę, to zaczynały plotkować o drugiej. Gdy skończyły pracę w jednym domu, to przenosiły się do drugiego i tak po kolei, aż całe pierze było wyskubane. Bywało i tak, że mężczyźni, nudząc się w domach, spotykali się w gospodzie i wspólnie odwiedzali  szkubaczki. Wtedy robota szła na bok, a zaczynały się śpiewy i tańce.

Około północy do domów, gdzie tańczyły kobiety przychodzili mężczyźni prowadząc ze sobą muzykę. Zabawę kończono soleniem basów (Żabnica) – co oznaczało koniec muzykowania. Zabawa trwała do rana, a nadejście Wielkiego Postu, zaczynając od środy popielcowej radykalnie zmieniało tryb życia całej wsi.

Jak widać dzień ten wyznacza specyficzną granicę między sacrum, a profanum, między tym co duchowe, a tym co cielesne. Potrzebę radości i uciechy, która tym razem musi ustąpić przed umartwieniem i zadumą nad marnością ludzkiego życia, którego symbolem jest jutrzejszy popiół, by znów odrodzić się po czterdziestu dniach na nowo w zupełnie innej odsłonie.
To rozdwojenie i ciągłe zmagania pomiędzy tymi dwiema sferami człowieka  fantastycznie pokazał  Peter Bruegel Starszy w swoim obrazie z 1559 roku „Walka karnawału z postem, na którym przedstawił konflikt pomiędzy postawą duchową i materialną, w  pełnej symboli scenerii miejskiego święta i do dziś obraz ten pozostaje uniwersalną metaforą rozdźwięku pomiędzy potrzebami ciała i ducha.
Wspaniale zaś zinterpretował  jego przesłanie i opisał  w swojej pieśni  „Walka postu z karnawałem” Jacek Kaczmarski.

A tak sam tak wyjaśniał ostatni wers piosenki, który jest tytułem niniejszego artykułu:
(...) to nie jest żadne przesłanie polityczne, tylko wizja losu w świecie, nie tylko mojego. To taka tęsknota do czystości widzenia, do prawdy, do światła, którą każdy ma, choć jednocześnie nawał zmysłowych pokus i wrażeń w świecie rozszarpują człowieka na strzępy i ciągną w różnych kierunkach, i są zaprzeczeniem tego, co się kojarzy z postem, czyli ową jasnością myśli i klarownością celu. Myślę, że to jest problem naszych czasów.

"Oszalało miasto całe
Nie wie starzec ni wyrostek
Czy to post jest karnawałem
Czy karnawał - postem!"

 

Źródła opisu zwyczajów:
Mgr Ewa Góra, praca dyplomowa (fragmenty IV rozdziału),
K. Kaczko, "Doroczne zwyczaje i obrzędy, w: Ludowe tradycje. Dziedzictwo kulturowe ludności rodzimej w granicach województwa śląskiego", red. B. Bazielich, Muzeum Śląskie w Katowicach, Wrocław–Katowice 2009, s. 192.
A. Kiełkowski, "Obrzędy, obyczaje, zwyczaje", Narodowa Oficyna Śląska, Zabrze 2009, s. 20–21.

 

Udostępnij Drukuj E-mail