Bez komentarzy

Wielka Sobota dla wielu ludzi to po prostu dzień, w którym kolorowe, przybrane i pełne jedzenia koszyki niosą do świątyń, by w niecierpliwym oczekiwaniu doczekać świątecznych dni.
W kościołach cisza, dzień bez liturgii, niebo milczy. 
Dwa tysiące lat temu dla otaczających Jezusa ten dzień, to był dosłownie koniec świata. Umarł Bóg!. Pustka nicości, rozpacz bez dna, otchłań i brak sensu..., to uczucia, które z pewnością towarzyszyły tym, którzy z nim chodzili.
Siedemdziesiąt cztery lata temu, gdy świat od kilku lat zmierzał nad krawędź przepaści, Leonia Jabłonkówna zwana „Jelonką” pisze taki oto wiersz:

 

Wielka Sobota

                                                                                                                                                                                                        Tadziowi i Zosi

 

Gdy różą dźwięków rozkwitł głuchy śnieg

I chór pod gwiazdą wytrysnął deszczem majowym w grudzień,

Cisi i prości ludzie zadrżeli w czujnym śnie

I wstali, i szli, by Cię wyznać.

                                                Ale mnie Głos nie zbudził.

 

Gdyś Słowem ich Swojem obdzielał, gdyś ryby rozmnażał i chleb,

I każdy, kto łaknął, na wieki chlebem i Słowem głód tłumił,

– W leniwej pysze trwałam zdala na swojem cle.

Był wszakże Celnik, co poszedł... Lecz ja wzgardziłam tłumem.

 

I gdy w fontannach słonecznych, w sztandarach palmowych liści,

W lazur upału biła hosanna płomienną burzą,

Nie biegłam do bram miasta, by witać Twoje przyjście

I grom radosnej chwalby gnuśności mej nie wzburzył.

 

I przyszedł wieczór Czwartku, i niebo było bez gwiazd.

I głucho zapiał kogut, gdy zbladły Piotrowe usta.

Ja nie zaparłam się, Boże, dla mnie nie zagasł Twój blask;

Zapiera się ten, kto ukochał – a moja pierś była pusta.

 

Ale zadrżała przestrzeń, i rozdarł krzyż powietrze,

I rozdarł krzyż stworzenie, i martwa noc się stała.

Odeszli wszyscy żałobni, zamknęli się w domach i wnętrzach,

Został milczący grób, samotny grób bez Ciała.

 

Wtedy zstąpiłeś Chryste, zstąpiłeś na dno otchłani,

W głęboką jamę ciemności, na moje zimne serce –

Pożarem przeszedłeś prze krew, chrztem ognia śmiertelnieś je zranił.

I padło serce zmiażdżone, i wziąłeś je w Swoje ręce.

 

... Już szumią skrzydła puszyste gdzie wprzódy mogilny był kamień,

Narcyzy tryskają srebrzyste, pienista przelewa się zieleń

Świat cały milknie i drży – świat cały jest wielkim czekaniem,

I serce moje zamiera w czekaniu na Twoją Niedzielę.

 

Kwiecień-maj 1944 r.

Zdjęcie: Obraz Hansa Holbeina Młodszego, "Ciało martwego Chrystusa w grobie".

 

 

Udostępnij Drukuj E-mail