Oceny: (3 razy)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

W gościnnych progach na plebanii w Ciścu w to wiosenne przedpołudnie czas płynie nieco inaczej. Odwiedzamy księdza Władysława Nowobilskiego, który pozwala nam na uczestniczenie w jego sentymentalnej podróży w przeszłość. Ksiądz Nowobilski z nutą nostalgii i uśmiechu snuje swoja opowieść, w której wspomina swoje 50 lat kapłaństwa. Oddajemy księdzu głos, bowiem rozmowa z nim pozwoliła spojrzeć w czasy, których już nie ma:

„W Białce wszystko się zaczęło...”

„W mojej rodzinie było dziewięcioro dzieci. Nas kapłanów było trzech, również moja siostra została siostrą zakonną. Jest ode mnie o 10 lat starsza. Miała bardzo duży wpływ na moje życie religijne, zawsze była bardzo pobożna i za mnie się modliła. Razem chodziliśmy rano do kościoła na mszę świętą. Gdy miałem 12 lat, zmarł mój tata. Zaopiekował się mną i wprowadził w dorosłe życie brat Józek i to dzięki niemu mogłem się uczyć, zdać maturę i wstąpić do seminarium. Bardzo wiele mu zawdzięczam - również jako księdzu, bo był dla mnie przykładem. Brat Józek był w Milówce wikarym. Jego życie kapłańskie było dla mnie wzorem. Święcenia kapłańskie miałem w Białce Tatrzańskiej i otrzymałem je z rąk ks. abpa Karola Wojtyły - 20 marca 1967 roku. Po wyświęceniu przez cztery lata byłem wikariuszem w Zawoi i bardzo dobrze ten czas wspominam. Następnie zostałem przeniesiony do Milówki, gdzie uczyłem w Szarem, Prusowie i w Ciścu. To był znak opatrzności, bo początkowo miałem być w Kętach. W tym czasie mój starszy brat został przeniesiony do Chochołowa, gdzie w tajemnicy przed władzami odprawiał w punkcie katechetycznym mszę. A ludzie z Ciśca też chcieli mieć kaplicę. Najpierw znaleźli wiec starą nieczynną piekarnię. Ksiądz kardynał Wojtyła nie tylko ten pomysł zaaprobował, ale i zaproponował pomoc finansową. Pojechałem do księdza kardynała po pieniądze i dałem je ludziom, by dysponowali. Piekarnia jednak się nie nadawała na przerobienie. Wtedy inżynier Wiewióra zaproponował, by zbudowano dwurodzinny budynek z dużą salą. Ale temat budowy kościoła to temat odrębny.”

Ewa Jeremicz: Duże znaczenie w ukształtowaniu księdza postawy duchowej obok brata Józka miał ksiądz kardynał Karol Wojtyła...

Ksiądz Wł. Nowobilski: - To znaczenie ogromne. Przede wszystkim był człowiekiem bardzo otwartym dla każdego, zawsze uśmiechnięty z poczuciem humoru. Nie czuło się dystansu. Jego osobowość sprawiała, że był człowiekiem bardzo bliskim. Czuło się jego ojcowskie serce. Poza tym gdyby nie on - tego kościoła by nie było, bo jak wiadomo władze nie chciały, by powstał. Miałem w kardynale Wojtyle całkowite poparcie.

 

Jak długo ksiądz mieszka w Ciścu?

- W czerwcu będzie 46 lat jak jestem tu, w tym miejscu i wśród tych ludzi.

 

Co księdzu najbardziej utkwiło w pamięci przez te 46 lat?

- Niewątpliwie budowa kościoła. To było wydarzenie ogromne i nigdy się nie spodziewałem tego, że Pan Bóg to mną się posłuży w tym celu. Nie zdawałem sobie zbytnio sprawy z wagi tego wydarzenia, bo wówczas nie żyłem polityką. Nie wiedziałem początkowo, że władze będą to traktować jako bunt przeciwko nim. Cieszy mnie to, ze przez tyle lat wywiązywałem się z powierzonych mi obowiązków, starałem się to robić bardzo sumiennie. Niegdyś wioska Cisiec była bardzo podzielona - górna część dążyła do Milówki, dolna - do Cięciny i Węgierskiej Górki. Były to duże antagonizmy. Teraz ten kościół scalił Cisiec i to mnie bardzo cieszy.

Czy kapłaństwo to trudna droga?

- Trudna. To sprawa współpracy z Bogiem na płaszczyźnie najgłębszej warstwy - jest nią sumienie człowieka. Zwłaszcza przez sakrament pokuty kapłan wchodzi w najgłębsze pokłady życia ludzkiego, w najbardziej tajemnicze i intymne kwestie. Kapłan poprzez to jest narzędziem w ręku Boga i jest przez to bardzo odpowiedzialny. Cieszę się, że Pan Bóg mnie powołał i tym samym wyróżnił.

 

Już w najbliższą niedzielę odbędą się uroczystości w Białce Tatrzańskiej - czym dla księdza jest powrót na ten dzień do rodzinnej miejscowości?

-: Pan Bóg tak mną pokierował, że już po ukończeniu szkoły podstawowej, nie byłem stałym mieszkańcem Białki. Uczęszczałem do Technikum Włókienniczego w Bielsku - Białej. I to też zawdzięczam bratu Józkowi, który już wtedy był księdzem. Ojciec Święty mówił, że dla niego wszystko się zaczęło w Wadowicach. Dla mnie wszystko w Białce się zaczęło: chrzest, komunia, bierzmowanie i święcenia kapłańskie. Tam zaczynał się każdy etap mojego życia z Bogiem. Tam też ukształtowało się moje życie religijne. W Białce usłyszałem również głos powołania do kapłaństwa - to tam zapadła decyzja odnośnie drogi mojego życia.

Jest ksiądz miłośnikiem sportu i narciarstwa. Jak księdzu udaje się utrzymać tak wspaniałą kondycję?

- Na nartach jeździłem już jako małe dziecko. Nauczyłem się zjeżdżać na nartach, slalomem również i sprawia mi to dużo radości. W seminarium jeździłem na łyżwach i zawsze uprawiałem sport. Teraz też jeżdżę na nartach. Natomiast moja obecność na zawodach narciarskich ma na celu przekaz, iż w ten sposób przypominam ludziom o Ojcu Świętym.

 

Obok sportu druga księdza pasja to góry...

- Dużo chodziłem po górach. Tatry przeszedłem chyba całe. Dwa lata temu byłem na Baraniej Górze. Jestem również kapelanem PTTK, a trzeba podkreślić, iż koło w Węgierskiej Górce dzięki prezesowi Tadeuszowi Gołuchowi ma charakter bardzo religijny.

 

Po skończeniu księdza posługi kapłańskiej zostaje ksiądz z nami, tu w Ciścu?

- Starych drzew się nie przesadza. Nie mam środowiska innego, w którym bym się tak dobrze czuł, jak tu. Jestem tu kapłanem bardzo długo, prowadziłem tych ludzi do Boga i moja obecność uważam będzie miała w dalszym ciągu pozytywny wpływ. Ludzie traktują mnie jako ojca duchowego, nie mogę tych ludzi opuścić. Chciałbym nadal być dla ludzi wsparciem i służyć im pomocą. Byłem dla ludzi zawsze oddany, ale i oni bardzo ze mną zawsze współpracowali, bo co ja bym zrobił, gdyby nie ci ludzie....?

 

Ewa Jeremicz: Dziękuję za rozmowę.

Ks. Wł. Nowobilski: Dziękuję również.

 

Udostępnij Drukuj E-mail