Oceny: (2 razy)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

W minioną sobotę 26 listopada w Węgierskiej Górce Na Hali Widowiskowo - Sportowej odbyło się wyjątkowe spotkanie, gościem specjalnym był bowiem Wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej Profesor Krzysztof Szwagrzyk. Temat sobotniego spotkania był ściśle określony, a było nim „Poszukiwanie miejsc zamordowanych partyzantów Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego pseudonim Bartek”.

Spotkanie otworzył prezes IPN profesor Krzysztof Szwagrzyk, w którym przypomniał los pomordowanych żołnierzy oraz przedstawił aktualny stan badań na temat identyfikacji ich szczątków.

Jak zginęli żołnierze Henryka Flamego "Bartka"?

Kim byli „żołnierze wyklęci”? To bohaterowie podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, stawiający opór próbie sowietyzacji Polski i podporządkowania jej ZSRR w latach 40. ubiegłego wieku.

Działający na terenie Podbeskidzia żołnierze Henryka Flamego byli szczególnie niewygodni i niebezpieczni dla władzy komunistycznej. Wpływ na to miało kilka czynników, lecz spośród najważniejszych z nich prof. Szwagrzyk wymienił „bardzo dobrą znajomość górskiego terenu i poparcie wśród lokalnej społeczności”. Partyzanci skutecznie unikali obław.  Zorganizowano, więc akcję, której wydźwięk i rozmiar był wyjątkowo perfidny.

Wrzesień 1946 rok. Tragiczna w skutkach prowokacja wobec antykomunistycznego oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flame ps. "Bartek". Agent UB - Henryk Wendrowski - vel kapitan "Lawina" namawia "Bartka" do zorganizowanego wyjazdu na Zachód. Fałszywy łącznik, który zdobywa zaufanie żołnierzy, to fragment zaplanowanej przez Urząd Bezpieczeństwa operacji. Partyzanci zjawiają się w umówionym miejscu w lasach Baraniej Góry.  Żołnierze "Bartka" przekonani są, że jadą do armii Andersa, gdzie będą kontynuować walkę.  Trzy grupy partyzantów, w sumie 200 osób, załadowanych do ciężarówek. Oddział "Bartka" nie wie jeszcze, że jedzie na śmierć. Kres ich podróży to Opolszczyzna. Giną w czasie pierwszego noclegu. Poczęstowani alkoholem zawierającym środek nasenny, zostają wysadzeni w powietrze. Na zabitych żołnierzy wrzucone zostaną nieśmiertelniki innych żołnierzy, jednak odpowiadające liczbie zamordowanych - to dowód maskowania popełnionej zbrodni.

„Polana Śmierci”

Kilkakrotnie ekipa archeologów i antropologów IPN przekopywała „Polanę Śmierci” koło wsi Barut. W czasie poszukiwań wykorzystano sondę Ferstera, wskazująca miejsca pod ziemią przekopywane przed laty. „Udało się nam odnaleźć dwa zapalniki min przeciwczołgowych. Mamy podstawy, aby sądzić, że tych min użyto do wysadzenia budynku, w którym spali partyzanci (Bartka)„ - powiedział prof. Szwagrzyk.  Na terenie „Polany Śmierci” odnaleziono także ryngraf, należący do jednego z partyzantów. Niestety nie ma szans na ustalenie jego właściciela. Znaleziono także pierścionek, obrączkę i zapięty kolczyk - wśród partyzantów były dwie kobiety. Wśród odnalezionych przedmiotów jest także fragment żołnierskiej bluzy z wewnętrzną kieszenią, w której znaleziono fragment gazety. Nie gazeta jest jednak najważniejsza w tym przypadku - na jej odwrocie widnieje bowiem odręcznie napisany fragment piosenki „Wróć, Jasieńsku, z tej wojenki...” Profesor Szwagrzyk nazwał znaleziska koło wsi Barut „śląskim Katyniem”.

Efektem ponad 4-letnich poszukiwań było odkrycie w lesie pod Starym Grodkowem. Na terenie byłego lotniska wojskowego ekipa archeologów IPN odkopała szczątki żołnierzy Henryka Flamego ps. "Bartek". „Na polanie znaleźliśmy nie tylko elementy wyposażenia żołnierzy oddziału (Bartka), ale też ich szczątki” - powiedział wiceprezes IPN, prof. Krzysztof Szwagrzyk.

 

Na spotkanie licznie przybyły rodziny zamordowanych żołnierzy. Został od nich pobrany i zabezpieczony materiał genetyczny, który posłuży do identyfikacji partyzantów.

 

Ewa Jeremicz: Panie profesorze, jak długo prowadzone będą jeszcze badania?

Prof. K. Szwagrzyk: „Będziemy szukać tak długo, aż znajdziemy. Do skutku. Będziemy podążać tropem morderców i wchodzić w ich tok myślenia. Państwo polskie upomina się o swoich bohaterów. (...) Wierzę, że uda nam się odnaleźć bohaterów (...).”

„To przyjaciele, którzy chcieli walczyć. Jak mogli, tak walczyli, mieli ogromne pragnienie wolności" - powiedziała w rozmowie z nami Genowefa Madejczyk z Ciśca, której prawdomównie brat został odnaleziony w Grodkowie. Potwierdzi to oddany przez Panią Genowefę Madejczyk materiał genetyczny.

 

„Karty historii się odkrywają...”

W spotkaniu uczestniczył także Wójt Gminy Węgierska Górka Piort Tyrlik:

EJ: Panie Wójcie, skąd pochodzili żołnierze odziału "Bartek"? Co dziś wiemy na ten temat?

Wójt Piotr Tyrlik: - Żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych to liczna grupa pochodząca z terenu naszej gminy i gmin ościennych.  Świadczy o tym sam fakt, iż zginęło 168 partyzantów, bo o takiej liczbie się mówi. Oddziały partyzanckie działały także od strony Wisły i Ustronia.

To jest drugie już spotkanie, podczas którego rodziny pomordowanych oddają materiał genetyczny. Jak wyglądało pierwsze?

- Było to spotkanie o wąskim zasięgu i dotyczyło kilku tylko rodzin. Dziś natomiast jest spotkanie o wiele większym wymiarze, obecnych jest około 30 rodzin żołnierzy.

Czy według Pana badania historyczne dotyczące żołnierzy pochodzących z naszego terenu maja odpowiednią rangę?

- W tej chwili tak. Jednak był czas, że wiele na ten temat się nie mówiło. W mojej rodzinie dwóch braci dziadka również zginęło w Grodkowie i Barucie, jednak o nich wspominało się tylko podczas np. uroczystości rodzinnych czy wigilii. W znacznym stopniu był to temat tabu.

„Żołnierze wyklęci” - czy ta nazwa nie ma nieświadomie wydźwięku pejoratywnego?

- „Żołnierze wyklęci” przez długi czas wzbudzali szereg kontrowersji, na ich temat wypowiadano różne opinie - i to dotyczy okresu komunizmu. Cała ta propaganda, która wówczas trwała, miała na celu zbudować negatywny ich obraz. W tej chwili karty historii się odkrywają, ludzie również mówią na ten temat więcej i tym samym - obraz „żołnierzy wyklętych” jest zupełnie inny.

Jaka jest świadomość tego zagadnienia wśród mieszkańców gminy Węgierska Górka?

-  Pamięć ta kultywowana była szczególnie w Ciścu, a to głównie za sprawa księdza Władysława Nowobilskiego i rodzin żołnierzy. To dzięki nim ci bohaterowi są wciąż żywi. Co roku na Baraniej Cisieckiej odprawiana jest masz święta, podczas której zawsze wspominano partyzantów. Obecnie są to już uroczystości oficjalne, a nawet można mówić o skali wojewódzkiej. Partyzantów wspomina się łącznie i na równi z obrońcami Węgierskiej Górki.

EJ: Dziękuję za rozmowę

Wójt Piotr Tyrlik: Dziękuję również.

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły