Oceny: (1 raz)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Sport, hobby czy gałąź gospodarki? Czym tak naprawdę jest łowiectwo? Jak postrzegane jest polowanie na dzikie zwierzęta? Jaki jest rozmiar szkód łowieckich? Te i inne pytania kierujemy do łowczego Jarosława Brzozowskiego z Koła Łowieckiego "Nad Dziwną". W ubiegłym tygodniu nasz gość ze Świnoujścia odwiedził Węgierską Górkę i podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami.

Ewa Jeremicz: Jaki jest cel i idea działalności kół łowieckich?

Jarosław Brzezewski: - Głównym celem jest utrzymanie stałej populacji zwierząt. Koła łowieckie dzierżawią obwody, na których prowadzą działalność gospodarczą. Jednak zajmujemy się nie tylko strzelaniem – jak jest to przyjęte – ale i hodowlą zwierząt. Co roku określony jest plan łowiecki, w którym określone są zasady selekcji i zachowania gatunku. Jeśli istnieje gatunek zagrożony – wydaje się moratorium, czyli do tych zwierząt się nie strzela. W województwie zachodniopomorskim takim gatunkiem jest kuropatwa, bażant i zając.

Szkody łowieckie – postronni ludzie zarzucają myśliwym, że to tylko pretekst. Jak to wygląda z Pana punktu widzenia?

- Nasz obszar jest bardzo zagrożony szkodami łowieckimi. Inaczej jednak na ten problem będzie spoglądał człowiek, który nie jest z nim związany, a inaczej rolnik, którego bezpośrednio te szkody dotyczą. Selekcja jest konieczna, ponieważ bez niej szkody łowieckie byłyby ogromne.  U nas największe szkody wyrządzają dziki. Strzelamy do nich poza okresem ochronnym - jeśli chodzi o lochy.

Czy posiada Pan dane statystyczne jaki odsetek zwierząt jest odstrzeliwanych?

- Na dziś jest regres dzików - zmniejsza się populacja. W 1990 roku dzików było mało, w 2000 roku w Polsce było 18 tys. dzików. Dziś w kraju jest 300 tys. dzików. W jednym województwie potrafi być 30 tys. dzików. Nie strzelając do nich przez rok - w kolejnym mam 150 % więcej. Do ilu zwierzą strzelamy? To zależy od rozmiaru szkód i populacji, ale przede wszystkim planujemy. Każdego roku się to zmienia i w znacznym stopniu bazujemy na obserwacjach. Wiosną w kołach prowadzimy inwentaryzacje i szacujemy, ile tej zwierzyny jest. Jeśli jest dzika za dużo - planujemy selekcje. Udało nam się dzięki temu szkody łowieckie zniwelować do 35 tys. zł rocznie. Współpracujemy z rolnikami, stworzyliśmy poletka zaporowe, które obsialiśmy kukurydzą - została ona kompletnie zniszczona. Ponadto postawiliśmy 8,5 km stałego ogrodzenia, które chroni wyjście zwierzyny z trzcinowisk bezpośrednio na pola rolników. Tym sposobem ochroniliśmy pola rolników. Strzelanie do zwierząt w dużym stopniu spowodowane jest tym, że zwierzęta nie maja swojego naturalnego wroga, przez co brak selekcji naturalnej. Jedynym naturalnym wrogiem jest wilk, ale nie występuje on wszędzie.

Ale koło łowieckie to nie tylko polowanie?

- Przez cały rok dokarmiamy zwierzynę w lesie. Myślistwo nie polega na tym, że strzela się tylko i zabija. W ten sposób się nas postrzega, ale to nie jest prawda. Poprzez nasze zaangażowanie i pracę ochraniamy pola rolników. Strzelając do zwierzyny, mam świadomość tego, że zwierzyna ginie z mojej kuli, ale zadaję jej śmierć natychmiastową. A inaczej robią to rolnicy w swoich gospodarstwach. W naszej kulturze jednak jesteśmy źle postrzegani, podczas gdy np. na Grenlandii to sposób na przeżycie. Zwierzęta dokarmiamy okresowo. Od 15 stycznia panuje ścisły okres ochronny – nie wolno strzelać łań, kóz, loch – zwierząt, oczekujących potomstwa. W czasie zimy dowozimy dla nich siano, karmę do paśników, kiszonkę, lizawki. Naprawiamy też urządzenia łowieckie. Od października do końca stycznia prowadzimy polowania zbiorowe, latem – indywidualne.

Ile polowań zbiorowych Państwo organizują?

- Najwięcej było ich 30 w roku - gdy zmniejszaliśmy populację dzika. Zwykle jest to kilkanaście.

Co się dzieje z upolowaną zwierzyna?

- Zwierzyna w stanie wolnym jest własnością skarbu państwa, upolowana - staje się własnością koła. Sprzedajemy ją do punktu skupu, a za pozyskane środki - spłacamy szkody łowieckie. Całe woj. zachodniopomorskie wypłaciło 8 mln zł w ramach szkód.

Polowanie kończy się w momencie oddania strzału, a gdy pozyskamy zwierzynę, zaczyna się praca, która związana jest z określonymi procedurami: transport zwierzyny do skupu, zważenie, kontrola weterynaryjna itd. To jednak dalej nie zabezpiecza koła tym, że otrzymają odpowiednią kwotę na szkody. Koła ratują się więc organizacją polowań komercyjnych, odpowiadamy majątkowo za szkody łowieckie. Gdy koło jest niewypłacalne - upada.

Sport, gałąź gospodarki czy hobby?

-: Łowiectwo jest przede wszystkim rodzajem gospodarki. Ale nie ukrywam, że to także hobby, które ma określony zakres działania i prawo. Polowanie to też adrenalina, w moim przypadku to tradycja. Zresztą polowało się od zarania dziejów. Należy pamiętać, że łowiectwo to nie tylko odstrzałem zwierzyny – czasem po prostu obserwujemy gody jeleni, rykowisko. W Polsce jest 120 tys myśliwych. Dużo ludzi wstępuje do kół, ale się nie sprawdza.  Wśród myśliwych są i pasjonaci i tacy, dla których w kołach nie ma miejsca – kłusownicy. To ludzie działający poza kołem. Niejednokrotnie niszczymy wnyki, chodzimy po lesie i zbieramy je.  W naszym kraju panuje zakłamanie. Najwięcej oponują pseudojarosze. A nikt nie myśli o tym, skąd w supermarkecie wzięła się ryba, mięso czy dziczyzna. Łowiectwo to także kultura i tradycja: upolowanej zwierzynie oddajemy hołd.

Na czym polega oddawanie hołdu?

- Mówimy o pokocie. Układa się z gałęzi świerkowych podkład. W czterech rogach zapala się ogniska. Pośrodku zwierzyna ułożona jest według hierarchii - jelenie, sarny, dziki i zwierzyna drobna. Myśliwi stają twarzą do głów upolowanej zwierzyny. Przy grzebiecie jest sygnalista, który sygnalizuje dany gatunek zwierzyny - dla każdego gatunku jest odpowiedni sygnał myśliwski. W części zadniej stoi naganka. Od wewnętrznej strony staje kierownik polowania lub zarząd. Po oddaniu przez sygnalistę hołdu – ogłasza się króla polowania, czyli tego, kto ustrzelił najwięcej w danym dniu. Po pokocie zwierzyną transportujemy.

Jakie przepisy myśliwi łamią najczęściej?

- Chęć zagrabienia zwierzyny i strzelanie do zwierząt pod ochroną. Tymi przypadkami zajmują się rzecznicy dyscyplinarni. Ale to są sporadyczne przypadki.

Ewa Jeremicz: Dziękuję za rozmowę

Jarosław Brzezewski: Dziękuję również.

Za pomoc w realizacji tego materiału dziękuję Zastępcy Wójta Gminy Węgierska Górka Marianowi Kurowskiemu.

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły