Oceny: (Bez ocen)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Do bardzo ciekawego spotkania doszło w niedzielne przedpołudnie w Węgierskiej Górce gdzie Metal podejmował spadkowicza z A-klasy Sokół Słotwina. Już przed spotkaniem wśród kibiców padały opinie, że ten mecz trzeba wygrać gładko i wysoko, a jakikolwiek inny wynik byłby gigantyczną sensacją. Goście, którzy po degradacji nie zdobyli jeszcze punktu, chcieli sprawić jak najtrudniejsze warunki do gry wyżej notowanemu rywalowi. O różnicy między obiema ekipami można było się przekonać już po kwadransie gry, gdy Metal prowadził 2-0. Kilkanaście minut później swoje chwile szczęścia mieli przyjezdni, którzy nieoczekiwanie strzelili kontaktowego gola. Stare powiedzenie mówi, aby iść za ciosem. Tak też się stało. Niemający nic do stracenia przyjezdni strzelają gola na remis. 2-2. Konsternacja na trybunach. Radość gości nie trwała jednak długo. Okazało się, że piłkę wpadającą do pustej bramki dobił jeden z piłkarzy Sokoła, który w tym momencie był na pozycji spalonej. Ta sytuacja podziałała na miejscowych jak płachta na byka. Na przerwę schodzili prowadząc 6-1. Druga odsłona przynosi kolejnych pięć goli i pogrom na oczach licznie zgromadzonej publiczności staje się faktem. Katem ekipy Sokoła okazał się Maciej Kania strzelając aż 5 goli. Trzy trafienia zaliczył Marek Pawlus, a po jednym dołożyli Paweł Czaniecki, Damian Cieślar i Paweł Ficek. Wynik mógłby być jeszcze wyższy, ale świetnie w bramce spisywał się bramkarz gości, który parokrotnie ratował swój zespół przed utratą gola.

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły