Oceny: (Bez ocen)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Spotkanie Górala Żywiec z Maksymilianem Cisiec śmiało można było nazwać pojedynkiem Dawida z Goliatem. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego kibice zgromadzeni na stadionie w Żywcu zadawali sobie pytanie: jak wysoko wygrają gospodarze? Nie każdy mecz należy do łatwych, lekkich i przyjemnych, o czym przekonali się wyżej notowani w ligowej tabeli piłkarze Górala. Będący pod kreską gracze Maksymiliana mądrze ustawiali się całą pierwszą połowę. Co prawda obrona popełniała błędy, ale przyjezdni nie przegrywali tylko dzięki nieskuteczności napastników gospodarzy. Sensacyjne 0-0 do przerwy dało do myślenia. W drugą połowę spotkania lepiej weszli gospodarze, którzy chwilę po wznowieniu objęli prowadzenie w meczu za sprawą Radosława Michalskiego. Gdy każdy z przybyłych na ten mecz sądził, że worek z bramkami rozwiązał się na dobre nieoczekiwanie do głosu doszli przyjezdni. Kapitalnie z dwudziestu metrów huknął Mateusz Motyka. 1-1. Od tego momentu mecz nabrał rumieńców. Pod obiema bramkami robiło się gorąco, jednak brakowało przysłowiowej kropki nad „i”. Zwrotnym momentem zaważającym o losach spotkania była czerwona kartka dla Mateusza Kalfasa. Od tego momentu trwało swoiste oblężenie bramki przyjezdnych. Bramka wisiała w powietrzu, a niegasnąca wiara w zwycięstwo głośno wspierających swoich piłkarzy kibiców Górala nie gasła. Wreszcie obrona pękła, a piłkę do siatki skierował Grzegorz Jodłowiec dając swojej drużynie cenne trzy punkty i ustalając wynik spotkania na 2-1. Historia podobna do tej z niedawnego meczu Reprezentacji Polski z Armenią, które było niezwykłym dreszczowcem zakończonym happy endem.

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły