Kolejny już hit kolejki w Żywieckiej A-Klasie. Naprzeciw siebie stanęły ekipy Podhalanki Milówka i Metalu Węgierska Górka. Prawdziwy test dla beniaminka w starciu z jedną z najsilniejszych ekip. Niektórzy kibice wiele lat czekali, aby znów ujrzeć zespół z Węgierskiej Górki w starciu z Podhalanką.

Na stadionie w sobotnie piękne słoneczne popołudnie kibiców nie brakowało. Niektórzy ze zgromadzonych świetnie pamiętali pojedynki sprzed lat pomiędzy tymi zespołami. Mieszanka rutyny i doświadczenia jaką dysponuje drużyna Metalu od początku spotkania narzuciła własny styl gry. Akcja za akcję w obie strony zwiastowała mecz na wysokim poziomie.

Pierwsza bramka padła, w 38’ kiedy to Marek Pawlus sprytnie uderzył z rzutu wolnego i zaskoczył bramkarza gospodarzy. Druga odsłona meczu wyglądała podobnie jak pierwsza. Zazębiające się akcje i stwarzanie okazji na bramki. Brakowało skuteczności lub szczęścia. To ostatnie uśmiechnęło się do gości po godzinie gry. To, czego dokonał Paweł Kukioła, nie śniło się nawet najstarszym kibicom piłki nożnej. Gracz przyjezdnych przymierzył ze środka boiska tuż pod poprzeczkę bramki Podhalanki. Jeśli Diego Maradona strzelił bramkę „ręką Boga”, to co powiedzieć o nodze obrońcy Metalu? Zapytany po meczu szczęśliwy strzelec cudownej bramki powiedział: „To nie był wyjazd, żeby ustawić się do kolejnej akcji. Ktoś z boku krzyknął uderz. Spróbowałem. Efekt był niesamowity.”

Podhalance pozostało zadowolić się golem Damiana Tomiczka z rzutu karnego.

Pod koniec meczu kotłowało się w polu karnym Dominika Szczotki. Przyjezdni przetrzymali napór gospodarzy i ostatecznie zgarnęli kolejny komplet punktów.

Udostępnij Drukuj E-mail