Bez komentarzy

Jest gwiazdą, chociaż nie pozwala tak o sobie mówić. Skromna dziewczyna, która od dzieciństwa marzyła o karierze sportowej. Ciężka praca, szereg wyrzeczeń i tylko jeden cel - być ważnym ogniwem zespołu, który zawsze będzie mógł na nią liczyć.

Życie sportowca nie jest usłane różami i nie zawsze jest się w najwyższej dyspozycji. Plany rujnują kontuzje. Niekiedy doznaje się ich podczas meczu lub podczas treningu. Innym razem przychodzą niespodziewanie. Bohaterce tego artykułu zabieg usunięcia wyrostka robaczkowego zahamował dynamicznie rozwijającą się karierę. Dziś zawodniczka Olimpijczyka Żywiec opowiada o swojej pasji i sercu oddanym piłce ręcznej. Dominika Ulrich, bo o niej mowa, jest twardą góralką, której typowo męski i bardzo kontaktowy sport nie jest straszny. Zadrapania, siniaki, połamane paznokcie są na porządku dziennym.

Paweł Jurasz: Skąd zrodziła się pasja do piłki ręcznej?

Dominika Ulrich: - Od najmłodszych lat chciałam grać. Próbowałam piłki siatkowej, piłki nożnej, ale to właśnie piłka ręczna skradła mi serce tak do końca. Mimo, że jest to sport siłowy i różne wypadki się zdarzają, to w zaparte chcę trenować i z każdym meczem udowadniać sobie, że mogę być lepsza. Wiele razy jest tak, że nogi bolą, są stłuczenia, ale dopóki adrenalina działa, nie czuje się zmęczenia.

Zwycięstwo w meczu, gdy grasz z ciężkim rywalem, bronisz wyniku ostatkami sił, a na koniec wygrywasz ma wyjątkowy smak. Po takim meczu organizm jakoś szybciej się regeneruje. W tym fachu jedna błędna decyzja może zniweczyć wysiłek całej drużyny. Liczy się siła, chłodna głowa i zdecydowanie. Kluczem do uprawiania tej, jak i innych dyscyplin sportu, jest motywacja. Bez niej nie da się zacząć. Prawdziwego „kopa” motywacji dodaje mi krytyka konstruktywna krytyka. Staram sobie ustalać cele realne i chcę je realizować. Tak jak w innych grach zespołowych wynik nie zależy od jednostki, ale od wkładu całej drużyny. Jeśli cały zespół gra i ma jeden określony cel, jakim są wygrane, to one przychodzą, bo każda z nas zawodniczek będzie dawać 120% siebie dla drużyny.

Dominika Ulrich

Teraz, gdy nie mogę sama grać, staram się być na meczu i z trybun wspierać, podpowiadać młodszym koleżankom. Gdy nie uda mi się być obecną na meczu, to dzwonię do koleżanek zapytać jak poszło. Z perspektywy czasu widzę, że lata treningu nie poszły na marne. Gdybym jeszcze raz miała wybrać między siedzeniem w domu przy komputerze, a grą w piłkę ręczną i ciężkimi nieraz treningami, bez wahania wybrałabym tą drugą opcję.

Poznanie nowych ludzi, nabranie cennego doświadczenia procentuje na kolejne lata. Moim marzeniem jest znów powrócić do wysokiej formy i regularna gra w drużynie, którą traktuję jak rodzinę. Czasem trzeba zrobić krok wstecz, aby znów móc zrobić dwa kroki do przodu. Kontuzje na pewno dają czas na przemyślenia, a dzięki nim wola walki o powrót na boisko staje się większa.

Nie pozostaje nic innego jak ściskać kciuki za sympatyczną zawodniczkę, która swoim góralskim charakterem pewnie jeszcze nie raz będzie cieszyć się z wygranych. Oby jak najszybciej wróciła do treningów i znów cieszyła się z pasją, jaka jest dla niej piłka ręczna.

 

Udostępnij Drukuj E-mail