Oceny: (Bez ocen)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Dni Koronki Koniakowskiej to jedno z najważniejszych wydarzeń w Kalendarzu Imprez Gminy Istebna. Zwraca ono uwagę turystów i samych mieszkańców na rękodzieło, z którego nasza mała ojczyzna jest najbardziej znana zarówno w kraju jak i poza jego granicami. Idea koronkowego święta zrodziła się czternaście lat temu w głowach trzech folklorystów: wybitnej i nieodżałowanej koronczarki spod Ochodzitej – Heleny Kamieniarz, wieloletniej kustoszki „Muzeum Koronki”, zmarłej w roku ubiegłym Zuzanny Gwarek oraz Tadeusza Ruckiego – gawędziarza, muzyka, twórcy instrumentów pasterskich i założyciela Galerii Sztuki Regionalnej „Chata na Szańcach”. Jako miłośnicy regionu i propagatorzy lokalnej kultury postanowili oni zwrócić uwagę na to, co powinno być znakiem rozpoznawczym Koniakowa, a nawet całej Beskidzkiej Trójwsi – posiadające już ok. 150 letnią tradycję Koronki Koniakowskie.

Jak opowiada dzisiaj Tadeusz Rucki początki były ponoć trudne, a zainteresowanie gości i mediów raczej znikome. Piękne i szlachetne w swym zamyśle święto przyćmiła stringowa afera tak oto pojawiły się rozgłos i sława – dziennikarze z gazet i telewizji spłynęli do Koniakowa wartkim potokiem, a koronczarki, jak i pozostali mieszkańcy beskidzkich wiosek podzielili się na dwa wrogie sobie obozy: „bojowników o świętość koronki” i „racjonalistów ekonomicznych”, którym wrodzona smykałka do biznesu podpowiadała, że jeśli można na czymś zarobić, to nie jest to takie złe. Dzisiaj na szczęście czasy te możemy już wspominać wspólnie, bez podziałów i z uśmiechem.

Czas jakiś temu w moje ręce wpadła elegancko opracowana ulotka promująca tegoroczne Dni Koronki Koniakowskiej, po krótkiej analizie programu, zapadła decyzja (wszak życie sztuką wyboru )… jadę w niedzielę! Wybrałam dobrze... pogoda słoneczna, temperatura jak na to lato znośna, do Koniakowa przyjeżdżam więc stosownie wcześniej, by do początku zasadniczej części programu zapoznać się z, jak to w ulotce ujęto „dodatkowymi atrakcjami”. Pierwsza z nich to wystawa koronki, i to nie tylko tej koniakowskiej, w Szkole Podstawowej nr 1 w Koniakowie. Od progu budynku wita mnie ubrana w regionalny strój Barbara Juroszek – związana z miejscowym ośrodkiem kultury a także Muzeum Jana Wałacha. Opowiada ona o wystawie i oprowadza po niej gości, tak by nie przeoczyli niczego ważnego. Na samym wejściu w korytarzu podziwiać można było instalację przedstawiającą kordonek i heknadlę, czyli szydełko – narzędzie pracy koniakowskiej koronczarki, wokoło na podwyższeniu rozłożone zostały plansze z opisaną historią koronki, opisem warsztatu koronczarki oraz innymi ciekawostkami. Na ścianach zamieszczone zostały prace znanej i cenionej koronczarki koniakowskiej młodego pokolenia – Marioli Wojtas, wyczarowującej piękne kompozycje z najcieńszych nici, nie tylko tych bawełnianych, ale także jedwabnych. Spod jej szydełka wyszła także sprzedawana tu biżuteria oraz ciekawa instalacja z wełny przedstawiająca koronkę jako rozpiętą na drewnianej ramie sieć pajęczą.

Na dalszą część zwiedzania goście zapraszani byli do sali gimnastycznej, gdzie na jednej ze ścian królowała Największa Koronka Koniakowska Świata, podczas gdy pozostała przestrzeń wypełniona została pracami innej wybitnej koronczarki koniakowskiej – Beaty Legierskiej, znanej między innymi ze współpracy z Galerią Kukuczka oraz projektów dla wybudowanego z niemałym rozmachem Hotelu Złoty Groń. Oprócz Koronek Koniakowskich podziwiać można było również koronkę klockową z Bobowej oraz Kozardu na Węgrzech. Przedstawiciele obu ośrodków koronczarskich przyjechali nie tylko jako goście tegorocznego święta koronki, ale także po to, by przybliżyć zwiedzającym swój warsztat i technikę wykonania promowanego przez siebie rękodzieła. Na stoisku węgierskim uwagę zwracał piękny „koronkowy most przyjaźni” stworzony z polskich, słowackich i węgierskich koronek klockowych z różnych ośrodków jej wykonywania.

Ze szkoły podstawowej trasa zwiedzania powiodła mnie drogą w kierunku tzw. Szańców. Na poboczach usytuowane zostały tu stoiska heklujących kobiet, ubranych w tradycyjne stroje regionalne. Przyznam, że chyba spodziewałam się ich więcej, ale z drugiej strony spodobał mi się poziom prezentacji, a w szczególności tak piękny ubiór koronczarek – kabotki, fortuchy, modrzeńce – prawdziwie, autentycznie po góralsku, bez jakiś tanich podróbek stroju cieszyńskiego z pasami wykonanymi z plastikowych koralików.

Idąc drogą trudno było nie zauważyć potężnego, koronkowego muralu na ścianie koniakowskiej piekarni, wykonanego przez warszawską artystkę NeSpoon. Mimo, że do „odsłonięcia” zostało jeszcze ok. godziny mural był raczej ewidentnie widoczny, ale z drugiej strony, czy warto zakrywać coś, co przez trzy dni powstawało na oczach tysięcy zainteresowanych mieszkańców i gości? Idę więc dalej do Muzeum Koronki Koniakowskiej oddać głos na najpiękniejszą. Szczęśliwie zainteresowanie duże, a i wybór niemały, bo do konkursu zgłoszono ponad 20 prac, co jak się dowiaduje stanowi wobec poprzednich edycji progres. Po głosowaniu pora jeszcze na stoiska z twórczością ludową położone przy Centrum Pasterskim, które kusi zapachem grillowanych oscypków z żurawiną oraz Chacie na Szańcach. Na stoiskach zobaczyć można było, co oczywiste koniakowskie koronki, a także rzeźby ludowe i wyplatane ze świerkowych korzeni koszyczki. To ostatnie nader oryginalne rękodzieło prezentował sam twórca – Jan Zogata z Jaworzynki.

Zgodnie z planem o 15.30 pod muralem zaczęli gromadzić się czekający na „oficjalne odsłonięcie” goście na czele z Wójtem Gminy Istebna – Henrykiem Gazurkiem wraz z małżonką oraz Sołtysem Wsi Koniaków – Janem Gazurem. Odsłonięcie sprowadziło się więc raczej do „odsłonięcia rąbka tajemnicy” i przedstawienia artystki NeSpoon na której ręce złożono kwiaty i podziękowania. Nie zabrakło też tradycyjnego sygnału na trąbicie w wykonaniu Tadeusza Ruckiego. Prezentacji muralu dokonała oczywiście Lucyna Ligocka-Kohut, która jako przedstawicielka Gminnego Ośrodka Kultury, Promocji, Informacji Turystycznej i Biblioteki Publicznej w Istebnej, nie tylko pozyskała fundusze wyszehradzkie na organizację całego wydarzenia, ale też czuwała nad opracowaniem jego programu i późniejszą realizacją.

Uczestnictwo w dalszej części programu wymagało przemieszczenia się w okolice Centrum Pasterskiego, gdzie na pobliskiej łące stanęła mała, aczkolwiek całkiem profesjonalnie prezentująca się scena, na której nad obsługą nagłośnienia czuwali fachowcy z BB Group Agency. Niezadaszona widownia skłaniała do spojrzenia w niebo, ale póki co wyglądało ono dość przyjaźnie. Nad bezpieczeństwem gości i modelek, czuwała ochrona, a więc można rzec, że jak na „warunki polowe” pełen profesjonalizm. Po krótkim powitaniu gości z Węgier, w tym Prezesa Stowarzyszenia Koronek z Kozardu oraz dyrektor Centrum Kultury i Promocji Gminy Bobowa – dr Małgorzaty Hołdy-Kuchniki, a także kilku słowach na temat wykonawczyni muralu, która jak się okazuje chętnie sięga do tematu koronki koniakowskiej nie tylko malując w Koniakowie, rozpoczął się występ zespołu „Królestwo Beskidów”. Z rozmowy zakulisowej z NeSpoon dowiaduję się, że jej pasja do wykorzystywania koronki w różnej formie artystycznego wyrazu zrodziła się właśnie u nas, dzięki kontaktowi z koniakowskim rękodziełem, często sięga do naszych wzorów i jest nimi osobiście zafascynowana, czego potwierdzenie zauważyłam już wcześniej… na głowie mojej rozmówczyni, jej czoło zdobił bowiem tradycyjny czepiec w niecodziennej wersji, czyli bez chustki na wierzchu. Jak się okazuje wykonawczyni muralu tworzy najczęściej poza granicami naszego kraju, a już niedługo jedzie do Rosji, aby tam stworzyć…pomnik graficiarza w uznaniu dokonań koleżanek i kolegów streetartowców. Totalnie zakręcona i pełna pozytywnej energii artystka zdaje się być autentycznie zachwycona Koniakowem.

Po występie zespołu następuje moment, na który jak się wydaje czekała większość zebranych – pokaz mody koronkowej. Konferansjerkę w sobie właściwy, pozbawiony pretensjonalności i dowcipny sposób prowadzili – Lucyna Ligocka-Kohut i Tadeusz Rucki. Współorganizatorką pokazu była Agencja Grabowska Models, dzięki której kreacje z koniakowskich koronek zobaczyliśmy na pięknych i pełnych profesjonalizmu dziewczętach. Warto wspomnieć, że kilka z nich pochodzi z Trójwsi Beskidzkiej, w tym ta najważniejsza - tegoroczna Miss Beskidów i Finalistka Miss Polski – Alicja Tabaka. Pokaz mody zaszczyciła swoją obecnością sama Lucyna Grabowska, która w ciepłych słowach podziękowała Lucynie Ligockiej-Kohut za dotychczasową współpracę i zaangażowanie w realizację pięknego święta Koronki Koniakowskiej. Modelki zaprezentowały się w czterech odsłonach. Pierwsze wejście to prezentacja kreacji stworzonych przez Dagmarę Dubik związaną z firmą Lulu Design – dziewczęta pokazały się w koronkowych sukienkach, które jednak z koronką koniakowską nie miały zbyt wiele wspólnego. Kolejne dwa wejścia to to na co wszyscy czekali – sukienki, bluzki, tuniki, a wszystko to ręcznie wykonane zwinnymi palcami naszych koronczarek. Różne wzory i kolory, jedne dla dziewcząt z figurką naszej Ali, inne także dla tych pań, które od czasu do czasu skuszą się na kawałek „kołocza”. Na koniec nastąpił moment kulminacyjny… pokaz bielizny. Modelki zaprezentowały ją z dumą, spokojem i gracją, a i szczęśliwie panowie zachowali względny spokój, toteż interwencja ochrony była zbędna.

Trudno powiedzieć, czy właśnie ten ostatni akord koronkowego pokazu mody zaniepokoił nieco Niebiosa, ale poczęło się mroczyć, a i odgłosy niedalekiej burzy zaczęły dochodzić do uszu zgromadzonych. Niestety zmiana aury skłoniła wielu uczestników imprezy do salwowania się ucieczką, mimo, że nie spadła jeszcze ani kropla wody. Tych o usposobieniu bardziej stoickim dało się poznać po tym, że niewzruszenie siedzieli na ławkach i spokojnie obserwowali jak gwiazda muzycznego programu – HOLEVIATERS instaluje się na scenie. Czekać było warto, bo koncert folkowej muzyki w ich wykonaniu okazał się nie tylko bardzo ładny, ale i żywiołowy. Mniej więcej po jego połowie burza postanowiła włączyć się w świętowanie, nie zniechęciło to jednak zgromadzonych, którzy zamiast uciekać do samochodów zwartym wianuszkiem otoczyli scenę. Jak pięknie ujęła to wokalistka Hania Malacina – Karpiel „to wspaniały koncert – nigdy nie byliśmy tak blisko publiczności”. Słuchacze mimo intensywnego deszczu zostali do końca i jakoś nieśpiesznie rozeszli się do swoich codziennych spraw. Część z nich udała się jeszcze na poczęstunek i zabawę w Karczmie Kopyrtołka, gdzie do tańca skocznie przygrywała orkiestra dęta z Tadkiem Ruckim na czele.

To była udana, koronkowa niedziela.

Zdjęcia: Oliwia Szotkowska

 

Zdjęcia: Szymon Pytel

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły