Oceny: (Bez ocen)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Było sportowo, międzynarodowo i... deszczowo. Tak w skrócie określić można Goralmaraton - bieg, który odbył się w minioną niedzielę 21 sierpnia na malowniczym Trójstyku. Impreza zorganizowana z dużą fantazją, bo biegacze mieli do wyboru aż trzy trasy biegu - maraton, półmaraton i minimaraton, a trasa najdłuższego z biegów prowadziła aż przez trzy kraje. Można wiec było podczas jednego weekendu zaliczyć biegową wycieczkę przez Polskę, Słowację i Czechy.

Od wczesnych godzin porannych na Trójstyku gromadzili się biegacze. Wkoło słychać było głosy w trzech różnych językach. W biurze zawodów, zorganizowanym pod zadaszoną wiatą, odbiór numerków startowych i pakietów przebiegał bardzo sprawnie. Miła, profesjonalna obsługa pozostała w rękach Słowaków. Na Trójstyku biegacze pojawili się już jednak od dnia poprzedniego - do Jaworzynki i w okolice startu zawodnicy zjeżdżali od soboty. Pierwszy dzień weekendu to bowiem Goralfest oraz uroczysta msza święta z udziałem przedstawicieli kościelnych i państwowych wszystkich trzech narodów. Stojące na Trójstyku namioty, w których nocowali biegacze, pozwalały sugerować, iż Goralmaraton w kwestii organizacji w dużym stopniu to duży biwak z biegowym wydarzeniem w roli głównej.

Na wspólnym starcie usytuowanym na łące na Trójstyku, stanęli zawodnicy startujący na dłuższych dystansach - maratonie i półmaratonie. Start, jak na międzynarodowy bieg przystało, miał też taki charakter, bowiem do wspólnej rywalizacji przystąpili Polacy, Słowacy i Czesi. Trasa biegu od początku poprowadziła pod górę, asfaltową krętą drogą, by wkrótce przenieść się w lasi szlak wiodący na Girovą. Tym sposobem jesteśmy w Czechach. Na trasie spotykamy kibiców, którzy w swoim języku kibicują wszystkim biegaczom bez wyjątku. Warto wspomnieć, iż zmianę kraju, w jakim w danej chwili znajdowali się biegacze, rozpoznać można było właśnie po kibicach. Czesi zapewnili naprawdę gorący doping. Słowacka część trasy to fragmenty bardzo malownicze z niezapomnianą drogą krzyżowa, która niejednemu zawodnikowi dała solidnie w kość. Każda stacja drogi krzyżowej to niekończąca się wspinaczka uwieńczona widokiem na okoliczne góry - słowackie i czeskie. Dystans maratonu liczy 42 km, w tym przypadku nazwa była nieco symboliczna, ponieważ realny dystans wyniósł 50 km. Karty w tym dniu rozdawała pogoda. W ubiegłym roku zawodnicy startowali w ogromnym upale, który mocno dał się we znaki, w tym roku natomiast - dla odmiany - deszcz zamienił łąkę na Trójstyku w prawdziwe mokradło. Po drodze - jak na maratonie górskim przystało - punkty żywieniowe zapewniały biegaczom uzupełnienie płynów i jedzenia. Arbuzy, pomarańcze i rodzynki - to wszystko serwowane przez międzynarodową obsługę. Ostatni etap biegu to fragment po stronie polskiej - znów słychać polskie głosy.

Na mokrej mecie na biegaczy czekał ciepły posiłek i medal. Cały zresztą bieg utrzymany jest w atmosferze wielkiego pikniku, na którym można dobrze zjeść i spędzić miło czas. Niesamowity jest też klimat panujący na trasie, gdy ramię w ramię przez trzy kraje wspólnie biegną Polacy, Słowacy i Czesi; to także wspaniała możliwość integracji i nawiązania kontaktów. Goralmaraton z pewnością zaliczyć można do bardzo udanych imprez, które na stałe zostają wpisane do biegowo - kulturalnego kalendarza.

Udostępnij Drukuj E-mail