Oceny: (1 raz)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Z Dorotą Gryglak rozmawiam dziś o tym, jak powstała myśl, by napisać książkę i jak to wszystko się zaczęło. Jej marzeniem jest możliwość wydania książki o historii mówionej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie, mieszkańców Rycerki Dolnej i Górnej. 

Dorota Gryglak - z wykształcenia etnolog oraz dziennikarz, obecnie pracuje w agencji reklamowej, prowadząca fanpage: „Górole Żywieccy”, mama i żona.

 

Magdalena Sporek: Jak zrodziła się myśl, by w ogóle zacząć pisać książkę?

Dorota Gryglak: - Myśl napisania pracy na temat historii Rycerki Dolnej i Górnej zrodził się z tęsknoty za „starymi czasami”. Od zawsze interesowałam się kulturą społeczności góralskiej, z której sama pochodzę. W literaturze można spotkać wiele opisów tradycji góralskiej z terenu Beskidu Żywieckiego. Cykl obrzędów dorocznych został dokładnie opisany przez etnografów, ale zauważyłam pewną lukę w opisach. Opisy tradycji nie odnoszą się do wskazanych wydarzeń, dlatego stają się jedynie martwymi opisami reliktów kulturowych. Zauważyłam, że istnieje potrzeba pokazania kultury ludowej z innej strony, dlatego postanowiłam zbadać tę sferę według metodologii „oral history” (historii mówionej), która pokazuje historię danej społeczności uwzględniając tradycyjne wierzenia i system współżycia społecznego. Upraszczając chciałam zachować od zapomnienia historie zapamiętane przez górali, niejednokrotnie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Historie ustne dotyczą zwykłych, a czasem niezwykłych, nawet magicznych historii, które miały miejsce w Rycerce Dolnej i Górnej do II Wojny Światowej, bo taką granicę sobie ustaliłam, bowiem „stare czasy” to dla mnie czasy dzieciństwa moich dziadków. I chociaż świat w tej książce jest pełen biedy i bólu, a nie taki jakim go sobie wyobrażałam, czyli kolorowy świat górali, w pięknych strojach, bawiących się i śpiewających, to chciałabym go pokazać takim, jakim był w rzeczywistości. Uchronić od zapomnienia. Ta właśnie książka pokazuje jego wszystkie barwy, od ciemno szarych odcieni biedy, do kolorowych opisów życia, wesel czy wspólnych zabaw. Ta książka to moja tożsamość i życie ludzi, kultura i tradycja, w której wyrosłam. Chciałabym, aby mieszkańcy Rycerki mogli zapoznać się z moimi zbiorami. Nie chcę, by te cenne informacje marnowały się na moim komputerze.

 

Co jest takiego niezwykłego w tych wspomnieniach?

- Pamięć ludzi urodzonych przed 1939 roku zachowuje szczegóły z historii - nie tylko z dzieciństwa informatorów, ale też sięga lata, a nawet wieki wstecz. Starsi ludzie pamiętają o wiele więcej niż my. Ich uwaga nie była rozpraszana przez media. I choć w świecie, gdzie cyfryzacja jest daleko posunięta, a kult młodości odwraca uwagę od opowieści dziadków, sprawiają wrażenie archaicznych, czasem śmiesznych i nieistotnych, to są one w rzeczywistości podwaliną naszej tożsamości, źródłem naszej kultury. Tą książką chciałabym zachęcić młode pokolenie do dalszych badań, do nagrywania wspomnień dziadków, bo to wspomnienia tworzą historię naszej wsi. Jest to praca długotrwała i niezwykle trudna, ale mam nadzieję, że uda mi się namówić jeszcze kilka osób by poszły do starszych ludzi by poznać i nagrać ich wspomnienia.

 

Kto zainspirował Cię do zbierania tych opowieści?

- Do zbierania wspomnień górali z Rycerki zainspirował mnie pan Władysław Bułka, mieszkaniec Rycerki, dziennikarz, były senator RP, który nie mieszkając w Rycerce, ogromnie się dla niej przysłużył. Zbierał wspomnienia, wydawał książki, pisał artykuły. Dzięki niemu mamy spore opracowania. Dziś pan Władysław ma 80 lat, mieszka w Lipowej i choć adres zamieszkania inny to w sercu nadal Rycerka.... Jestem w podobnej sytuacji. Nie mieszkam w Rycerce, ale w sercu ma ona najważniejsze miejsce. Tradycja góralska, tożsamość. To wszystko jest dla mnie ważne. Jedynie co mogę zrobić, to te małe rzeczy dla naszej kultury, dlatego też zorganizowałam pierwsze z cyklu spotkań kultywujących dawne tradycje, czyli kultywowanie pieśni pasterskiej pt „Śpiywanie w Polanie”.

Kolejną wielką inspiracją był dla mnie Ludwik Delaveaux, który w XIX wieku napisał „Rys etnograficzny górali beskidowych zachodniego pasma Karpat”. Ludwik Delaveaux był właścicielem Rycerki. Opisał górali, ich charakter, tradycje, ciekawe historii i choć w opowieściach moich informatorów nie jest bohaterem jednoznacznym, zwłaszcza jego żona Lidia, która według wspomnień wykorzystywała i torturowała górali, to jednak jego dzieło jest najcenniejszą pamiątką dla Rycercan, ponieważ „okiem pana" pokazuje obraz dawnej wsi. Nieraz biorę tę książkę do ręki, by przenieść się w czasie do wioski moich przodków.

 

Jaki ma być przekaz, motto, morał Twojej książki?

- W mojej książce chcę pokazać to, co przez wielu jest bagatelizowane i traktowane jako archaizm niewarty wspomnień. Każde wspomnienie jest cenne, ponieważ pokazuje sposób myślenia. Tak często wyśmiewane historie o nocnicach i strachach są ważnym źródłem wiedzy o funkcjonowaniu społeczeństwa. Często je słuchamy, uśmiechamy się, a potem zapominamy, a przecież to właśnie konkretne osoby miały styczność z „nocnicą”, więc są świadkami historii. Warto zapisać w historii Rycerki te niezwykłe spotkania, ponieważ takie wspomnienia pokazują sposób myślenia, naszych przodków. Dziś nieaktualne? Nieważne. To co kształtowało wierzenia naszych przodków również wpływa na nasze życie i naszą tożsamość, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Moja praca ma także pokazać niezwykłość miejscowości w górach, której historia może stworzyć niezwykły scenariusz filmowy. Mamy wrażenie, że nasze góralskie wioski są nudne, nic się nie dzieje, a po przeczytaniu tej książki można odnieść wrażenie, że nasza Rycerka jest niemal magicznym miejscem. Może nieco idealizuję, ale takie są właśnie wspomnienia, nie przekazują w 100% przebiegu zdarzeń. Ludzie nadają wspomnieniom osobisty charakter, dzięki temu nie są to suche fakty, a mistyczna opowieść, podróż w czasie.

Moja książka to także informacja dla działaczy społecznych, że zbieranie wspomnień metodą „historii mówionej” może przyczynić się do wzmacniania tożsamości danej społeczności, dlatego apeluję do wszystkich tych, którym wspomnienia z „dawnych czasów” nie są obojętne, aby nagrywali rozmowy ze starszymi ludzi, bowiem każdy człowiek to osobna historia, każda osobna historia maluje obraz całej społeczności, ocala od zapomnienia tradycję, kulturę i tożsamość.

 

Czy masz już pomysł na tytuł swojej książki?

- Zatytułowałam ją „Kie jo se pojadem Rycereckom hore", czyli „Kiedy sobie pojadę Rycerką w górę”, to słowa dawnej przyśpiewki. Żeby napisać tę książkę przejechałam całą Rycerkę, zaczęłam od pani Pszczółkowej z Rycerki Dolnej, a skończyłem u Pani Paprotnej niemal pod Raczą. To droga przez Rycerkę, przez historię Rycerki. Niestety nie ma wśród nas już kilku informatorów, więc tym bardziej te wspomnienia stają się cenne, a podróż Rycereckom hore, ma dla mnie już teraz inne znaczenie....

 

A czy możesz zdradzić nam jakieś ciekawe wspomnienie z Twojej książki?

- Takich wspomnień jest wiele. Wspaniałe są opowieści wyjaśniające powstawanie przydomków. O tym, że ludzie znali swoje nazwiska, a jednak każdy dom, każdy plac, każdy zarębek miał swoją lokalną nazwę, która do dziś funkcjonuje. Kiedy zapytasz kogoś „gdzie idziesz?” Większość odpowie Ci, że np. do Dziergasów, do Suławy, Słowioków, do Majerza. I wszyscy wiedzą, gdzie to jest.

Wspaniałe opowieści można przytoczyć o wcześniej wspomnianej Delavinie, czyli żonie hrabiego Dealaveaux, która podobno kazała nosić się po wsi na lektyce, biła za zbyt grubą nitkę, którą uprzędły kobiety w ramach pańszczyzny, przypalała świeczką za obelgę. Są też informację, że upodobała sobie młodych chłopaków, których według wspomnień mordowała, by nikt nie dowiedział się o jej niecnych czynach. Do dziś stoi kapliczka, pod którą rzekomo pochowani są młodzi górale. Tak jak wcześniej mówiłam, te wspomnienia to niesamowity materiał na scenariusz filmowy. Choć pewnie są zmityzowane, to warto je zachować od zapomnienia. Niezwykłe są opisy biedy, dzieciństwa, warunków higienicznych, a pośród tych wspomnień wspomnienie wesela i ostatków, czy też humoru, wspólnych spotkań, chodzenia „poza okna”. No i czary, czarnoksiężnicy, zaczarowane księgi, stoły z różańcem i nocnice, zmory, oraz śmierć, którą można było spotkać na drodze. Niezwykły świat, którego już nie ma.

 

Co jest potrzebne do tego, by marzenie wydania książki się spełniło?

- Myślę, że pomocne byłoby stowarzyszenie lub ktoś, kto zwyczajnie się na tym zna i mnie pokieruje lub pomoże w napisaniu projektu o dotację. Zależy mi, żeby książki te trafiły do bibliotek i do szkoły, do mieszkańców Rycerki i gminy Rajcza. Celem wydania tej książki jest podarowanie zapisanych wspomnień, bo dla mnie satysfakcją jest to, że udało mi się je zebrać. Właśnie dokonuję korekty tekstów, chciałabym jeszcze spisać zebrane podczas wywiadów przyśpiewki. Byłoby wspaniale, gdyby udało się zebrać jeszcze kilka wspomnień, ale jako że mam małe dziecko i pracę, to z czasem coraz trudniej. Z chęcią nawiążę kontakt z kimś, kto pomoże mi w zbieraniu kolejnych wspomnień. 

Dziękuję za rozmowę i życzę, by marzenie wydania książki się spełniło. Trzymam kciuki. 

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły