Oceny: (Bez ocen)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Położona na pograniczu Istebnej i Wisły polana Stecówka, to miejsce, w którym staram się bywać dwa razy do roku. Pierwszy raz wiosną, początkiem maja podczas Mieszania Owiec, drugi jesienią na św. Michoła, kiedy kończy się ich wypas na halach. Wydawałoby się, że te podobne do siebie rokrocznie imprezy powinny się już mi dawno znudzić, a jednak niepowtarzalny klimat miejsca i gościnność organizujących je baców powoduje, ze chce się tu wracać. Tutejsze obrzędy zawsze odbywają się w niedziele, tuż po zakończeniu Mszy Św. o 11.00. Nabożeństwa od paru lat mają na Stecówce niecodzienną oprawę, bowiem odkąd spłonął znany wielu, piękny drewniany kościółek z 1957 r. kaplicą stała się salka na probostwie. Niezmiennie wrażenie robi na mnie postać miejscowego proboszcza ks. Grzegorza Kotarby, który w pełny patosu sposób głosi Słowo Boże przy zwykłym stole pełniącym rolę ołtarza. Można by pokusić się o stwierdzenie, że sytuacja ta odsłania prawdziwy sens i moc liturgii. Pomimo to jednak jak wszyscy czekam z niecierpliwością na otwarcie nowo wybudowanej świątyni, która z zewnątrz prezentuje się całkiem interesująco.

Jak zwykle jeszcze na długo przed rozpoczęciem zasadniczych uroczystości przy kolybie bacy z Istebnej – Henryka Kukuczki zakupić można było gulasz, herbatę z zielin oraz sery owcze i kołaczyki z serem. Prowadzący wydarzenie baca – konferansjer przybliżył gościom znaczenie i formułę Rozsodu, opowiadając o zróżnicowaniu czasowym tego obrzędu w przestrzeni Karpat, a także towarzyszących mu zwyczajach. Było więc o znaczeniu ognia, który płonął od wiosny do jesieni i nie śmiał zgasnąć, a gdy tak się stało, trzeba było go przynieść z innego sałaszu, czy też o zasadach podziału sera pomiędzy właścicieli owiec.

W tym roku zainteresowanie Rozsodem Owiec na Stecówce okazała nawet TVP 1, co wprawiło w pewne zakłopotanie owce, które najwyraźniej nie będąc celebrytkami nieco płochliwie reagowały na rozstawiony sprzęt filmowców. Henryk Kukuczka rozpoczął swą krótką mowę od podziękowań kierowanych do pasterzy, którzy przez cały sezon zmagali się z trudami pracy na sałaszu oraz modlitwy Ojcze Nasz, następnie wyraził swoją wdzięczność dla władz i wszystkich „sprzymierzeńców” w organizacji Rozsodu. W takiej chwili nie mogło także zabraknąć miłych słów pod adresem Barbary i Jana Kędzior z Wisły, którzy wytrwale wspierali bacę z Istebnej w dążeniu do doskonałości smaku bryndzy wiślańskiej i osiągnięciu wyróżnienia, jakim było otrzymanie Perły 2016 w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów 2016”.

Program artystyczny tegorocznego Rozsodu rozpoczął się od wspólnego, góralskiego muzykowania Zbigniewa i Jana Wałachów, poczym na scenę wyszły w połączonym składzie Kapela „Jetelinka” i Zespół „Czadeczka” z Jaworzynki, prezentując tańce i śpiewy charakterystyczne dla miejscowego folkloru. Jako ostatnie na scenie pojawiły się heligonistki ze Słowacji – siostry Lenka i Evka Bacmaňákové. Żywiołowe i roześmiane dziewczyny wywołały prawdziwy aplauz u publiczności, która nie pozwalała zakończyć im występu.

Szczęśliwie pomimo nienajlepszych prognoz dopisała także pogoda. Powitało nas na Stecówce niespodziewane słońce i ciepło, potem stopniowo niebo zasnuwały chmury przypominając o nieuchronnie nadchodzącej jesiennej słocie, ale pierwsze krople deszczu spadły, gdy już wszyscy zdążyli powrócić do domów.

W Beskidzie Śląskim kończy się tegoroczny wypas owiec na halach, jeśli pogoda pozwoli zwierzęta będą się jeszcze pasły nieopodal domostw swych gospodarzy, aż do momentu, gdy przymrozki „skradną zieleń trawom”, ale w góry powrócą dopiero wiosną.

Zdjęcia Oliwia Szotkowska

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły