Oceny: (1 raz)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Wśród mieszkańców Żywiecczyzny rośnie zainteresowanie historią lokalną. Młodzi, wykształceni ludzie penetrują archiwa państwowe, parafialne i lokalne prace pamiętnikarskie oraz pamiątki rodzinne. Rycerka wymieniona ostała w inwentarzu dóbr żywieckich z roku 1667 jako wieś licząca około 400 lat. Do połowy XIX wieku w Rycerce Górnej, podobnie jak w większości wsi, w powiecie żywieckim nie było szkoły. Starania o jej powstanie rozpoczęto w 1855 roku. Wkrótce po tym powstał budynek szkolny jednak były kłopoty z zatrudnieniem nauczyciela. W roku 1873 istniejąca w Rycerce Górnej, oparta na wzorach austriackich, szkółka trywialna została przemianowana na szkolę polską, ludową, jednoklasową o jednym nauczycielu. Po II wojnie światowej miejscowa szkoła w Rycerce Górnej została podniesiona do rangi polskiej szkoły siedmioklasowej, a jej absolwenci masowo kształcili się w szkołach ponadpodstawowych w Żywcu.

W 1954 roku rozpoczęto budowę nowej szkoły w Kolonii na parceli podarowanej przez Nadleśnictwo Państwowe w Rycerce Dolnej. Budynek ogrodzono drewnianym płotem i 15 października 1955 roku zorganizowano uroczystość otwarcia szkoły, która posiadała początkowo trzy sale lekcyjne, a z biegiem lat z części korytarza oraz szatni utworzono czwartą salę lekcyjną. Był to ważny krok w ucywilizowaniu się wsi.

 

Rozmawiamy z panią Anną Gajecką, emerytowanym nauczycielem.

Magdalena Sporek: Jak wspomina Pani swoją pracę w tej szkole?

Anna Gajęcka: - W Rycerce Górnej mieszkałam od sierpnia 1977 do sierpnia 1982. W Punkcie Filialnym w Rycerce Kolonii należącym do Zbiorczej Szkoły Gminnej w Rajczy pracowałam w latach 1980-1982. Z początku kilkoro dzieci 6-letnich przychodziło do mnie do domu, gdyż sama miałam małe dziecko, a w zerówce nie miał kto pracować. Potem dzieckiem moim zajmowała się sąsiadka, a ja chodziłam do szkoły. Moja grupa liczyła około 9 osób. Pracowałam od poniedziałku do soboty.

Miałam również przyjemność współpracować ze wspaniałymi ludźmi. Z Milówki dojeżdżała pani Maria Bilewska, a z Rycerki pani Maria Czaniecka. Najlepiej wspominam Marysię Czaniecką. Żyliśmy tam jak w jednej rodzinie. Dzieci przynosiły sobie śniadanie, a w szkole była herbata. Ze wzruszeniem i podziwem patrzyłam na dzieci, które niejednokrotnie przynosiły placek ziemniaczany do szkoły, bo rodziców nie był stać na chleb..                                                                                                                                       

W tym czasie kierownikiem szkoły w Rycerce Kolonii był Stanisław Gołek. Grał na skrzypcach i uczył dzieci przyśpiewek oraz tańców góralskich. Dzieci śpiewały:

 „A nas Jasiu mały taki bardzo śmiały,

Były by go wcora kury zadziubały."

oraz

„Ty rycerski baby majom po dwa brzuchy

jedyn na kapuste, drugi na prażuchy.

Ni ma tez to ni ma, jako chłopu z gronia.

Zjedzie se na portkach, nie tzeba mu konia”.

O ile się nie mylę, to moje dzieci uczyły się z książki „Mam 6 la”. Pisało się ołówkiem.

 

Co najbardziej utkwiło Pani w pamięci z lat spędzonych w murach szkolnych?

Gimnastyka była prowadzona w klasach, a w dni słoneczne dzieci ćwiczyły i bawiły się na szkolnym podwórku. Kiedyś, w czasie gry w piłkę jedna z dziewczynek zdarła sobie kolano. Pan Gołek przyniósł apteczkę i przemywał jej ranę. Dziewczynkę bardzo bolało, na co jedna z koleżanek powiedziała: „nie myśl o kolanie, myśl o matematyce”. Sporo zajęć prowadziłam z dziećmi na spacerach i wycieczkach. Pewnego razu zbieraliśmy dary jesieni, które potem wykorzystywałam w czasie zajęć plastyczno-technicznych. Był straszny wiatr. Miałam potargane włosy. Jedna z dziewczynek wyciągnęła z kieszeni bardzo brudny grzebień.

Uczyłam się gwary od dzieci, a one ode mnie. Pod koniec roku przyszła dziewczynka, która mieszkała gdzieś na Przegibku. Jesienią ani zimą nie chodziła przez chorobę i ilość śniegu. Dla dzieci zabawne było, kiedy mówiła do mnie per TY.

W maju jechaliśmy całą szkołą na wycieczkę do Chorzowa autobusem. Niektóre z dzieci nie wyjeżdżały nigdy z Rycerki Kolonii. Nie były nawet w Rajczy. Pokazywałam im żółte pola rzepaku. Ktoś zdziwiony zawołał: „Kielo tu rzepy!”. W maju chodziliśmy równie z dziećmi na pochód pierwszomajowy z chorągiewkami.

Nie pamiętam dokładnie, w której sali uczyła się ”zerówka”, ale za to wiem, gdzie był pokój nauczycielski. Nie pamiętam również byśmy karali dzieci, bo dzieci z Rycerki były bardzo grzeczne.

Gdy mojego męża przenieśli ze Strażnicy WOP z Rycerki na GPK do Chałupek moja klasę zerową przejęła pani Marysia Czaniecka. Bardzo mile wspominam tamte czasy.

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły