Oceny: (7 razy)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Dzisiaj przedstawiamy Państwu wywiad z Michałem Kusiakiem. Finalistą Plebiscytu „Popularyzator Nauki 2015” Polskiej Agencji Prasowej i MNiSW, odkrywcą 160 komet w tym komety C/2015 F2 (POLONIA) oraz współodkrywcą co najmniej kilkudziesięciu planetoid.

Z dedykacją: „O Aleksandrze i dla Aleksandry, że swoją obecnością uczyniła moje życie bardziej bogate.”

 

Magdalena Sporek: Od czego zacząłbyś swoją historię?

Michał Kusiak: - Podobno odkryłem wiele ciał w przestrzeni kosmicznej, przejrzałem tysiące zdjęć, spędzając przy teleskopach kilkanaście lat swojego życia. Niezwykły okres, przeplatany wieloma niepowodzeniami i sukcesami. Zastanawiam się jednak, co ten okres mi dał? Pewnym jest, że astronomia to jedna z niewielu dziedzin, w której każdy zainteresowany, nie posiadając dużego teleskopu może poznać to, co świeci na nocnym niebie. Ja mając spore zaparcie i pasję do poznania tego tematu, miałem zaszczyt dostrzec to, czego nikt inny nie widział wcześniej. Zaczęło się od lornetki dziadka, czytania literatury, zagłębiania wiedzy i prostych marzeń związanych z podziwianiem tego, czego tak łatwo dostrzec nie możemy. Wie Pani? Wówczas pierwszy raz zdałem sobie sprawę, że w odniesieniu do wielkości przestrzeni kosmicznej nasze położenie to dosłownie maleńkie ziarenko piasku na wielkiej plaży. Fascynujące, że będąc takim niewielkim stworzeniem możemy podziwiać tak wielkie rzeczy.

 

A kiedy zacząłeś interesować się astronomią?

- W pierwszych latach szkoły podstawowej, kiedy postanowiłem sięgnąć do skromnego zasobu astronomicznych książek w bibliotece. Kojarzę czasy, kiedy w telewizji często emitowano programy popularnonaukowe. To na pewno miało znaczenie. Wiadomym jest, że w młodym wieku umysł chłonie wiele rzeczy, co oczywiście przekłada się na to, że astronomia nie była jedyną moją pasją. Były nimi także muzyka, lekka atletyka, sztuka ludowa, malarstwo.

 

Co zatem skłoniło Cię do astronomii?

- Ludzie. Mój wychowawca z gimnazjum. Potem inspirujące historie odkryć dokonywanych przez polskich astronomów. Czytając chociażby o krakowskiej szkole astronomii albo też sięgając po kontakty z osobami spoza Polski, Kazimierasa Cernisa z Litwy, Rainera Krachta z Niemiec, skonkretyzowałem swoje marzenie związane z badaniem drobnych ciał w Układzie Słonecznym. Postanowiłem je spełnić zostając zawodowym astronomem. Wybrałem Uniwersytet Jagielloński. Studia rozpocząłem, potem niestety z wielu przyczyn musiałem je spowolnić, przerwać, potem znów reaktywować. Zdrowie, własne słabości i wątpliwości. Zastanawiałem się wewnątrz czy to jest to, czym mam się zajmować.

 

Przyszły jednak sukcesy, więc jednak zainteresowanie zaowocowało?

- Owszem. Lata kontaktów z miłośnikami i zawodowymi astronomami, pozwoliły nabrać odpowiedniego doświadczenia w temacie. Przystąpiłem do największego projektu poszukiwań komet na świecie „Sungrazing comets”. Jego celem są badania i wykrywanie malutkich komet przelatujących bardzo blisko Słońca. Swoją pierwszą kometę odkryłem w 2007 roku. Wraz z tym przełomem, worek z odkryciami otworzył się znacząco, czyniąc momentami moją działalność za najbardziej aktywną na świecie. Fajne uczucie, ale czy do tego dążyłem? Raczej nie. Możliwości poszukiwań poszerzały się o różnego rodzaju projekty związane choćby z poszukiwaniami planetoid, z badaniem wewnętrznej budowy komet. To poza dorzuceniem do świata nauki swoich kilku groszy związanych z poznaniem jakiegoś zjawiska, pozwoliło zyskać trochę satysfakcji. Spora liczba odkryć, aktywność to początkowo miało znaczenie.

 

A co stało się ważniejsze teraz ?

- Dzielenie się tym. W moim życiu liczyła się pasja, ale nie jest ona nic warta, jeśli tej pasji nie potrafimy przekazać innym. Kontakt z młodszymi adeptami astronomii, którzy marzyli tak jak ja zostać odkrywcami, była możliwością dla mnie żeby dalej się rozwijać. I tak, będąc na studiach, borykając się z problemami zdrowotnymi i siedząc przy tym w lekkim odosobnieniu stworzyłem kontakty z osobami z gimnazjum, liceum z całej polski. Zainteresowanie tematem było duże i zaprocentowało tym, że wiedza przyczyniała się do ich rozwoju i sukcesów, a ja poczułem, że ma to sens. Liczne prelekcje w szkołach, na konferencjach. Bezpośrednie spotkania i kontakty. To był chleb powszedni i co więcej dość budujący. Nie budował on jednak poczucia stabilności, by zapewnić mi byt, więc żeby zarobić na swoje życie, trzeba było zająć się jeszcze czymś, co rzeczywisty chleb mi da i tak człowiek stara się odnaleźć nie tylko w pasji, choć głęboka wiara, że pasja w końcu przyniesie przełom tkwiła aż do dziś.

Zdobyłem w tej dziedzinie troszkę wyróżnień. Traktuję to jednak jako stwierdzenie faktu, że coś zrobiłem i mi się udało, ale nie skupiałem na tym swojej uwagi, tylko działałem dalej.

 

fot. Michał Drahus i Wacław Waniak, Obserwatorium Keck - Hawaje, na zdjeciu kometa Polonia

Wiem, że prowadzisz koło astronomiczne w Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Żywcu....

- Tak. Wyszedłem z liceum i wróciłem do niego. Czasem taki zwrot ma miejsce. Co więcej jest niezwykle istotny, bo człowiek potrafi spojrzeć na swoją historię jeszcze raz poprzez miejsca, w których jakiś czas spędził. Koło rozpoczęło działalność końcem 2014 roku. Spotkania odbywają się w szkole z uczniami pod okiem nauczycieli wspierających. Tak rozpoczęła się moja działalność animatora.

 

Czy zatem to doprowadziło do tego, że poznałeś swoja dziewczynę Aleksandrę Sufę ?

- Zgadza się. Ola przyszła podczas zjawiska zaćmienia Słońca na boisko szkolne. Uczennica klasy uniwersyteckiej z pasją do geografii. Ta niezwykła znajomość zaczęła się od obserwacji tego niecodziennego wydarzenia, kiedy na kilka chwil zasłonięte w 80% Słońce przybladło. Kontakt tamtego dnia rozpoczął się także od innego wydarzenia. Od zaproponowania bloczka na herbatę i ciastko jakie kółkowiczom zapewnić chciałem na czas zajęć. „Nie dziękuję, nie należę do koła” - odparła. -Ale będziesz...- dodałem. Pośród wielu młodych osób wyrobiłem sobie poczucie „mentora”. W przypadku Aleksandry tak łatwo niestety nie było. Biorąc pod uwagę to, że kilka lat wcześniej sukcesy uczniów wynikały niejako z zaufania do moich rad przekonanie, że ta metoda ma sens poddana została weryfikacji.

 

Co spowodowało, że Aleksandra odkryła kometę?

- Wiele czynników, ale najważniejszy to jej własna chęć. Myślę, że warto zapytać ją o to osobiście. Ale nie oczekujmy banalnej odpowiedzi.

W każdym razie patrząc ze swojej strony, czas i wiele okazji do podziwiania nocnego nieba oraz popularyzacja tematu, miały tu pewne znaczenie, ale z pewnością nie tylko to.

Aleksandra poza talentem do geografii i licznymi sukcesami wykazała się niezwykłym darem do otwarcia się na inne tematy. Astronomia stała się jednym z nich. Początkowo współorganizowanie obserwacji astronomicznych, potem wspólne wyjazdy na poprowadzenie warsztatów dla dzieci w Krakowie, wykłady, konferencje. Słuszność w przekonaniu, że moja postawa może kogoś zmotywować, była bardzo silna. Przełom 2015 i 2016 to czas wyróżnień jakich dostąpiłem, a w których Aleksandra uczestniczyła. W kwietniu żywieckie liceum zorganizowało wyjazd na Litwę w ramach projektu Erasmus+ „The sons of the sun”, którego celem były wspólne zajęcia z astronomii dla uczniów z 4 krajów. W międzyczasie spotkaliśmy w Wilnie mojego starego znajomego Kazimierasa Cernisa, który opowiedział swoją historię związaną z odkryciami. Wróciliśmy do Polski. Bardzo chciałem żeby w naszej szkole poza zajęciami na temat Słońca, konstrukcją zegara, obserwacjami, został jakiś trwały element, zachęcałem uczniów do wzięcia udziału w poszukiwaniach komet w projekcie Sungrazing Comets. Ola w ten pomysł się zaangażowała, a szybkość pojęcia pewnych podstawowych kwestii związanych z tematem zaprocentował niezwykłym wydarzeniem.

Zgłoszenie nowej komety było wyjątkowe w swoim rodzaju. Niewielki obiekt zgłoszony został w jej pierwszym raporcie. Weryfikacja, szybkie potwierdzenie i ostatecznie publikacja informacji dodała do historii naszej polskiej astronomii nowy akcent. Pośród Jana Heweliusza, Antoniego Wilka i innych odkrywców komet znalazła się pierwsza Polka.

 

Planetoida 445917 Ola, co o niej wiemy ?

- To niewielkie kosmiczne ciało krążące między Marsem, a Jowiszem, odkryte przeze mnie 5 grudnia 2012 roku. Wiedząc jak wielki wpływ na moje życie odegrała obecność Oli, postanowiłem nadać jej nazwę na jej pamiątkę, żywiąc przy tym nadzieje, że nasza znajomość będzie trwała, co więcej z wiarą w jej wielkie sukcesy. Międzynarodowa Unia Astronomiczna zaakceptowała propozycję kilka miesięcy później.

 

Jak możesz opisać wasz duet z Olą Sufa?

- Po krotce opisując, ten nasz szalony duet wzrósł na poczuciu, że jesteśmy w wielu kwestiach różni. Ja początkowo zbyt ugodowy, Ola uparta i nieustępliwa, co do swojej wizji. Ja z charakterem przekonującego do słuszności pewnej drogi, a z kolei ona z poczuciem, że tak do niczego dobrego dojść nie można. Wie Pani, co mogę powiedzieć? Aleksandra, to takie moje odkrycie w życiu.

Chęć podzielenia się tym, co mamy i tym, o czym jesteśmy przekonani, czy też nasze przeżycia, mogą jednocześnie łączyć, ale również podzielić, jeśli jest to zbyt przesadne. To, co robimy jest cząstką nas, a dla innych przykładem, lepszym bądź gorszym. Poczucie sukcesów nigdy nie powinno prowadzić do tego, że nasza recepta na szczęście jest jedyna prawdziwa i słuszna. Nie powinno się jej narzucać innym. Chcąc mieć szeroki horyzont na swoje życie i osiągnięcie marzeń, musimy spotykać w swoim życiu ludzi, którzy to rozumieją. Rozpoczynając znajomość z Aleksandrą myślałem, że moje pomysły będą miały istotny wpływ na wzajemny rozwój. Teraz uważam, że tak naprawdę ja od niej nauczyłem się czegoś nowego.

Będąc na kolejnym zwrocie w moim własnym życiu uważam, że astronomia to nie jedyna droga do mojego szczęścia. Wiedząc, że w każdym działaniu może niespodziewanie przyjść kryzys, trzeba szukać dróg do rozwijania siebie na wiele sposobów, w innych dziedzinach. Nie możemy tym samym bać się tego przekonania. Astronomia nie jest jedyną rzeczą, którą chciałbym robić i co ważne wiem, że można się we wszystkim odnaleźć jeśli tylko się chce.

Niekoniecznie receptą jest temat przewodni rozmowy, ale warto pamiętać, że to, o czym zawsze marzyliśmy, jest na wyciągnięcie ręki.

Dziękuję za rozmowę.

 

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły