Oceny: (1 raz)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Już po raz osiemnasty mieszkańcy Beskidzkiej Trójwsi oraz goście zebrali się 2 listopada wieczorem na tradycyjnych Zaduszkach Istebniańskich, podczas których wspomina się wybitnych, nieżyjących już niestety mieszkańców tej ziemi. Gdyby nadal żył wśród nas, świętowałby w tym roku setne urodziny… Karol Szmek – społecznik, leśnik, folklorysta. Zakochany w otaczającym go świecie i ludziach, zawsze gotowy był do służby drugiemu człowiekowi. Rozpoczynając tegoroczne spotkanie Prezes Oddziału Górali Śląskich – Józef Michałek wspomniał o ludziach, którzy przez swe życie i działalność stają się darem dla innych, takim człowiekiem był właśnie Karol Szmek. Liczyła się dla niego społeczność lokalna, jej dobro, kultura, tradycja, region, kraj…czasami rodzina i życie prywatne schodziło na dalszy plan. Co w dzisiejszej dobie może zadziwiać, nie był indywidualistą, wierzył, że by zbudować coś wielkiego potrzeba zaangażować ludzi, stworzyć zespół i wspólnie jak tryby maszyny, „zazębiając” się w swej pracy, wiedzy i pasji dążyć do wspólnego celu.

Józef Michałek podziękował za przybycie zebranym witając władze samorządowe, rodzinę Szmeków i cichą bohaterkę społecznej działalności męża – wdowę po Panu Karolu – 91 – letnią Marię Szmek.

Sponsorami wydarzenia byli Państwo Aleksandra Libera – Cichy i Tomasz Cichy, Piekarnia Koniaków oraz MOKATE SA.

Jak zwykle Zaduszki miały piękną oprawę muzyczną w wykonaniu Zbigniewa Wałach, któremu na fortepianie towarzyszyła tym razem Barbara Pakura.

Podczas trwających Zaduszek z ciemnej otchłani historii i ułomnej ludzkiej pamięci za sprawą czytanych przez Ewę Czulak, Monikę Michałek i Bogusława Słupczyńskiego artykułów, listów i dokumentów pochodzących w większości ze zbiorów Piotra Majeranowskiego wyłaniała się niezwykła postać naszego bohatera.

Popularyzator naszej kultury, społecznik, nigdy nieodżegnujący się od pozbawionej wynagrodzenia pracy na rzecz innych. Przez matkę spokrewniony z rodziną Jan Łyska - legionisty i poety. Urodzony w Jaworzynce w roku 1916, wychowany został w poszanowaniu lokalnej kultury. Ukończył Szkołę Wydziałową w Jabłonkowie oraz Państwową Szkołę dla Leśników w Cieszynie, dalszą edukację przerwała okupacja. Po II Wojnie Światowej podjął pracę w Ministerstwie Leśnictwa w Warszawie, gdzie ukończył studia w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, w 1957 r. otrzymując stopień inżyniera leśnika. Rok później wraca do Istebnej i zostaje nadleśniczym, rozbudowuje budynek nadleśnictwa, który staje się siedzibą reaktywowanego zespołu regionalnego „Istebna” i miejscowego Domu Kultury. Wspaniałym dokumentem obrazującym ówczesne działania Szmeka jest datowany na dzień 15 luty 1957 list do Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Leśnych i Przemysłu Drzewnego w Warszawie. W rozbudowanej narracji nasz bohater obrazuje w nim rozliczne korzyści, jakie miały stać się udziałem mieszkańców i gości dzięki powstaniu Domu Kultury w Istebnej. Tekst ten napisany językiem, jakim niegdyś trzeba było się posługiwać, by uzasadnić swe dążenia władzom jest prawdziwym obrazem minionej epoki.

Karol Szmek był inicjatorem reaktywacji i wieloletnim prezesem Koła Macierzy Ziemi Cieszyńskiej w Istebnej, do końca życia nie szczędząc mu uwagi. Tym samym stał się niejako kontynuatorem dzieła wybitnego duszpasterza tej ziemi ks. Emmanuela Grima. Docenił on także potencjał literacki mieszkańców Beskidzkiej Trójwsi, wierząc, że pomimo ciężkiej pracy, ludzie Ci mogą tworzyć poezję i prozę będącą pięknym udokumentowaniem lokalnej tożsamości. Tym samym pojawił się pomysł stworzenia Klubu Literackiego (1963), a Karol Szmek osobiście spraszał zainteresowanych na pierwsze spotkanie.

Znany ze swej postawy podczas peregrynacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, kiedy to pomimo innego wyznania (był ewangelikiem) wstawił się on za szykanowanymi przez władze góralami – katolikami. Za tą wielką odwagę cywilną, która nie pozwalała mu przymykać oczu na niesprawiedliwość przyszło mu zapłacić wysoką cenę. W roku 1968 zwolniony został z pracy ze względu na swą „współpracę” z klerem. Jakiż to był cios dla człowieka, który całe swoje życie poświęcił tym lasom, ziemi i pracującym na niej ludziom. To on był świadkiem przyjazdu do Istebnej szwedzkiego prof. Einara Andersona i pomysłodawcą nadania świerkowi jego imienia. Tyle miał planów i marzeń związanych z nowiutkim Domem Kultury…jego miejscem, a tu nagle kazano mu wszystko to porzucić. Należy przypuszczać, że ciężko byłoby mu to wszystko przetrwać, gdyby nie swoista życiowa filozofia, którą poznajemy słuchając zapisków jego przemyśleń z lat wojny oraz zawsze wspierająca go małżonka.

Społecznicy służą ludziom, są niezwykli, wszędzie ich pełno, ciągle w ruchu i działaniu z głową pełną pomysłów… Kto służy społecznikom? Z przodu sali cichutko siedzi starsza siwa pani – Maria Szmek, żona Karola. Kiedyś, gdy była młoda marzyła o nauce, chciała na nią zapracować na służbie w Bażanowicach, ale przyszła wojna, wojna wszystko zmienia. Karol Marię poznał jeszcze wcześniej, spodobała mu się, a po wojnie pod wpływem namów rodziny zgodziła się zostać jego żoną. Monika Michałek czyta wspomnienia Marii Szmek spisane podczas wywiadu… pada pytanie o miłość, tak integralnie związaną z małżeństwem. Dzisiaj tak myślimy, a wtedy, przed laty było trochę inaczej, mawiano miłość przychodzi z czasem, w miarę przywiązania i służby drugiemu człowiekowi. Dzięki żonie Pan Karol wracał do domu pełnego ciepła, ktoś na niego czekał z dobrym słowem, obiadem, dzieci były zadbane, a robotnicy leśni pod dostatkiem mieli pożywnej strawy. Westalka domowego ogniska – poproszona o zabranie głosu Maria Szmek mówi niewiele „Dziękuję, nie myślałam, że będzie aż tak uroczyście”. My też dziękujemy… za społeczną działalność jej męża, która bez niej nie byłaby taka sama.

Udostępnij Drukuj E-mail