Oceny: (2 razy)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Magdalena Sporek: Powiedz nam coś o sobie.

Klaudia Wiercigroch-Woźniak: - Urodziłam się w 1983 roku, jestem absolwentką filologii polskiej, członkiem Grupy Literackiej Gronie im. Emila Zegadłowicza przy Towarzystwie Miłośników Ziemi Żywieckiej w Żywcu.

 

Od kiedy piszesz wiersze? Co lub kto Cię zainspirował do pisania? Jak powstają Twoje wiersze - to kwestia chwili czy skupienia?

- Pisać zaczęłam stosunkowo niedawno, wiosną tego roku. Nawet trudno nazwać to pisaniem, raczej była to zabawa słowem. Z perspektywy czasu, gdy zdarza mi się zajrzeć do plików z tamtego okresu, dostrzegam ich całą nieporadność, złą konstrukcję, jednym słowem widoczny brak warsztatu. Ale mimo ich kalectwa i wyraźnej ułomności mam do nich sentyment, nie potrafię ich usunąć. Nie mogę wskazać konkretnej rzeczy czy osoby, która by mnie w tamtym czasie zainspirowała do pisania. Być może zbiegło się to z okresem intensywnego czytania wszystkiego, co wpadło mi w ręce. Pamiętam doskonale głód słowa pisanego, zresztą wciąż mam niedosyt i mam nadzieję, że ten pozostanie ze mną na długo, ale to gwałtowne w pewnym momencie zanurzenie się w literaturze, zachłyśnięcie się wręcz, obudziło we mnie potrzebę pisania. Podejrzewam, że te ,,ciągoty” w kierunku poezji tkwiły we mnie od zawsze lecz brakowało tej przysłowiowej iskry. Będąc w szkole podstawowej zdarzyło mi się kilkakrotnie wysłać wiersze i teksty prozatorskie do miesięcznika ,,Płomyczek”, w którym parę razy opublikowano dziecięcy materiał. Ale to był taki niewinny incydent, traktowany raczej z przymrużeniem oka. Musiało minąć wiele lat, bym zapragnęła powrócić do pisania. Może to kwestia dojrzałości, doświadczeń, odwagi? Nie wiem. Trudno mi udzielić też odpowiedzi na pytanie – jak powstaje wiersz. Czasem wystarczy kilkanaście minut i powstaje tekst, z którego jestem zadowolona, i pod którym mogę się podpisać. Czy to jest to słynne natchnienie? Nie mam pojęcia, ale rzeczywiście zdarzają się takie sytuacje. Czasem w głowie rodzi się bliżej nieokreślony pomysł na tekst i żyjemy sobie razem – ja i on - przez kilka dni w dziwnej symbiozie trochę się męcząc ze sobą, trochę boksując, aż ostatecznie nadam mu określoną konstrukcję. Czasem notuję sobie jakieś ciekawe metafory, zlepki słów, dziwne twory językowe, które mogą mi się przydać, ale to jest rzadkość. Natomiast nie potrafię pisać na zamówienie. Próbowałam, ale w moim przypadku jest to niemożliwe. Zdarzają się okresy, które nazywam martwymi. Wtedy nic nie piszę. Takie wyciszenie, uśpienie emocji. Natomiast nie mogę podać gotowej recepty, przepisu, instrukcji w jaki sposób powstaje wiersz. To wciąż dla mnie stanowi zagadkę. Ale na pewno jedną z ważniejszych kwestii jest wyciszenie, odizolowanie się od świata zewnętrznego, wszelkich nachalnych bodźców i bieżących spraw. Nie musi to być idealna cisza, taka, która dzwoni w uszach, bo tej nie lubię. Może to dziwnie zabrzmi, ale większość tekstów powstaje podczas słuchania muzyki.

 

Gdzie zadebiutowałaś? Czy ktoś cię odkrył i kto pierwszy przeczytał twoje wiersze?

- Zadebiutowałam na łamach miesięcznika Gazeta Kulturalna. Redaktor naczelny – Pan Andrzej Dębkowski - spośród kilku nadesłanych przeze mnie wierszy wybrał trzy, które znalazły się w tegorocznym majowym numerze. Tym samym był pierwszą osobą, która je przeczytała. Ten debiut dodał mi skrzydeł, był siłą napędową do dalszego tworzenia, taką śnieżką, która powolutku zaczyna toczyć się po śniegu nabierając prędkości i masy. Później publikowałam w kurierze poetyckim PoeciPolscy.pl oraz e-Tygodniku Literacko-Artystycznym Pisarze.pl.

 

Czy zdobyłaś jakieś nagrody? Recytowałaś wiersze w szkole, na akademiach, bądź konkursach?

- Dotychczas udało mi się zdobyć wyróżnienie w IV Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Juliana Tuwima organizowanym przez GOK w Inowłodzu w 2016 roku. Natomiast większym sukcesem dla mnie okazał się udział w 11 edycji Połowu organizowanym przez Biuro Literackie, którego celem było zauważenie i wyróżnienie najciekawszych młodych twórców oraz ułatwienie im literackiego debiutu. Wiersze laureatów trafiły do tradycyjnego almanachu, którego wydanie poprzedziło zaproszenie do udziału w warsztatach podczas 21. edycji festiwalu Biura Literackiego. Zabrakło kilku punktów, by dostać się na warsztaty pracowni twórczej, natomiast udało mi się dostać na warsztaty tzw. pracowni otwartej gdzie przez trzy dni od 16 – 18 września 2016 roku w Stroniu Śląskim miałam możliwość uczestniczyć w wykładach prowadzonych przez Łukasza Jarosza, Szymona Słomczyńskiego oraz Kirę Pietrek – polskich poetów. Sam udział w tegorocznym festiwalu był doświadczeniem bezcennym, możliwość spotkania wielu pisarzy, poetów, udział w panelach dyskusyjnych, możliwość obcowania z żywym słowem pozwoliły zorientować się we współczesnej poezji. Czy recytowałam wiersze w szkole? Tak. Na apelach, akademiach, zawsze chętnie brałam udział w konkursach recytatorskich i chociaż byłam dość nieśmiałym dzieckiem to jednak wizja zaprezentowania własnej interpretacji tkanki językowej przeważała nad barierą wstydu czy lęku przed większą publicznością.

 

O czym są twoje wiersze i jaki styl prezentujesz? Czy chciałabyś wydać swój tomik?

- Nie ukrywam, że inspiruje mnie temat śmierci i tego, co po śmierci. Nurtuje mnie świat po tamtej stronie, fascynują cmentarze zwłaszcza te dzikie, o które nikt nie dba, zapomniane. Do dziś lubię spacerować wśród nagrobków, odczytywać dane na tablicach i wyobrażać sobie, jeżeli na nagrobku nie ma zdjęcia, jak zmarli wyglądali, jak żyli, w jaki sposób umarli i czy teraz są szczęśliwi. To jeden z motywów, który podejrzewam, że jeszcze długo będę eksplorować. Ale nie jedyny. Często biorę pod lupę doświadczenia bliskich i przefiltrowuję je przez sito własnych spostrzeżeń i obserwacji, czasem sięgam do wnętrza i próbuję sama siebie zidentyfikować. Czasem sięgam do poezji zaangażowanej. Wciąż szukam własnego stylu. Wydanie własnego tomiku poetyckiego to jest moje marzenie.

 

Jak widzisz siebie za 5 - 10 lat? Czy z pisaniem wiążesz swoje marzenia na przyszłość no i plany zarobkowe?

- Hm… mam nadzieję, że za mniej niż 5 lat będę mogła podarować swój tomik wierszy jednemu z moich ulubionych współczesnych poetów - Szymonowi Słomczyńskiemu. Będzie to moja odpowiedź na jedną z najpiękniejszych dedykacji jaką otrzymałam właśnie od Niego, gdy podpisywał mi swój debiutancki tom wierszy ,,Nadjeżdża”, a brzmi ona tak „Klaudii, mając nadzieję, że się kiedyś zrewanżuje”. Myślę, że z pisaniem wiążę swoją przyszłość, nie wiem jak ona się potoczy, bo któż to może wiedzieć, ale jest to moja wielka pasja i miłość.

 

Szarańcza     

w Ossuarium  metryka urodzenia

świadectwa szkolne i życiowe parametry

wstępna wersja DNA szkic - bazgroły pary ludzi

konspekt na życie załączony na sali porodowej

 

hojny tego roku był miot mówiono idealne warunki

do życia w makrokosmosie transportowani drogami

rodnymi wpuszczeni w kanał astmatycy nowej ery

wrzuceni do prefabrykowanego akwenu z drapieżcami

 

zeskorupiały nam gałki oczne zrogowaciały pięty

serca wycięte bez znieczulenia języki skrzepły

w galaretce słów mówiono towar na eksport

i podpisywano umowy sprzedaż – kupno

 

legiony szarańczy wysłano z misją pokojową

w głąb lądu by rozbroić układ kostny planety

od jądra obgryźć kości dinozaurów

skończyć z parcelacją ludzkości

 

Klaudia Wiercigroch-Woźniak

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły