Oceny: (1 raz)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście to najnowsza na rynku wydawniczym książka dotycząca Jerzego Kukuczki, którego niezwykła miłość do gór zawiodła pod południową ścianę Lhotse. Taki był koniec, a jakie było całe życie? Na to i wiele innych pytań odpowiada właśnie ta publikacja – pierwsza biografia Kukuczki napisana przez dwóch dziennikarzy Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego. Sprzedana jak dotychczas w 30 tysiącach egzemplarzy, zbiera bardzo dobre recenzje i czeka na tłumaczenia, jak dobrze pójdzie na cztery języki obce – angielski, włoski, hiszpański i koreański.

Kukuczka nie urodził się w Istebnej, ale stąd wywodziły się jego rodzinne korzenie, tutaj też od lat izbę jego pamięci prowadzi małżonka – Cecylia Kukuczka. Nic wiec dziwnego, że prędzej, czy później autorzy biografii musieli tu trafić, najpierw zbierając materiały, a teraz po to, aby przedstawić wyniki swej pracy.

Prowadzone przez Błażeja Kupskiego – również dziennikarza spotkanie autorskie z Dariuszem Kortko i Marcinem Pietraszewskim, jakie 21 listopada odbyło się w siedzibie Gminnego Ośrodka Kultury, Promocji, Informacji Turystycznej i Biblioteki Publicznej w Istebnej zgromadziło liczna grupę zainteresowanych, zwłaszcza nauczycieli i przewodników oraz miłośników naszej małej ojczyzny. Wśród honorowych gości pojawiła się wdowa po Jerzym Kukuczce, Wójt Gminy Istebna – Henryk Gazurek wraz z małżonką oraz Radny Gminy Istebna – Józef Michałek. Inicjatorem spotkania był Błażej Kupski, od lat zakochany w Istebnej, promotor tej ziemi, zarażający swą pasją oraz zainteresowaniami dzieci i młodzież.

Ciekawe, jak w głowach ludzi, nie zajmujących się na co dzień tematyką górską, niewspinających się i nie bójmy się tego powiedzieć nieznających się na himalaizmie pojawił się pomysł na pisanie książki o polskiej ikonie wspinaczki? Muzeum Śląskie – wystawa stała poświęcona historii Górnego Śląska kończy się zdjęciem Jerzego Kukuczki i zdawkową notą na jego temat. Obaj dziennikarze, niedługo po jej otwarciu udali się na zwiedzanie i zwrócili uwagę na ten sam element, owe kończące ją zdjęcie.  Wtedy nie wiedzieli jeszcze o Kukuczce prawie nic, ale postanowili to zmienić i odkryli, autobiografię, wywiad rzekę i fakt braku biografii… wymarzony temat!

Góry nas nie pociągają” – z rozbrajającą szczerością przyznają autorzy. Czy można coś napisać, nie znając gór i nierozumiejąca ludzi, którzy je kochają? Raczej nie i dlatego dziennikarze rozpoczęli swą pracę od żmudnych przygotowań, które nazwali „studiami himalaistycznymi”.  Pojawiły się więc w ich życiu góry… książek, czasopism i wycinków z gazet, piętrzyły się złowrogo na biurkach przypominając o nieuchronności poznania. Przed Dariuszem Kortko i Marcinem Pietraszewskim otworzył się świat, w którym przewodnikiem stał się Ignacy Walek Nendza – wieloletni przyjaciel Jurka Kukuczki. Przyszedł moment na rozmowy z himalaistami, poznanie środowiska, a czas był wtedy trudny… rozpoczęcie pracy nad książką zbiegło się z feralną polską wyprawą na Broad Peak, która poróżniła na długo wspinaczy i dziennikarzy.

Autorzy podkreślają jednak, że mieli szczęście do ludzi. Pani Cecylia Kukuczka otworzyła przed nimi „zaczarowaną szafę”  pełną nie prezentowanych wcześniej, znanych tylko rodzinie i bliskim wspomnień Jurka Kukuczki pisanych na żywo w bazach i obozach, nieraz gdzieś wysoko, tuż pod szczytem. Mimo braków finansowych zachęt udało im się porozmawiać z Reinholdem Messnerem.

Zbieranie materiałów pochłonęło bardzo wiele czasu i w pewnym momencie wydawało się już, że zabraknie go na pisanie.  Jak wspomina Dariusz Kortko termin oddania książki naznaczono na koniec marca, a tu jeszcze przed Bożym Narodzeniem nie było nic! Całe szczęście, że podczas tak skrupulatnej pracy przygotowawczej książka niejako „pisze się w głowie” – pozostaje więc digitalizacja.

Paradoksalnie wcześniejszy brak znajomości postaci Jerzego Kukuczki okazał się chyba sprzymierzeńcem dziennikarzy. Nie ograniczały ich bowiem dotychczasowe wyobrażenia, z „czystym umysłem” byli w stanie chłonąć i przetwarzać wszystkie pozyskiwane informacje. Ich celem stało się  napisanie książki uczciwej, nie będącej hołdem, czy hagiografią, wpisującej się w nurt nowego stylu pisania biografii, jaki zapoczątkowała publikacja poświęcona Kapuścińskiemu. Prawdziwy obraz człowieka, który nie jest ideałem, ale ma swoje cele i walczy o ich osiągnięcie, czasem upada, ale się podnosi, bywa, że podejmuje kontrowersyjne decyzje i płaci za to wysoką cenę…

Wdowa po Kapuścińskim oględnie mówiąc nie pochwalała pracy wykonanej przez dziennikarzy, a jak przyjęła biografię swego męża Cecylia Kukuczka? Tej recenzji autorzy obawiali się najbardziej, z jednej strony nie chcieli koloryzować na życzenie, z drugiej bali się zranić uczucia osoby, która tak wiele im pomogła. Szczęśliwie ona to zrozumiała, nie oczekiwała idealizacji postaci Jurka.

Kukuczka miał być ciężarowcem, ćwiczył i był w tym dobry, ale wyjechał na Jurę, dotknął skałek i jego świat się zmienił. Od tego momentu góry stały się najważniejsze. To były zupełnie inne czasy, nikt wspinaczom nie planował specjalistycznych treningów, nie komponował diety. Jechało się w skałki lub Tatry i tyle. Kiedy Polacy zaczęli jeździć w Himalaje to wszystko było już zdobyte, stąd pomysł na pierwsze wejścia zimowe, nowe drogi lub wspinaczkę bez użycia  tlenu. Sukcesy Jerzego Kukuczki były owocem jego niezwykłej wydolności fizycznej i determinacji. Kiedy z różnych względów żaden z towarzyszących mu himalaistów nie zdecydował się na podjęcie próby zdobycia szczytu Makalu, on poszedł sam i gdyby nie pozostawiona tam plastikowa biedronka talizman – maskotka zabrana z domu od syna nikt by mu w to nie uwierzył.

Polskie wyprawy górskie tamtych lat finansowane były dzięki ciężkiej pracy wspinaczy, którzy malowali fabryczne kominy metodą alpinistyczną, były też inne „źródła gotówki”… Można się wzdrygać, albo i nie, ale himalaiści na potęgę trudnili się przemytem, bez tego nie mieli by za co żyć w bazach, a ich rodziny popadłyby w biedę.

Autorzy biografii nie unikali tematów trudnych, nieraz bolesnych.

Pierwszy raz Jerzy Kukuczka spotkał się ze śmiercią w Tatrach na Kazalnicy – zginał wtedy jego bliski przyjaciel. Śmierć jest nieodłącznym elementem himalaizmu, a Kukuczka nie umiał o niej mówić, ani pisać. Wszystkie te przemilczane dramaty zostawały gdzieś w nim na dnie.  Ogromnym wstrząsem nie tylko dla samego Jerzego, ale i dla całego środowiska Gliwickiego Klubu Wysokogórskiego było odejście Andrzeja Czoka. Wielu kolegów wspinaczy uważała, że tej śmierci można było uniknąć, że przyczyniła się do niej determinacja Kukuczki…

Dziennikarze cały rozdział swej książki poświęcili Szczytowi Gliwickiemu, jaki miał miejsce po tamtych zdarzeniach. Dzięki zachowanemu stenogramowi z tego spotkania, mieli oni okazję poznać  przebieg ekstremalnie ciekawej dyskusji na temat moralności w górach. Moralności na którą wpływ ma nadludzkie wyczerpanie i zmiany fizjologiczne zachodzące w organizmie człowieka na dużych wysokościach, przy niskich temperaturach i niedoborze tlenu. Czy jest więc coś takiego jak fizjologia człowieczeństwa, na której drodze prędzej, czy później staje instynkt przetrwania?

Ludzie wywodzący się z „starego himalaizmu” mówili – góry to nie sport, tylko przeżycie – grupa, koleżeństwo, wchodzimy póki możemy, tak długo, jak pozwala nam najsłabsze ogniwo wyprawy. Złota Era Himalaizmu to zmieniła – sukces, sponsorzy, medialna presja…

Każda opowieść ma swój koniec. Kukuczce bardzo zależało na tej południowej ścianie Lhotse. Wiele się nie układało. Messner zorganizował na nią wyprawę, zapraszając wybitnych himalaistów z całego świata, ale Jurka nie zaprosił… mimo jego niekwestionowanych sukcesów. Wyprawa ta skończyła się fiaskiem. Kukuczka bardzo chciał iść, ale nie miał z kim – polskie środowisko wspinaczy przeżywało bowiem jeszcze niewiele wcześniejszą, tragedię na Mont Evereście. Wreszcie udało się zebrać ekipę – dobrą, ale nie wybitną. Niektórzy potem obwiniali o śmierć Kukuczki Pawłowskiego… Ciała nigdy nie odnaleziono, pani Cecylia długo jeszcze czekała wierząc, że jednak wróci, że za dzień, za dwa stanie w drzwiach.

Zapytani o to, czy można by do tej biografii jeszcze coś dopisać Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski mówią, że ich praca dobiegła końca. Nie chcą mnożyć dygresji i rozbijać pewnej koncepcji. W swej publikacji nie dążyli oni do odkrycia jedynie słusznej wersji zdarzeń i chętnie pokazywali rozbieżności między wspomnieniami poszczególnych uczestników. Praca z ludzką pamięcią jest trudna mówią… mijają lata, zmienia się obraz przeszłości.

Myślę, że warto sięgnąć na półkę w księgarni, lub bibliotece i poznać bliżej nietuzinkową, wielowymiarową i niedającą się jednoznacznie zaszufladkować postać Jerzego Kukuczki.

 

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły