Oceny: (1 raz)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Mszą świętą w Kościele pw.  Św. Floriana w Żywcu rozpoczęliśmy obchody Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych. W towarzystwie m.in przedstawicieli Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych okręg Podbeskidzie i Grupy GRH "Rodzynki" licznie zgromadzona młodzież przemaszerowała do budynku byłej siedziby UB przy ulicy Dworcowej. Pod tablicą pamiątkową kwiaty złożył Burmistrz Miasta Żywca Antoni Szlagor oraz Wicestarosta Stanisław Kucharczyk.

W tym wyjątkowym dniu można było zwiedzać byłą siedzibę UB, a historię miejsca przybliżył Łukasz Lewandowski Prezes Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych VII Okręgu Śląskiego z siedzibą w Żywcu.

Mroczna karta historii...

W budynku na ulicy Dworcowej w latach 1939- 1945 mieściła się siedziba Gestapo, natomiast po 1945 roku była to siedziba UB, w 1956 roku przemianowana na SB.  Budynek pełnił wówczas funkcję aresztu śledczego dla żołnierzy podziemia antykomunistycznego. W miejscu tym żołnierze przetrzymywani byli przez okres 2 - 4 tygodni, a następnie przewożeni do Krakowa. Nikt nie wie, ile ofiar pochłonął ten czas i to miejsce. Sam pobyt w nim teraz i opowieść Łukasza Lewandowskiego o torturach, jakich doświadczali żołnierze, o brutalności ich oprawców pozwala na stwierdzenie, iż w tej mrocznej karcie historii wiele czeka jeszcze  na odkrycie. Co stało się z katami z tamtych dni? Część już nie żyje, część uciekła poza granice kraju, a ci, którzy pozostali - jak relacjonuje Łukasz Lewandowski - mówią: "nie mieliśmy wyboru". Żyją także świadkowie tamtego czasu, żyją ci, którzy stracili godność i zdrowie w murach byłej siedziby UB. W budynku na ulicy Dworcowej torturom poddawany był także jeden z głównych łączników oddziału Henryka Flamego "Bartka" - znaczący partyzant Władysław Szczotka ps. Ondraszek. Wciąż żywa jest też pamięć o ucieczce z tego miejsca 6 partyzantów, którzy wykorzystując w dzień święta komunistycznego nieuwagę wartowników - otworzyli swoje cele, przedostali się na dach i przeszli w stronę mieszczącej się nieopodal wówczas piekarni, by ponownie włączyć się do oddziału. Wiele pytań pozostaje jednak bez odpowiedzi:, co stało się z ciałem zakatowanego Tomasza Motyki z Kamesznicy?

Zdjęcia WGmedia:

Udostępnij Drukuj E-mail

Inne artykuły