Oceny: (1 raz)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Tadeusz Gierycz - 59 lat. Od 20 lat prawie całkowicie niewidomy. Mimo swojej niepełnosprawności cały czas stawia sobie nowe wyzwania i z zapałem dąży do ich realizacji. Pracuje, chodzi na górskie wycieczki, bierze udział w rajdach, jeździ na nartach i na tandemie. Swoją aktywnością i postawą zaraża innych.

Magdalena Sporek: Od kiedy należy Pan do Polskiego Związku Niewidomych?

Tadeusz Gierycz: - W 1997 roku przystąpiłem do Polskiego Związku Niewidomych. Wiązało się to z tym, że straciłem wzrok.

Lekarz zaaplikował mi lekarstwa, które zatruły organizm. Mówię to dlatego, by uważać co się zażywa. Nie każde lekarstwo może wyleczyć. Być może pomogły mi, ale wprowadziły również w stan utraty wzroku. Od tej pory - to już 20 lat – jestem praktycznie niewidomy, mogę jedynie dostrzec np. cząstki postaci. Lewym okiem widzę zamglony obraz. Tak właśnie wszedłem w środowisko osób niewidomych.

Tak to jakoś w życiu jest, że nie wiemy jak potoczą się nasze losy, a mój potoczył się tak, że po 38 latach pisane mi właśnie było wejść w środowisko osób niewidomych, które kiedyś czasem spotykałem gdzieś na swojej drodze.

Widywałem człowieka niewidomego, który szedł z białą laską. Stale go widziałem na tej samej drodze. Jako chłopak kilkunastoletni zwracałem na jago obecność uwagę i pomyślałem sobie kiedyś, iż człowiek dostaje jakiś znak.  Może powiedzieć, że życie nie jest takie jak my chcemy, lecz jest w pewnym stopniu sterowane. Mamy duży wpływ na to, co robimy, ale nie zawsze.

Skąd wzięła się pasja do gór i nart?

- Góry polubiłem od wszelkiego rodzaju wędrówek, lubiłem chodzić na rajdy, które organizowane były w szkole podstawowej, potem w szkole średniej. Później z żoną i dziećmi chodziliśmy po górach. Następnie w środowisku osób niewidomych uczestniczyłem w rajdach. Co roku organizowany jest rajd do Szczyrku. Rajd zazwyczaj trwa kilka dni, a trasy to drogi wokół Szczyrku. Pociągnęły mnie góry.  Bogumił Kanik - szef Stowarzyszenia Pogranicze bez Barier, któregoś dnia przyszedł do Polskiego Związku Niewidomych w Bielsku-Białej i powiedział, że ma pewną ofertę dla osób niewidomych i tak zaczęliśmy współpracę.

Jednego razu mieliśmy wycieczkę do Wiednia w czasie, kiedy organizowana była impreza upamiętniająca Odsiecz Wiedeńską. W 33 rocznice tego wydarzenia pojechaliśmy na Kalemberg. W Wiedniu przejechaliśmy kilkanaście kilometrów na rowerach. Na sam Kalemberg rowery musieliśmy już wprowadzić, ponieważ wąska i dość stroma ścieżka nie pozwalała na dalszą jazdę. Była tam msza święta z tej okazji. Pozostało piękne wspomnienie po tym wydarzeniu.

Jeśli chodzi o skitury to kiedyś wyszliśmy po południu na Krawców Wierch. To była wielka radość, że można założyć narty.

W Fundacji Pogranicze Bez Barier są osoby, które zapadły mi głęboko w pamięć. Gdy ma się dobry stosunek do ludzi to nawiązują się przyjaźnie, sympatie. Miło się wraca do tych osób, by po prostu znowu ich spotkać.

 

Jaka wycieczka utkwiła Panu najbardziej w pamięci?

 - Wycieczka, która najbardziej utkwiła mi w pamięci, to całodzienna ekstremalna dla mnie wycieczka, którą odbyłem kilka lat temu z żoną.

Wybraliśmy się w Tatry przez Dolinę Morskiego Oka, Szpiglasową Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów, Stamtąd przez Dolinę Roztoki znowu do Palenicy Białczańskiej. O dzisiaj pamiętam każdy odcinek tej wycieczki.

 

Oprócz turystyki górskiej, czym Pan się zajmuje?

- Pracuję w Polskim Związku Niewidomych w Bielsku Białej, w Kole Grodzkim. Organizujemy wyjścia do teatru. Stowarzyszenie Siódmy Zmysł przygotowuje autodeskrypcję - komentarz, który pozwala osobie niewidomej wiedzieć, co dzieje się na scenie. Na spektakl jednorazowo wybiera się średnio do 200 osób. Głównie osoby niewidome i słabowidzące oraz opiekunów tych osób. Chętnie z tego korzystamy, przez co poznajemy się z szerokim gronem ludzi, z którymi później bywamy na takich spotkaniach jak andrzejki, zabawa karnawałowa i różne podobne.

Zajmuję się również organizacją sportu niewidomych. W Bielsku-Białej istnieje Klub Osób Słabowidzących i Niewidomych Pionek, który zrzesza 33 osoby.  Organizuje się dla nich zajęcia w sekcji szachowej, warcabowej, kręglarskiej i strzeleckiej. Organizowane są zajęcia i turnieje, zarówno małe, kameralne jak i międzynarodowe. Jest to zgromadzenie polsko-czeskie. Od lat spotykamy się w Szczyrku, ale również w Czechach: w Pradze oraz w małej miejscowości uzdrowiskowej Karlowice. Ta współpraca istnieje już kilka lat. Na zasadzie wymiany kilkuosobowa grupa z Bielska wyjeżdża na turnieje, a osoby z Czech przyjeżdżają do nas. W naszej grupie są osoby słabowidzące, które pomagają nam te cele realizować.

 

Udostępnij Drukuj E-mail