Tereny tzw. górnych Kisuc, które w zasadzie nie należały do terenów spornych, w porównaniu do Zaolzia, na niewiele rok przed wybuchem II wojny światowej stały się zarzewiem konfliktu polsko-słowackiego, zakończonego potyczką oraz przyłączeniem na kilka miesięcy tego obszaru do Polski. Dzisiaj przedstawimy te zapomniane wydarzenie sprzed niecałych 80 lat.

Przyczyn tego konfliktu należy szukać jeszcze w XVII i XVIII wieku, kiedy to tzw. górne Kisuce zasiedlili Polacy, pochodzący ze Śląska oraz Żywiecczyzny, jednakże na tych terenach nadal dominowała ludność Słowacka. Z czasem Polscy koloniści mocno zmieszali się z ludnością Słowacką, ale mimo tego nadal można było usłyszeć język polski. Do czasów odzyskania niepodległości przez Polskę w górnych Kisucach był spokój. Pierwsze głosy o przyłączeniu górnych Kisuc do Polski pojawiły się w 1918 roku, przy okazji walki o granicę nowego państwa polskiego. Głośnym zwolennikiem tej propozycji był pochodzący ze Śląska Cieszyńskiego ksiądz Józef Londzin, który wtedy po raz pierwszy publicznie upomniał się o górne Kisuce. 5 listopada 1918 roku na prośbę Słowaków wojsko polskie zajmuje Czadcę, lecz na krótko, żeby tylko opanować niespokojną sytuację w mieście. Polacy nie chcieli się tak łatwo wycofać z górnych Kisuc. 14 stycznia 1919 roku wkroczyli do Skalitego, jednak szybko zostali wyparci przez wojsko Czechosłowackie. Wkrótce pojawił się pomysł przeprowadzenia plebiscytu na terenach spornych pomiędzy Polską a Czechosłowacją, lecz miał nie obejmować terenów górnych Kisuc. Ostatecznie do plebiscytu nie doszło. Sprawa przynależności górnych Kisuc ucichła na prawie dwie dekady…

W styczniu 1938 ponownie pojawiły się głosy o przyłączeniu górnych Kisuc do Polski, dodatkowo te starania wzmocniło wywalczone przez Hitlera przyłączenie Czeskich Sudetów do Niemiec. Początkiem października 1938 roku do Polski zostaje przyłączone Zaolzie. 22 Października pojawiły się kolejne polskie żądania, tym razem dotyczące właśnie górnych Kisuc. Jeszcze pod koniec października wojsko polskie próbowało zająć te tereny, skończyło się tylko na krótkiej wymianie ognia. Już 1 listopada zdecydowano o powołaniu specjalnej komisji polsko-czechosłowackiej, która miała za zadanie wytyczyć nową granicę pomiędzy tymi państwami. Słowakom się to nie spodobało, czemu dali wyraz 18 listopada w Czadcy, gdzie zgromadził się kilkunastotysięczny tłum (10 – 20 tysięcy osób), który ostro zaprotestował przeciwko przyłączeniu górnych Kisuc do Polski. Kilka dni później doszło do incydentu, podczas którego obrzucono pracujących w terenie członków komisji kamieniami. Wtedy Polacy postanowili wkroczyć na ten teren. Rankiem 25 listopada od strony Mostów w kierunku Świerczynowca wkroczyła armia polska pod dowództwem gen. Władysława Bortnowskiego. Słowacy, którzy twierdzili, że komisja nie zakończyła prac, otworzyli ogień w kierunku Polaków. Wkrótce Polacy również otworzyli ogień w kierunku Słowaków, zmuszając ich do wycofania się. Od tej pory pomiędzy polskimi a słowackimi żołnierzami trwała niemal całodzienna wymiana ognia. Najdłużej walki toczyły się o dworzec kolejowy w Czarnem. Dopiero po godzinie 17.00, w wyniku polsko – słowackich rozmów mediacyjnych zawieszono broń. Wtedy Polacy wycofali się w kierunku Mostów. W wyniku tej potyczki zginęło łącznie 50. żołnierzy po polskiej stronie oraz dwóch po słowackiej. 30 listopada w Zakopanem podpisano układ graniczny, na mocy którego do Polski przyłączono wsie: Skalite, Czarne oraz Świerczynowiec, a także przysiółki innych okolicznych wsi. W polskie ręce trafiła także linia kolejowa ze Zwardonia do Czadcy. Łącznie było to 45 kilometrów kwadratowych powierzchni ziemi, na których zamieszkiwało ponad dwa i pół tysiąca osób. Co ciekawe, prawie cały ten obszar został przyłączony do powiatu cieszyńskiego. Powiat żywiecki otrzymał tylko skrawek Serafinowa (przysiółka Skalitego), który od tej pory stał się przysiółkiem Zwardonia. 1 grudnia na ten teren już oficjalnie wkroczyło wojsko polskie i od tego momentu rozpoczęło się organizowanie życia polskiego. Polacy uruchomili trzy szkoły, do uczęszczania do nich zachęcali słowackie dzieci, jednak z mizernym skutkiem. Innym skutkiem było to, że od tej pory polskie pociągi kończyły bieg nie na stacji w Zwardoniu, lecz dopiero w Czadcy, co sprawiło, że Zwardoń nie był już stacją graniczną. Taki stan rzeczy trwał tylko dziewięć miesięcy. Po wkroczeniu niemieckich wojsk do Polski, tereny górnych Kisuc wróciły do Słowaków.

 

Udostępnij Drukuj E-mail