Bez komentarzy

15 listopada minęła 39 rocznica katastrofy autobusowej w Wilczym Jarze. Katastrofy, w której śmierć poniosło trzydzieści osób. Byli to górnicy zmierzający do pracy w kopalni KWK „Brzeszcze”, KWK „Mysłowice” oraz KWK „Ziemowit”.

Burmistrz Miasta Żywca Antoni Szlagor wraz z wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej Jarosławem Gowinem pod tablicą upamiętniającą ten tragiczny poranek złożył wiązankę kwiatów i zapalił symboliczny znicz.
- To niewyobrażalna tragedia, o której wszyscy pamiętamy - podkreślił Burmistrz Antoni Szlagor.

Przypominamy

Około godziny 5:00 rano, autobus PKS marki Autosan H9-03 o numerze rejestracyjnym BBA 020E, kierowany przez Józefa Adamka wpadł w poślizg i spadł z wysokości 18 m z mostu w Wilczym Jarze blisko brzegu Jeziora Żywieckiego. Przyczyna wpadnięcia w poślizg do dzisiaj rodzi wiele spekulacji, włączając w to skutek wcześniejszego zderzenia lub próbę ominięcia innego samochodu stojącego wówczas na moście, brak jednak jednoznacznych dowodów na te hipotezy.

Około godziny 5:15-5.25 nad ranem drugi autobus PKS marki Autosan H9-03 o numerze rejestracyjnym KX 5579, kierowany przez Bolesława Zonia wpadł w poślizg, po czym runął z wysokości 18 m z mostu w Wilczym Jarze wprost do Jeziora Żywieckiego i zatonął na głębokości 5 metrów.

W wypadkach obu autobusów śmierć poniosło trzydzieści osób, dziewięć udało się uratować.

Paweł Zyzak w obszernej monografii "Tajemnice Wilczego Jaru" dowodzi, iż  śledztwo od początku było prowadzone pod z góry ustaloną tezę narzuconą przez Komisję Rządową, że winę za katastrofę ponoszą kierowcy. Prawdopodobnie na moście doszło do zderzenia z innym pojazdem, być może z radiowozem Milicji Obywatelskiej.

Udostępnij Drukuj E-mail