Oceny: (5 razy)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

Mieszkam w jednym ze śląskich miast. Przez 8 lat pracowałam w korporacji. Jestem chyba typem wrażliwca.

 

Jednak przy tym potrafię być uparta i bezkompromisowa. Banalnie – kocham zwierzęta, płaczę na filmach.

Rodzice zawsze zabierali mnie nad morze. Jeździliśmy tam każdego roku. Z tych wakacji pamiętam najbardziej długie spacery po plaży, gofry z bitą śmietaną i delikatny zapach rozgrzanych słońcem podkładów kolejowych. To był dobry czas. Oczywiście jeździłam też w góry, ale chyba nigdy nie trafiłam w odpowiednie miejsce, które zauroczyłoby mnie na tyle, bym chciała tam wrócić. Może nie był to odpowiedni czas, może góry miałam odkryć później, sama. Jak bardzo byłabym nieszczęśliwa, gdybym tego nie zrobiła.

Byłam (jestem) taką samodzielną „matką – Polką”. Jedno dziecko do wózka, drugie za rękę i w drogę. Zawsze i wszędzie razem. Dzieci nie ograniczały mnie w niczym. Nigdy nie rozmyślałam nad ewentualnymi trudnościami, po prostu pakowałam torbę i w drogę. Tak też pierwszy raz pojawiłam się w Węgierskiej Górce. Z plecakiem na plecach, wózkiem i dwójką maluchów podekscytowanych podróżą pociągiem. I nie był to bynajmniej śliczny, wygodny Elf, a trochę już wysłużony, ale niezwykle klimatyczny EN57.

Wybrałam to miejsce przypadkowo. Choć muszę przyznać, że nie wierzę w przypadki. Jestem pewna, że pewne rzeczy dzieją się w ściśle określonym celu, więc zapewne tak miało być. To tu miałam trafić. Właściwie chciałam pojechać gdzieś tylko na kilka dni, więc kryteriów nie było wiele: miało być blisko, w ładnej, spokojnej okolicy. Od kogoś w pracy dostałam ulotkę ośrodka wypoczynkowego, zarezerwowałam nieduży domek nad rzeką i w drogę. Przywitała nas piękna pogoda, zapach drewna leżącego tuż za torami, urokliwy budynek dworca, wtedy jeszcze czynny i od razu wyczuwalna jakaś taka...błogość. Tych pierwszych kilka dni to poznawanie okolicy: Trakt Cesarski, tajemnicze forty obronne i cudownie pachnące lasy. Przepiękne pobliskie kościoły, którym bliskość rzeki i gór tylko dodawała i wciąż dodaje uroku, wręcz mistycyzmu… Czarujące połączenie pięknej górskiej okolicy z miejscowym przemysłem i oczywiście cudowny czas nad Sołą, okolice której wyglądały wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Nie było pięknego bulwaru, mostu łukowego. Było bardziej dziko, tajemniczo...ale pięknie. Najpiękniej. Sporo czasu spędzaliśmy na spacerach w lesie i zdobywając nasze własne małe szczyty. Zachwycało nas wszystko: pasące się owce, kamienie w rzece, leśne strumyki, polany, wiatr szumiący między drzewami. Pamiętam, że pamiątki kupowaliśmy w sklepiku obok dzisiejszych delikatesów Centrum lub w małym sklepie, w sumie spożywczym, po przeciwnej stronie ulicy, którego chyba dziś już nie ma.. Ten pierwszy, krótki czas minął oczywiście niezwykle szybko. Dopiero po powrocie do domu, odkryłam, jak wiele mi dał. Jak niesamowicie odpoczęłam. Wiedziałam już, że na pewno jeszcze tu wrócę.

Tak też się stało. Tym razem przyjechaliśmy na dłużej. Do dziś śmieję się na wspomnienie drogi z dworca z plecakami, ciągniętymi po betonie walizkami, z dziećmi rozglądającymi się wokół z zainteresowaniem, drepczącymi za mną. Ale ileż to wszystko dawało radości! Czasu było zdecydowanie więcej. Powoli, każdego dnia odkrywaliśmy Węgierską Górkę coraz bardziej i bardziej aż stała się tak dobrze nam znana, taka…nasza.

Cudownie było siedząc w odludnym miejscu nad Sołą, wystawiając twarz do słońca, oderwać się od wszystkiego, nie myśleć, nie czuć. Jedynie słuchać szumu rzeki, drzew, śpiewu ptaków. Po prostu...BYĆ. Być i chłonąć to wszystko całym sobą.

Za każdym razem jest to tak samo wspaniałe uczucie, trudne do osiągnięcia gdziekolwiek indziej.

Wracamy tak od prawie dziesięciu lat. Kilka razy w roku. Wiosną, latem, jesienią...

Dzieci trochę podrosły, już same noszą swoje plecaki, mają tu swoje ulubione miejsca, ulubione zajęcia, są samodzielne, czują się tu bezpiecznie. Bardzo wiele rzeczy zmieniło się w naszym życiu przez ten czas, nie zawsze było kolorowo, ale jedno pozostało niezmienne – Węgierska Górka. Pokochaliśmy ją z całego serca.

Wracamy i obserwujemy, jak bardzo się zmienia, jak się rozwija, pięknieje. I choć z największym sentymentem wspominamy czas, kiedy była może mniej znana, może skromniejsza, wiemy, że musi się zmieniać. A my przecież doskonale wiemy, gdzie pójść, żeby odkryć ją znowu właśnie taką spokojną i naturalną. Są przecież miejsca, gdzie czas się właściwie zatrzymał.

Mamy swoich ukochanych gospodarzy, u których spędzamy wakacje, gdzie przyjeżdżamy jak „do siebie” i gdzie zawsze czekają na nas naleśniki najlepsze na całym świecie! Mamy swoje "rytuały", miejsca, które zawsze odwiedzamy. Wiemy, skąd są najpiękniejsze widoki i gdzie najczęściej spotkać można wygrzewające się na słońcu jaszczurki.

Moja miłość do Węgierskiej Górki to jednak nie tylko dobre samopoczucie w tym miejscu, nie tylko obcowanie z przyrodą, bliskość gór. To fascynacja kulturą, muzyką, gwarą – wszystkim co tutejsze, góralskie, ludowe. To możliwość spotkania wspaniałych ludzi, którzy zawsze mają dla mnie dobre słowo i pokazują, że ważne są zupełnie inne rzeczy, niż te materialne. Choć to może banalne, tu wszystko ma inne, prawdziwsze znaczenie. Tu odnalazłam na nowo wartości, które gdzieś zgubiłam, o których być może zapomniałam, bez których okazuje się, trudno jest być w pełni szczęśliwym. Tu cieszą mnie najprostsze rzeczy: spacer boso po łące skropionej rosą, cykanie świerszczy wieczorami, szklanka mleka prosto od krowy, granie na skrzypcach młodej góralki.

Może też tak silnie to odczuwam, bo potrzebowałam takiego spokoju, równowagi. Może podświadomie takiego miejsca szukałam. Ale czy ważne są powody? Ważne, że udało się to wszystko odnaleźć 

Zdaję sobie sprawę, że dzieci kiedyś pójdą swoimi drogami, znajdą swoje miejsca, ale moje drogi zawsze już będą prowadziły do Węgierskiej Górki, która stała się przez te lata prawdziwym domem, do którego chce się wracać, w którym zawsze ktoś czeka, gdzie znikają wszelkie problemy. Jest miejscem dającym spokój, wyciszenie, ale i siłę. Jest moim miejscem na ziemi. Naprawdę marzę, że dane mi będzie kiedyś tu zamieszkać na stałe.
Póki co, każdego dnia w miejskim pędzie i natłoku tylu, tak naprawdę nieważnych spraw, sił dodaje
mi, że za jakiś czas znowu przyjadę tu gdzie, mimo wszystko, życie toczy się swoim spokojnym, stałym rytmem. Będę mogła położyć się na rozgrzanej słońcem łące i obserwować pasące się na niej owieczki, zbierać szyszki w lesie, w deszczu pójść na spacer po bulwarach nad Sołą, czy słuchać burzy szalejącej na szczytach moich kochanych „węgierskich” gór.

Człowiekowi potrzebne jest miejsce, do którego może wrócić (…)

Haruki Murakami ”Kawka nad morzem

 

* Kiedy przeczytałam post na fanpage’u WGmedia o poszukiwaniu osób chętnych do współtworzenia portalu, pomyślałam od razu o sobie!

Tak, ja będę jedną z tych osób! Ja coś dla was napiszę! No tak, ale przecież nie jestem na miejscu na co dzień, więc jak miałabym się udzielać, co opisywać?

Uznałam, że to, co mogłabym zrobić na początek to podzielić się moim spojrzeniem na Węgierską Górkę, spojrzeniem osoby z zewnątrz, beznadziejnie zakochanej w tych okolicach. Nie chciałam opisywać atrakcji turystycznych, miejsc godnych uwagi, odwiedzenia, zdając sobie sprawę, że informacje o nich są ogólnie dostępne i nikogo specjalnie nie zaskoczą, choć nie mogłam o nich nie wspomnieć. Chciałam skupić się bardziej na stronie emocjonalnej, może trochę intymnej. Pokazać, jakie są moje odczucia, co mi daje pobyt tu. Okazało się, że wcale nie jest łatwo ubrać w słowa te najgłębsze myśli i uczucia tak, by nie wydawały się banalne, pospolite. W miarę pisania moim pragnieniem stało się pokazanie, może trochę wytłumaczenie się, dlaczego tak bardzo kocham to miejsce i uważam je również trochę za swoje własne. Może wśród turystów odwiedzających te okolice są osoby, które czują tak samo, wśród mieszkańców - z pewnością.

Liliana

 

Dziękujemy Pani Lilianie za nadesłąnie bardzo pięknego wyznania.

A ty za co kochasz Węgierską Górkę?

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij Drukuj E-mail