Oceny: (5 razy)
PLG_VOTE_USER_RATING
Bez komentarzy

 

Jeszcze nie tak dawno od wiosny do jesieni górskie polany i hale Beskidu Żywieckiego tętniły życiem. Do początku XX wieku hodowla bydła i owiec na naszym regionie stanowiła wiodąca gałąź gospodarki. Dziś pasterstwo stanowi mniejszość, lecz tradycje związane z kulturą wypasu są nadal kultywowane.

W czasach, gdy kwitła hodowla owiec wypas był sezonowy. Owce przebywały na górskich halach od maja do września. Pasiono je na wyższych partiach gór, na niżej położonych pastwiskach wypasano bydło. Było ono doglądane przez kobiety, które na ten czas mieszkały w szałasach - sezonowych gospodarstwach. Stada owiec liczyły często kilkaset sztuk. Każdym stadem zajmował się zespół pasterzy, na czele którego stał baca. Jego zadaniem było organizowanie wypasu i przetwarzanie mleka. Szałasy pasterskie stawiano pod świerkami, bowiem drzewom tym przypisywano magiczną moc. Najważniejszym miejscem górskiego gospodarstwa była watra - płonące ognisko obłożone płaskimi kamieniami, nad którymi w kotle gotowano wodę. W nocy owce przebywały w specjalnej zagrodzie, zwanej kosorem, który co jakiś czas przesuwany był w inne miejsce. Owce dojono od maja do lipca trzy razy w ciągu dnia, a pod koniec wypasu - dwa.

 

 

 

GOK Jeleśnia

 

 

Sezon wypasów rozpoczynał się od dnia św. Wojciecha - 23 kwietnia. W tym dniu bacowie uczestniczyli we mszy świętej, a po nabożeństwie z ogniska zabierano ogień, by wskrzesić z niego płomień na hali. Dzień wyruszenia na hale, czyli redyk, musiał być dniem dobrym. Za najlepszy uważano taki, w którym w roku poprzednim wypadała wigilia Bożego Narodzenia. Unikano piątku i dni świątecznych.

 

 

 

GOK Jeleśnia

 

 

Na klika dni przed redykiem baca powiadamiał gospodarzy, kiedy odbędzie się mieszanie owiec. Każdy właściciel oznaczał swoje zwierzęta i przyprowadzał je do zagrody bacy. Ważnym elementem było liczenie owiec - liczono je na paciorkach różańca.

W góry wyruszano z powagą i modlitwą o dobry przebieg wypasu. Towarzyszyły temu liczne obrzędy. By zapobiec czarom, baca wycinał z lasu jodełkę i wbijał ją na środku polany. Obok jodełki wbijał nóż - symbol zdrowia - i ten sposób miejsce to stawało się środkiem okręgu, przez które owcy były trzy razy przepędzane.

 

 

 

GOK Jeleśnia

 

 

Magiczne obrzędy towarzyszyły także liczeniu owiec przy wpuszczaniu ich do kosora. Baca kropił owce święconą wodą, co miało uchronić je przed nieszczęściem i okadzał dymem. Dym z kadzidła otulał owce - by trzymały się razem. Każda z tych czynności powtarzana była trzy razy, bowiem trzy to liczba magiczna.

Najgorszym wrogiem zwierząt i ludzi na hali były... czary. Można je było na kogoś rzucić, można było je ze sobą przynieść. Dlatego juhasi nie opuszczali hali bez wyraźnej potrzeby. Niechętnie też widziano kogoś obcego. Końcową data wypasu był dzień drugiego patrona pasterzy - św. Michała Archanioła - 29 września. Dzień przed jesiennym redykiem przygotowywano stado do drogi, baca zalewał ogień wodą i owce wracały do wsi. Wieczorem w karczmie odbywała się zabawa, a miejscowy proboszcz często otrzymywał baranka.

 

 

GOK Jeleśnia

 

 

Prawdziwe widowisko tych pasterskich tradycji będzie można będzie obejrzeć podczas XX Redyku w Korbielowie już 4 czerwca. Uroczyste wypędzenie owiec na halę wraz z towarzyszącymi temu zwyczajowi obrzędom rozpocznie się mszą świętą o godzinie 11. Wydarzenie odbędzie się w okolicach przejścia granicznego, a jego punktem kulminacyjnym będzie mieszanie owiec. Nie zabraknie też pokazu udoju i przetwórstwa mlecznego. Twórcy ludowi zaprezentują wyroby rękodzieła ludowego – zabawkę ludową, haft i swetry. Impreza potrwa do późnych godzin popołudniowych.

 

GOK Jeleśnia

 

 

 

Udostępnij Drukuj E-mail