Bez komentarzy

Wąska dróżka stromo pod górę, zapada zmrok. Wysoko pod lasem światło i dom z widokiem na Beskid Żywiecki. Obok domu, ciągnące się zboczem tory dla wózka inwalidzkiego z wyciągarką u szczytu upewniają mnie, że dobrze trafiłem. Goszczę dziś u Dawida Lange, trzydziestoletniego, niepełnosprawnego sportowca z Jeleśni, który w grudniu ubiegłego roku na mistrzostwach świata Siedlcach w konkurencji w wyciskaniu leżąc, dokonał rzeczy niezwykłej zdobywając złoty medal.

Zacznijmy jednak od początku jego historii.

Grzegorz Jagosz: Jak to się stało, że poruszasz się na wózku?

Dawid Lange: – Miałem wypadek 11 września 2015 r. Pracowałem na dachu, w pewnym momencie pociemniało mi w oczach i straciłem równowagę. Spadłem osiem metrów, doznałem poważnego złamania kręgosłupa (dwa kręgi) wraz z obrzękiem rdzenia kręgowego. Niewiele dalej pamiętam, wszystko jak za mgłą. Przetransportowano mnie śmigłowcem do szpitala w Krakowie, to był piątek wieczór, poszukiwanie lekarzy, później operacja, podczas której wszczepiono mi stabilizację w kręgosłupie. Po zabiegu ciężko było mi się ruszyć z łóżka, wszystkie mięśnie miałem jakby odcięte, cały tułów i nie miałem siły się podnieść. Wszystko się wtedy dla mnie zmieniło. Upadek w konsekwencji spowodował porażenie kończyn dolnych.
Później nastąpiła długa i skomplikowana rehabilitacja. Pierwszy jej etap to trzy miesiące w szpitalu, później kolejny w Limanowej.  Niestety na tą drugą musiałbym normalnie czekać cały rok w kolejce, więc musieliśmy ją załatwić prywatnie po części z oszczędności, a po części ze składek zebranych od ludzi dobrego serca.


Czy jest szansa powrotu do pełnej sprawności? Masz jakieś możliwości dalszego leczenia?

- Szansę taką dawała bardzo kosztowna, nierefundowana niestety, eksperymentalna terapia komórkami macierzystymi. Miałem zastosowane dwa zabiegi po kilkanaście tysięcy złotych każdy, jednak nie przyniosły one oczekiwanego efektu. Okazały się bezskuteczne, więc teraz pozostaje mi tylko rehabilitacja i ciężka praca własna.


Jak teraz, patrząc z twojej perspektywy postrzegasz rzeczywistość?

- To jest zupełnie inny świat. Ciężko jest przekazać to uczucie, kiedy nagle nie możesz chodzić. Wcześniej nic cię nie ograniczało, a teraz jesteś unieruchomiony. Nie jest to łatwe. To jest zupełnie inna perspektywa. Człowiek sobie najpierw myślał, że to potrwa tylko moment, a ten moment już trwa ponad dwa lata. Są pewne bariery, które trzeba przełamać. Nie mam jeszcze takiej swobody, żeby wyjeżdżać do ludzi, pokazywać się. Ale jakoś trzeba się ogarnąć i żyć. Sam uważam, że mnie się akurat udało. Spotkałem Kasię, która mnie wsparła bardzo mocno, bo na resztę niestety nie miałem co liczyć i podejrzewam, że gdyby nie ona zostałbym już w łóżku. Walczymy i zobaczymy co z tego wyjdzie. Czasu nie cofniemy, trzeba iść do przodu cały czas.


Jak zareagowało Twoje najbliższe otoczenie?

- Nie ma co ukrywać, że duży przesiew kolegów się zrobił. Wypadek bardzo zweryfikował przyjaźnie. Przed wypadkiem miałem dużo znajomych, spotykaliśmy się często, a teraz zostało tylko czterech najwierniejszych, reszta się nie odzywa, nawet nie zauważa. Ja tego nie rozumiem, jestem przecież taki sam jak byłem wcześniej, tylko nie mogę chodzić. Nieraz jadąc samochodem czy wózkiem, patrzą na mnie, ale mnie nie dostrzegają, niektórzy nawet przechodzą jakby wcześniej cię nie znali, a parę lat się spędziło w ich towarzystwie. To jest najgorsze, ale szkoda zagłębiać się w te bolesne tematy.


Dlaczego wybrałeś właśnie ten sport i co cię do niego przekonało?

- Wcześniej, jeszcze przed wypadkiem uczęszczałem na siłownię tu w Jeleśni, dużo trenowałem i taki nawyk już mi pozostał. Po wypadku, był taki okres półtora roku, że nic nie robiłem, no i w końcu się zebrałem, kupiłem sobie sprzęt i zacząłem trenować w domu. Pomyślałem, że się trochę poruszam, a nie miałem jeszcze takiej śmiałości, żeby się wyrwać na siłownię. Nie wiedziałem jak to zrobić, po wypadku przez ponad rok człowiek był jakby ogłupiały, ciągłe wizyty w szpitalu, rehabilitacja, zmuszały do innego myślenia. Później jak okres rekonwalescencji minął chciałem coś ze sobą zrobić, czymś się zająć, zacząłem szukać w internecie i tak trafiłem na Stowarzyszenie Eurobeskidy w Łodygowicach i do ich sekcji podnoszenia ciężarów. Byli najbliżej, gdzie niepełnosprawni mogą uprawiać sport, potem są Katowice, Kraków zdecydowanie za daleko. Pojechaliśmy tam razem z Kasią, zapisała mnie i tak się zaczęło profesjonalne trenowanie.


Od kiedy trenujesz wyciskanie?

- Od końca lutego 2017 r., niecały rok. Wcześniej to była taka kulturystka, nie wiązałem z tym sportem żadnej przyszłości, to było tylko i wyłącznie ćwiczenie dla siebie.


Masz osobistego trenera?

- Osobistego trenera nie mam. Jest grupa osób niepełnosprawnych, którzy trenują i do tego jest wyznaczonych dwóch trenerów. Naszymi opiekunami są wykwalifikowani szkoleniowcy: Stanisław Mirocha i Wiesław Grabski.


Jak jest liczna grupa w twojej sekcji i czy są też kobiety?

- W mojej sekcji jest 22 osób, które ćwiczą regularnie, jednak nie wszyscy startują w zawodach. W naszej grupie są też panie m.in. mistrzyni Polski Magdalena Konior.


Jak wygląda twój dzień? Ile czasu spędzasz na treningach?

- Przygotowanie to nie tylko trening, ale też rehabilitacja. Rehabilitacja i treningi odbywają się w te same dni. Wyjeżdżam rano,  trzy razy w tygodniu, poniedziałek, środa, piątek do Centrum Rehabilitacji Gałuszka & Romanowski do Bielska-Białej. Jest to wyspecjalizowany ośrodek, gdzie mogę liczyć na fachową pomoc przynoszącą wymierne efekty. To tam wraz z moimi rehabilitantami Tomaszem i Łukaszem wykonujemy ćwiczenia mięśni głębokich i poprawiamy technikę. Sama rehabilitacja trwa około pięciu godzin i później dojeżdżam na dwu-trzygodziny trening, który obecnie też odbywa się w Bielsku-Białej na sali Aqua, z uwagi na przeprowadzany obecnie remont pomieszczeń w Łodygowicach. Cały dzień jestem więc poza domem, wracam dopiero wieczór.


Biorąc pod uwagę, że tak krótko trenujesz możesz się naprawdę pochwalić już niezwykłymi sukcesami.

- Pierwsze zawody wygrałem w marcu 2017 r. w ogólnopolskich zawodach integracyjnych organizowanych przez Stowarzyszenie Eurobeskidy, w których startują zarówno pełnosprawni, jak i niepełnosprawni sportowcy.


Czyli już po miesiącu treningów?
- Zgadza się. Później w czerwcu zdobyłem mistrzostwo Polski już w zawodach organizowanych tylko dla niepełnosprawnych. Następnie we wrześniu w Tarnowie  i w grudniu w Siedlcach mistrzostwa świata federacji WPA. Zostałem najlepszym zawodnikiem niepełnosprawnym tych zawodów, w kategorii do 140 kg wyciskając 200 kg.




O co chodzi w tych federacjach i jakie są między nimi różnice?

- To jest trochę skomplikowane. Oprócz federacji IPC (International Paralympic Committee), w której ja jestem, jest jeszcze sześć innych i też oczywiście można startować pod ich szyldem, tylko sukcesy odniesione podczas zawodów przez nich organizowanych nie dają możliwości startu na igrzyskach olimpijskich. Tylko federacja IPC daje taką szansę, oczywiście obwarowane to jest określonymi przepisami. Jeśli zawodnik znajdzie się w pierwszej ósemce, przez dwa lata, bo co tyle lat są organizowane mistrzostwa, zdobywa stypendium różnej wysokości w zależności od zajętej lokaty.


Czyli IPC to jest taka najpoważniejsza federacja?

- Tak, dokładnie.  


Po zdobyciu mistrzostwa świata, co prawda w federacji WPA, myślisz o kadrze Polski?

- Oczywiście jest moim celem, na razie jeszcze w niej nie jestem, ale mały krok do niej zrobiłem. W tym sporcie jest tak, że trzeba mieć dobrze wypracowaną technikę, ciężar opanowany do perfekcji i wszystko idealnie zamknięte. Dopiero wtedy można liczyć na sukces.


Jak wygląda taka próba w tej konkurencji i jakie są zasady w wyciskania leżąc?

- Wyciskanie leżąc jest jedną z konkurencji wchodzącą w skład trójboju siłowego i tylko ona jest możliwa do wykonania dla osób niepełnosprawnych. Są trzy podejścia, tak jak w klasycznych ciężarach. Deklaruje się ciężar, czeka na swoją kolej. Następnie trzeba się położyć na specjalnej ławce, dostajesz swój ciężar, który trzeba przytrzymać na piersiach i następnie podnieść. Każda federacja ma swoje wewnętrzne przepisy co do przebiegu próby, np. w niektórych trzeba czekać na komendę sędziego, który pozwala odłożyć ciężar i zaliczyć próbę, czy odpowiednie wymagania odnośnie stroju i sprzętu wspomagającego.



Te dwieście kilogramów, które wycisnąłeś, to jest obecnie Twój rekord?

- Zgadza się, wycisnąłem je w pierwszej próbie, kolejnych 210 kg i 215 kg nie zaliczyłem. Na treningu właśnie kilka dni przed naszym spotkaniem poprawiłem swój najlepszy wynik i wycisnąłem 220 kg, ale wiadomo, że na zawodach to jest zupełnie co innego, dochodzi napięcie, stres i emocje, które trzeba opanować. Trenerzy mówią, że mam możliwości do wyciśnięcia 250 kg, więc nie pozostaje mi nic innego tylko ciężko pracować i starać się poprawiać swój wynik.


Jaki jest w ogóle rekord świata w twojej kategorii wagowej?

- Do czołówki światowej jeszcze mi trochę brakuje. Rekord świata należy do Irańczyka i wynosi 300 kg, a następny w kolejności wynik to 240 kg. Trener twierdzi, żeby móc walczyć o najwyższe laury to nieraz potrzeba nawet 10 lat przygotowań, no chyba że się ma duży talent, wtedy jest możliwość skrócenia tego okresu do kilku lat.


Jakie masz plany startów w najbliższej przyszłości?

- W marcu w Żywcu odbędą się integracyjne zawody ogólnopolskie zawody organizowane przez Stowarzyszenie Eurobeskidy, następnie chcę wziąć udział w zawodach na Słowacji, żeby zdobyć kwalifikacje na mistrzostwa świata federacji IPC, które są na rok przed igrzyskami w 2019 r., a następnie mistrzostwa świata innej federacji WAP. Dalej zobaczymy. Chciałbym wytrenować 250 kg i dopiero wtedy wystartować. Przygotować się jak najlepiej, żeby zdobyć medal. Nie interesuje mnie trzecie, czwarte miejsce i dalsze miejsca, moim celem jest tylko czołówka.


A potem Olimpiada?

- Najpierw dostanie się do kadry narodowej, a potem trzeba zrobić wynik na najbliższych mistrzostwach świata IPC w 2019 r. Ale to jeszcze daleka droga przede mną i planowanie dużo do przodu jest trudne,  czasem wszystko idzie świetnie, a później złapiesz kontuzję, o którą nietrudno, i musisz przechodzić kolejną rehabilitację, żeby z powrotem powrócić do formy. Ciężko bardzo utrzymać stabilną kondycję i sprawność przez cały czas. Treningi i rehabilitacja to bardzo ciężka praca, ciągłe bóle barków i pleców, często pospinane mięśnie, łapiące skurcze, to naprawdę bardzo wymagający sport.


Zajmujesz się czymś jeszcze oprócz sportu czy on cię całkowicie pochłania?

- Teraz to tylko wyłącznie rehabilitacja i trening. Jeśli po powrocie z zajęć czuję niedosyt to w domu ćwiczę dodatkowo. Mam małą siłownię, Kasia mi pomaga zakładając te dwudziestokilogramowe kółka na sztangę. Czasem też mnie asekuruje, bardzo mocno mi pomaga, choć dla niej to nie jest łatwe przy takich ciężarach. Uprawianie sportu pozwala mi nie myśleć o przykrych sprawach, wyrzucić je z po prostu z głowy.


Czy ktoś z zewnątrz ci jeszcze pomaga, korzystasz z jakich programów pomocowych, bądź innego wsparcia?

- Niedawno otrzymałem stypendium przyznane przez senatora Tadeusz Kopcia, choć nie ukrywam, że przydaliby się jacyś stali sponsorzy, żeby to dalej mogło iść do przodu. Niestety jak w każdym profesjonalnym sporcie potrzebne są pieniądze, żeby się można było dobrze przygotować, bo bez nich jest ciężko. Dla ludzi niepełnosprawnych jest dodatkowo pod górkę. Ciągła, bardzo kosztowna rehabilitacja, odpowiednie jedzenie, odżywki, żeby utrzymać prawidłową masę i sylwetkę. Stowarzyszenie Eurobeskidy finasuje nam wyjazdy na zawody, stroje, czasem odżywki, wszystko jednak zależy od zewnętrznych sponsorów, których się uda pozyskać. Poza tym nie posiadam żadnego innego zewnętrznego wsparcia finansowego.  


Na koniec chciałem cię jeszcze spytać, jak duże są bariery i ograniczenia, którym musi sprostać osoba niepełnosprawna w Twojej okolicy? 

- W większych miastach wygląda to trochę lepiej, tutaj u mnie na wsi to jest naprawdę ciężko, żeby gdzieś wyjść, pojechać, coś zrobić samemu. Niestety te bariery i ograniczenia są duże, a to nie ułatwia sprawy. Na szczęście posiadam samochód przystosowany dla mnie i teraz jest prościej się poruszać. Samodzielnie pakuję już wózek do niego i mogę gdzieś dalej sam pojechać. Własnymi siłami przystosowaliśmy też podjazd do domu, który jest dość stromy, żebym mógł wjechać do niego wózkiem. W zimie jest jeszcze gorzej, ale jestem zadowolony, dobrze mi się tu mieszka, nie mam co narzekać.   
Trzeba patrzeć do przodu i koncentrować się na dobrym przygotowaniu do kolejnych zawodów. Nie można się cofać, tylko stawiać sobie kolejne wyzwania.

Dziękuję Ci pięknie za rozmowę, życzę tylko miejsc na podium i wymarzonego wyjazdu na igrzyska olimpijskie.

- Dziękuję.



 Zdjęcia i filmy: Dawid Lange archiwum prywatne

 

Udostępnij Drukuj E-mail