Bez komentarzy

Olimpia Hankus ma 33 lata i pracuje w Dziale Obsługi Klienta w firmie zajmującej branżą transportową. Pochodzi z Węgierskiej Górki, obecnie mieszka w Świnnej. Jakiś czas temu zaczęła biegać, by poprawić swoją kondycję. Dzisiaj zgodziła  się  opowiedzieć nam o tym,  jak jednego dnia po prostu wstała z kanapy i zaczęła biegać. Teraz krok po kroku stara się poprawić swój czas. Udział w zawodach biegowych nauczył ją pokory. Samo bieganie dodało jej pewności siebie.  Na co dzień  w bieganiu wspiera ją mąż Łukasz. 

Magdalena Sporek: Jak to się stało, że zaczęłaś regularnie biegać?
 
Olimpia Hankus: - Jeśli miałabym pokrótce wyjaśnić skąd się u mnie wzięła pasją do biegania, to z całą pewnością  z miłości do gór.  Jakieś siedem lat temu, prosto z kanapy, ruszyłam z przyjaciółmi na Babią Górę i zakochałam się w morzu chmur "pod stopami" i tej wolności, którą dają wypady w góry. Byłam totalnie bez kondycji i żeby nie sapać na podejściach zaczęłam biegać. Było kilka przerw od biegania (od gór nigdy), ale kiedy rok temu postanowiłam połączyć te dwie aktywności, trenuję regularnie 4- 5 razy w tygodniu. Przede mną dużo pracy, bo chcę poprawić swoją szybkość, ale mimo to, staram się nie odpuszczać żadnego biegu w okolicy. Biegając w górach, człowiek ma wrażenie że lata. Bieganie to czyste endorfiny, bez nich robię się niespokojna, czyli uzależniłam się już. Mam nadzieję, że w kwietniu spełni się moje marzenie o maratonie. Na szczęście mam kochanego męża, który wspiera mnie, trenuje ze mną kiedy może, mimo, że dużo bardziej woli jeździć po górach na rowerze.
 
 W jakich biegach brałaś udział do tej pory i z jakimi wynikami?
 
- Od niecałego roku biorę udział w zawodach biegowych. Mój debiut to  Kęcka Piątka 5 km, czas 25 min. Potem od razu z "grubej rury" 26 km w Otwartych Mistrzostwach w Biegach Górskich w Bielsku Białej, ten bieg nauczył mnie pokory, ale ukończyłam i z tego się cieszę. Lipiec w Jeleśni 10 km czas 56 min. Bardzo miło wspominam Małą Rycerzową 20 km w deszczu i błocie. Czas 3 godziny. We wrześniu był Bieg dla Mai i Hani w Bielsku i październikowy Bieg o Złotą Szyszkę w Bystrej - 14 km z czasem 2 godziny. W grudniu  był Bieg Mikołajkowy w Porąbce 5 km i czas 26 min.  Ostatni bieg to Wilcze Gronie w Rajczy, a  czas 2 godziny i 8 minut.  Te czasy to takie sobie są, więc nie ma się czym chwalić, ale lubię to i będę dalej to robić.
Wilcze Gronie urzekły mnie zimowym pięknem i widokami. Wprawdzie liczyłam na więcej śniegu, ale mglisty dzień i ośnieżone szczyty dookoła robiły wrażenie. Trasa nie była trudna, trzeba było czasem uważać na oblodzenia, ale nie czułam potrzeby wyciągać raczków. Przede mną  maraton w Krakowie 222 kwietnia  i Półmaraton  dookoła Jeziora Żywieckiego.
   
Jakie trasy w naszej okolicy polecasz do biegania na co dzień?
 
- Uważam że Węgierska Górka jest stworzona do biegania. Często przyjeżdżamy tutaj z mężem potruchtać. "Asfaltowo" polecam kultową już trasę Traktem Cesarskim na Mały Cisiec, okolice góry Matyski, Trasę ulicą Graniczną z Cięciny do Żabnicy obok fortu obronnego Wyrwidąb - tam jest spory podbieg, ale widoki rekompensują wszystko. Aby "liznąć" górskiego biegania trzeba  wbiec za Hotel Zacisze i po sporym podbiegu obok zbiornika wodnego mamy mnóstwo leśnych dróg. Najlepiej pobiec wtedy w lewo na Kamesznicę pod Czerwieńską Grapą. Polecam też Dolinę Zimnika i i Park Żywiecki oraz okolice Grojca.
 
Co poradziłabyś początkującym biegaczom?
 
- Na początek polecam marszobiegi do 5 km, ale po kilku takich wypadach można stopniowo zwiększać kilometraż.  Grunt to zaczynać powoli, budować bazę wytrzymałościową.  Polecam też  bieganie z aplikacjami, gdyż działa to motywująco, kiedy możemy śledzić swoje postępy. Lubię wiedzieć ile przebiegłam i w jakim czasie, dodatkowo monitoruję swoje tętno podczas biegu, dzięki temu wiem na ile mogę sobie pozwolić. Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest zegarek z pulsometrem, teraz nie muszę już wszędzie zabierać komórki.
  
Co zmieniło się  w Twoim życiu odkąd biegasz?
 
- Odkąd biegam, stałam się bardziej pewna siebie. Zdobyłam też sporą wiedzę teoretyczną i praktyczną w tym temacie. Kiedyś myślałam, że zawody biegowe są tylko dla zawodowców, albo szybkich amatorów i nigdy nie odważyłabym się w nich wziąć udziału. Teraz wiem, że zawody to święto każdego biegacza i liczy się tam po prostu miłość do tego sportu. Dużą rolę w poznawaniu osób o podobnych zainteresowaniach odgrywają portale społecznościowe np. dzięki facebookowi dowiedziałam się jak wielu moich znajomych biega, spotykamy się na zawodach, wspieramy się wirtualnie w trenowaniu, niekiedy uda się razem przebiec.
 
Bieganie to dla mnie poniekąd sposób na życie, człowiek wkręca się w temat i potem dzięki niemu nadaje koloru codzienności. Bieganie pomaga radzić sobie ze stresem, a co do chandry, to trzeba przyznać że praktycznie nie miewam. Ktoś mi kiedyś powiedział, że biegacze to szczęśliwi ludzie.
 
Udostępnij Drukuj E-mail