Bez komentarzy

Turysta spacerujący współcześnie po szlakach Beskidu Małego z trudnością odnajdzie przy nich polanę. Niestety, polany w Beskidzie Małym powoli zarastają, nieużywane, jak dawniej, przez pasterzy wypasających na nich stada owiec. Najczęściej zarośnięte są one pojedynczymi drzewami, głównie brzozami, pomiędzy którymi często skrywają się pewne tajemnicze obiekty, którym przyjrzymy się bliżej – szałasy pasterskie.

Wypasaniem owiec na beskidzkich polanach zajmowała się pierwotnie ludność Wołoska, która dotarła na nasze tereny w XVI wieku. Często na skraju polan Wołosi budowali prymitywne budowle kamienne, zwane szopami, obecnie znane jako kamienne szałasy. W późniejszych czasach podobne obiekty stawiali górale.

Szałasy były budowane na skraju leśnych polan, od jednej, do dwóch godzin marszu od domów. Budowle powstawały na planie około trzy na cztery metry, choć zdarzały się i większe szopy. Najczęściej budowano szałasy kamienne, ze względu na to, że koszt był niewielki. Bogatsi górale mogli pozwolić sobie na całkowicie drewniane szałasy. Ściany kamiennych szop miały grubość około 40 cm i były budowane z piaskowca istebniańskiego, powszechnie dostępnego w górach. Co ciekawe, kamienie nie były połączone żadną zaprawą, ale mimo braku spoidła budynek i tak był szczelny. Brak spoiwa wynikał z tego, że nie opłacało się budować trwałych budowli, ze względu na bliskość zabudowań. Ponadto owce nie przebywały na halach stosunkowo długo, w porównaniu np. do Tatr. Źródła podają, że okres bytowania owiec na łąkach stanowił od czterech do ośmiu tygodni. Po tym czasie wracały one do gospodarstwa, przy którym odrastała trawa, stanowiąca pożywienie dla tych zwierząt. Sama budowla była pokryta dachem dwuspadowym o gontowym lub drewnianym pokryciu. Szałasy były pozbawione okien, ale posiadały drzwi umieszczone na przedniej ścianie. W pobliżu obiektów pasterze stawiali prymitywne kuchenki, w których przyrządzali jedzenie lub podgrzewali wodę.

Tego typu szałasy służyły najczęściej do przechowywania siana oraz schronienia zwierząt. Schronienie znajdywał tu także pasterz, który mógł uciąć sobie drzemkę, albo przeczekać niepogodę.
Szopy były jeszcze użytkowane w dwudziestoleciu międzywojennym. Podczas wojny niektóre obiekty (Przykrzyca) były wykorzystywane przez partyzantów. Po wojnie większość ludzi porzuciła pasterstwo, ze względu na nieopłacalność tego zajęcia i gwałtowny rozwój przemysłu, zapewniającego lepsze wynagrodzenie. Przez ten czas opuszczone budowle ulegały systematycznemu niszczeniu. Z około setki tych budowli (trudno oszacować dokładną liczbę), do dzisiaj w pełni zachowało się tylko kilka obiektów. Po dawnych szałasach zostało w większości sporo kamiennych podmurówek, które często są porośnięte gęstą roślinnością. To wszystko, co przetrwało w pewnym stopniu do dzisiejszych czasów, to pamiątki dawnej kultury pasterskiej w Beskidzie Małym.

Pod spodem zamieszczamy kilka miejsc, gdzie można spotkać kamienne szałasy, lub ich pozostałości.

- Góra Przykrzyca, nad Okrajnikiem – Na tej górze zachowały się trzy kamienne szałasy, z czego dwa są wyremontowane. Jedna z nich zachowała się w oryginalnym stanie. Oprócz tego w okolicy tej góry można znaleźć pozostałości po kilku innych szałasach

- Góra Żar – Dwa zachowane szałasy z czego jeden drewniany, a jeden murowany. W okolicach tej góry znajdują się pozostałości po kilku innych budowlach.

- Wielka Cisowa Grapa – Niegdyś zarośnięte, obecnie odnowione mury dawnego szałasu.

- Polana Kuflówka – Dobrze zachowane ruiny dużego szałasu kamiennego, w szczególności ściana frontowa.

To są najbardziej znane obiekty. Najwięcej ich znajdziemy w okolicy gminy Czernichów, ale także w paśmie Czupla.
Na koniec dodajmy, że w porównaniu do Tatr czy innych partii Beskidów nie czyni się starań o uratowanie tych pozostałości i skazuje się na powolne zapomnienie…

Foto: dr. Janusz Łach

 

Udostępnij Drukuj E-mail