8 czerwca 2019 roku oficjalnie otwarto dla zwiedzających w okolicach Malinowskiej Skały w Beskidzie Śląskim Jaskinię Malinowską. To pierwsza tak łatwo dostępna jaskinia w Beskidach. Zwiedzanie jest bezpłatne, wystarczy mieć ze sobą czołówkę, wygodny strój oraz obuwie sportowe.

Jaskinia posiada system stalowych drabin i pochwytów umożliwiających zejście do głównego korytarza, skąd jest dostęp do praktycznie całej jaskini. Teren wejścia do jaskini został uporządkowany i oznaczony, aby każdy wędrujący czerwonym szlakiem z Przełęczy Salmopolskiej w kierunku Malinowskiej Skały mógł w to miejsce trafić.

Jaskinia Malinowska zlokalizowana jest w okolicy Malinowskiej Skały tuż przy szlaku czerwonym na wysokości 1075 m n.p.m. Jest ona pomnikiem przyrody nieożywionej i leży na terenie Lasów Państwowych w granicach administracyjnych miasta Wisła. Jaskinia należy do grupy jaskiń szczelinowych i powstała w procesie przemieszczenia grawitacyjnego mas skalnych w warstwie piaskowców godulskich. Jaskinię o praktycznie horyzontalnym rozwinięciu na kierunku wsch-zach, z uwzględnieniem 10 m szczelinowej studni wejściowej, tworzą wysokie a zarazem dość wąskie szczeliny o prostym przebiegu połączone na różnych wysokościach krętymi ciasnymi korytarzykami z niewielkimi rozszerzeniami stanowiącymi małe komory. Jaskinia według ostatnich pomiarów ma 249,5 m długości korytarzy i głębokość 23,20 m.

Jaskinię otwarto dzięki współpracy miasta Wisła, Nadleśnictwa Wisła oraz Klubu Alpinistycznego przy Beskidzkiej Grupie GOPR.

Naszą propozycję wycieczki w Beskid Śląski znajdziecie tutaj

Lepiej z diabłem nie zadzierać, czyli skąd się wzięła Malinowska Skała?

Oto jej legenda…

"Dobrze się żyło gazdom pod Baranią Górą. Jedno tylko od dawno spędzało gospodarzom sen z oczu. Oto w całej okolicy nie było ani jednego młyna. Jednej niedzieli gazdowie uradzili, że młyn w okolicy stanąć musi, żeby zaś wszystkim było do niego po drodze, a wody nie zabrakło, postanowili zbudować go na stoku Jawierznego Wierchu, nad Szczyrkiem, gdzie był potok.

Chłopi dźwigali kamienie na górę, bo chcieli by młyn był murowany. Wiadomo, takiego nie zwali wichura, nie strawi ogień. Praca była ciężka. Narzekali chłopi i klęli na taką robotę: „- Na tyj grapie to chyba sami debli cosik uradzą zrobić”. Nagle przed nimi stanął obcy człek. Chłopi zobaczyli wystający z nogawki koniec strzępiastego ogona i już wiedzieli kto to. Piekielnika dwa razy zapraszać nie trzeba. Sam się zjawi, ani się człek obejrzy. „- Wołaliście mnie gazdowie to i jestem.” - rzekł diabeł.

„- Dieble! To być poradził młyn wystawić, czy jako?” - zapytali chłopi.

„- Poradzę, jak chcecie, ale wiadomo, nie za darmo. Podpiszcie mi tu papier, że jak młyn stanie, po dwie dusze z każdej osady moje, a które to sami sobie wybierzecie.”

Chłopi uradzili, że, po co mają się sami trudzić skoro im się pomoc trafiła. Z zapłatą jakoś będzie. Po czym oświadczyli czartowi, że na jego warunki przystają, ale ma być młyn w jedną noc zbudowany tak, by rano już ziarno mielił. Podpisali pergamin.

„- Ale w robocie nie wolno mi przeszkadzać” – rzekł diabeł –„a i koguty piać nie mogą przed świtem, bo koguciego piania nie cierpię.”.  Tego się chłopi nie spodziewali. Układali sobie bowiem w głowach, że diabła przechytrzą, jak młyn już stanie, a do końca niewiele zostanie, kogucim pianiem mu przeszkodzą, więc młyn zostanie, a dusze ocaleją. Diabeł dał jednak warunek, by zarżnąć wszystkie koguty we wsi, bo jak nie to nawałnice taką urządzi, że ich prawnuki będą to wspominać. Co było robić… Wójt dał obwieszczenie, że do wieczora wszystkie koguty muszą stracić życie.

W walącej się chałupie pod lasem mieszkała stara Ulisia. Cały jej inwentarz stanowił stary kot i kogut ulubieniec. Nie miała serca go zarżnąć i schowała pod pierzyną. Kogut w ciemności siedział cicho jakby go nie było. Zmrok był jeszcze na dworze, kiedy wyszła zagrzać sobie garnuszek polewki. Odsunęła niechcąco pierzynę, kogut wyskoczył na piec i jak nie zapieje…

W tym samym momencie zadrżała ziemia, zawirował wicher, huknęło coś. Ludzie wypadli z chałup myśląc, że to koniec świata. W blaskach wschodzącego słońca ujrzeli powalony las na Malinowej Górze. Nikt nie wiedział jak to się stało z wyjątkiem pięciu gazdów. Domyślili się wszystkiego.

Oto diabeł niósł wielki kamień na budowę młyna, kiedy kogut zapiał, diabeł puścił go. Malinową Górę od tej pory nazywano Malinowską Skałą. Chłopom młyna odechciało się na zawsze.

Diabelski kamień sterczy tutaj po dziś dzień jako przestroga, że lepiej z piekłem układów nie zawierać."

Źródło legendy: ,,Opowieści halnego wiatru'' Urszula Janicka- Krzywda

źródło i zdjęcia: Klub Alpinistyczny GB GOPR

Udostępnij Drukuj E-mail