Bez komentarzy

 

Mistrz ponurej ceremonii. Profesja jak z horroru. Odziany w kaptur i rękawice, najczęściej stoi na szafocie, wsparty na mieczu. Od najdawniejszych czasów kat wzbudzał lęk pomieszany z fascynacją. Zawodowi kaci rozpowszechnili się od XVII wieku również na ziemiach polskich. A katem wcale nie było łatwo zostać - trzeba było mieć siłę fizyczną i nerwy ze stali.

muzeum-zywiec.pl

Tylko dla odważnych

Zajrzyjmy do sali tortur W Muzeum Miejskim w Żywcu, do miejsca, gdzie kat czułby się jak ryba w wodzie. Izby tortur najczęściej znajdowały się w podziemiach ratuszy większych miast. Tortury stosowane przez katów nie były karą, lecz środkiem na dochodzenie prawdy w procesie sądowym.

  

muzeum-zywiec.pl

A co kat miał do dyspozycji? W Muzeum w Żywcu zobaczyć możemy łoże sprawiedliwości, zwane także łożem tortur lub Madejowym łożem. Według przypowieści ludowych ta ostatnia nazwa pochodzi od zbója Madeja, który swymi złymi uczynkami zasłużył sobie w piekle na łoże z nabitymi gwoździami. Ta okrutna machina składała się z ławy z kołowrotkiem, służącym do rozciągania ciała skazańca, podczas gdy ofiara była przytwierdzona do konstrukcji.

muzeum-zywiec.pl

Hiszpańskie buty - mimo swego pochodzenia znalazły zastosowanie na ziemiach polskich. Oryginalne są w Krakowie i Toruniu. Miały formę imadła, były zamknięte w metalowym lub drewnianym pudełku. Dokręceniu śruby towarzyszył dotkliwy ból. Popularność zdobyły dzięki prostocie - ich obsługa nie wymagała od kata specjalnych kwalifikacji.

Konfesjonał - zwany fotelem czarownic. Było to krzesło nabite drewnianymi lub metalowymi kolcami. Uchwyty krępowały skazańca.

muzeum-zywiec.pl

 

Krajobraz z szubienicą

Przenieśmy się teraz do XVII - wiecznego Państwa Żywieckiego. Andrzej Komoniecki w swoim "Dziejopisie żywieckim" podaje, iż w ów czas w Żywcu działy się rzeczy przerażające. Kronika usiana jest opisem egzekucji. Występki karane były gardłem i pozbawieniem życia na różne sposoby. "Złodziej ma być obwieszon..." - żywiecki rynek na przestrzeni wieków niejedną widział egzekucję. W okolicznych wsiach stawiano szubienice - w miejscach widocznych, na wzgórzach, placach, rynkach. Do budowy szafotu przygotowywano się bardzo starannie - były to konstrukcje drewniane, ale i trwalsze - murowane. I tak wiemy, iż szubienice "zdobiły" Radziechowy, Milówkę, Sól. Żabnica miała aż... 3 szubienice. W Żywcu ponure widowisko rozgrywało się na Grojcu i rynku.

sfora.pl

Zwyczajowo obowiązywało także "gorące prawo", nakazujące pojmanych zbrodniarzy karać natychmiast, bez procesu sądowego. Szczególnym prawem był zwyczaj "wypraszania" - do oddanego już katu skazańca przychodziła dziewczyna i na oczach zgromadzonego tłumu, zarzucała niedoszłej ofierze chustkę na głowę. Zwyczaj miał moc obowiązującą. Z pewnością było to barwne i poruszające widowisko.

 

Udostępnij Drukuj E-mail