Bez komentarzy

Leszek Bartołd (pseudonim literacki Słodki Świstak) ma 56 lat i mieszka w Kętach. Od blisko 40-tu lat choruje na cukrzycę insulinozależną. Mimo to znalazł pasję, jaką są wędrówki po górach. Owocem kilkunastu lat tych wędrówek jest debiutancka książka jego autorstwa pt. „Z cukrzycą po górach" rekomendowana przez Annę Śliwińską - Prezesa Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków oraz Jakuba Nowaka - Prezesa Oddziału Babiogórskiego PTTK w Żywcu.

Magdalena Sporek : Jak wyglądało Pana życie po diagnozie choroby?

Leszek Bartołd: - Pierwsze lata choroby, jeszcze w czasie szkoły średniej, spowodowały u mnie duży uszczerbek na zdrowiu. Diagnozy wskazywały, że o aktywnym życiu mogę zapomnieć. Na to wszystko nałożyły się problemy ze wzrokiem, którego leczenie było ograniczone ze względu właśnie na cukrzycę. Jednak udało się usunąć zaćmę z obydwu oczu, a nowe metody leczenia cukrzycy oraz pełna świadomość własnego organizmu sprawiły, że mogę podejmować wielogodzinne wędrówki.

 

Jakie trasy udało się Panu pokonać?

- W 2004 roku po raz pierwszy udałem się na zorganizowaną wycieczkę w Tatry, do Doliny Pięciu Stawów. Była piękna pogoda, rewelacyjne widoki, które utkwiły mi w pamięci. Wyprawa ta, bardzo udana, pociągnęła za sobą kolejne. Stała się kołem zamachowym dla pasji górskich wędrówek. Od Beskidów, poprzez Tatry, Pieniny, Gorce, aż po Bieszczady. Trudno wymieniać wszystkie, przemierzone szlaki, a pozostało ich jeszcze wiele.

W 2012 roku byłem w Parku Narodowym Słowacki Raj, który naprowadził mnie na pisanie reportaży, czyli tego, co lubię robić.

Latem 2015 roku, wraz z Kołem PTTK Beskidek w Porąbce udałem się na kilkudniową wycieczkę w Bieszczady.

W trzy dni zdobyłem Połoninę Caryńską, Szeroki Wierch, Tarnicę oraz Bukowską, obie Rawki wraz z Kremenarosem . Dla mnie wędrowanie, to sposób na życie i poznawanie Polski od podszewki, które realizuję wraz z Oddziałem Babiogórskiego PTTK-u w Żywcu.

 

 Co opisuje książka „Z cukrzycą po górach" i do kogo jest skierowana?

- Moja książka jest pierwszą tego typu w Polsce, napisana przez długoletniego cukrzyka. „Z cukrzycą po górach” to cykl relacji przedstawiających wędrówki górskimi szlakami 55-cio letniego diabetyka zmagającego się z długotrwałą (blisko 40 lat) „słodką panią”, czyli cukrzycą. Dzięki ogromnemu postępowi w medycynie i własnej samokontroli zdołałem ją opanować jak i zaakceptowałem jej istnienie. Pozwoliło mi to na odkrycie nowej pasji. To ona stała się głównym tematem opowiadań. Reportaże kierowane są głównie dla ludzi borykających się z własną niepełnosprawnością, by motywowały do działania na rzecz ruchu i walki z codziennymi słabościami. Poza opisami piękna naszych gór poruszam temat własnej choroby i jej reakcji na wzmożony wysiłek fizyczny w warunkach nieco odmiennych. Jak sobie z tym radzę, możecie się dowiedzieć z mojej książki. Myślę, że będzie służyła nie tylko początkującym wędrowcom, ale również amatorom górskich wędrówek za przewodnik napisany trochę odmiennym stylem.

Książka wydana na papierze kredowym (200 stron), z ponad 230 kolorowymi zdjęciami, zawiera 8 reportaży z wędrówek po górach oraz relacje Słodkiego Świstaka ( mój pseudonim) z jednodniowych wycieczek Koła PTTK "Beskidek" w Porąbce.

Dla czytelników mogę też zaprezentować multimedialną prezentację z serii Wędrówki Słodkiego Świstaka "Bieszczady, kraina czy jeszcze dziewicza?" oraz "Słowacki Raj ".

 

Za co otrzymał Pan Kryształowego Kolibra?

- Otrzymałem odznaczenie Kryształowego Kolibra w kategorii Wydawnictwo Roku, za książkę „Z cukrzycą po górach”. Wyróżnienie zostało przyznane przez Kapitułę przy Polskim Stowarzyszeniu Diabetyków Zarząd Główny w Warszawie, a pod uwagę brano m.in. to, czy dana publikacja w swojej treści porusza problematykę leczenia cukrzycy, promujące metody i zasady prowadzenia cukrzycy z uwzględnieniem najnowszych osiągnięć w tej dziedzinie.

Na ostateczny werdykt czekałem z wielką niewiadomą, bo nie byłem pewien ostatecznych decyzji Kapituły konkursu. Wiedziałem jedno. Książka ma duże szanse na wyróżnienie z uwagi na fakt bogatego słownictwa treści jak i dużego przekazu do aktywnego trybu życia. Nagroda cieszy mnie tym bardziej, że to pierwsze tak duże wyróżnienie dla mojej pracy nad książką oraz pasji górskich wędrówek. Mam nadzieję, że pomoże mi znaleźć nowych czytelników.

 

Gdzie można zakupić Pana książkę?

- Książkę „Z cukrzycą po górach" można nabyć zamawiając przez Internet: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub telefonicznie: 693 429 341. Książka kosztuje 30 zł/1 egz. + koszty wysyłki 5,00 zł. Przy zamówieniach 10 egzemplarzy wysyłka gratis. Wystawiam rachunki dla bibliotek, firm, stowarzyszeń i instytucji za zakup książki! Przedpłatę należy wysłać na konto bankowe: PKO BP; 39 1020 2384 0000 9902 0204 0822 Leszek Bartołd, Kęty.

 

Wybrane fragmenty książki:

„Nie forsując tempa, gdyż to dopiero pierwszy dzień naszego wędrowania, a jutro czekał najdłuższy odcinek, z kroku na krok, powoli do przodu posuwałem się w górę szlaku, robiąc wiele fotek. Będzie z czego wybierać, a dużo zdjęć jest inspiracją dla mnie do własnych przemyśleń związanych z określonym odcinkiem, czy konkretnym miejscem. Ujmując to krótko pobudza pamięć i własną wyobraźnię myślową. "

„Po krótkim odpoczynku wstałem i ja, by zacząć mozolnie piąć się do góry wśród coraz niższych i poskręcanych buczyn oraz niedużych świerków poprzeplatanych kępami krzewów. Im wyżej, tym coraz ładniejsze widoki rozciągały się na przeciwną, południową stronę masywu Małej i Wielkiej Rawki oraz Działu. Po minięciu linii lasu przykucnąłem jeszcze na chwilę w cieniu rozłożystego krzewu, chyba olszy szarej. Była to ostatnia i jeszcze zielona, krzewiasta oaza na tej wysokości. Olszynowe krzaki skutecznie zadomowiły się i opanowały dawne tereny uprawne połonin. Zrzuciłem plecak i kolejny raz wyciągnąłem sprzęt do kontroli cukrów. Miałem okazję, by to zrobić jeszcze w cieniu. Przede mną rozciągało się już tylko łyse i porośnięte wyschniętymi trawami zbocze połoniny, na które trzeba było jeszcze się wspiąć, trawersując podejście w palącym słońcu. Na szczęście na ratunek przychodziły słabe powiewy wiatru, który dopiero na grani szczytowej, jak się okaże, dawał większą ulgę. Odetchnąłem na chwilę pod wypalonym przez długotrwale upały krzewem, dzielnie opierającemu się suszy. Robiąc jeszcze kilka fotek udałem się za grupką młodzieży, która towarzyszyła mi od postoju pod drewnianą wiatą. Po pół godzinnej walce z samym sobą i pogodowym „piekarnikiem” wdrapałem się w końcu na szczytowy grzbiet połoniny. Ostatnie metry podejścia to istna Sahara. Wytyczona trasa wyglądała, jakby wiodła przez stepową pustynię porośniętą zasuszonymi trawami i sterczącymi badylami wypalonych przez słońce kwiatostanów roślin."

„Do moich płuc zaczęło docierać bardziej przyjemne powietrze za sprawą silniejszych podmuchów wiatru podwiewającego od północnej strony. Przy słupku kierunkowym, oznaczającym zmianę kierunku szlaku, spotkałem dwoje młodych turystów wędrujących wraz z maleńkim dzieckiem. Młoda mama wraz z tatą, trzymającym w nosidełku na piersi własne dziecko, wędrując już we trójkę, od najmłodszych lat zaszczepiają maleńkiej istocie bakcyla wędrowania.

Po paru minutach od tego miejsca, ścieżka osiąga najwyższy punkt szczytowy, czyli Kruhly Wierch. W odwrotnym kierunku, na przedłużeniu grzbietu, niestety już poza szlakiem, leży jeden z punktów wysokościowych połoniny (1245m). My będziemy poruszać się na wschód.

O godzinie 14-stej osiągnąłem najwyższe wzniesienie (1297m). Na kamienistym szczycie postawiono kilka, drewnianych ławek, dających możliwość odpoczynku strudzonym wędrowcom. Mogłem odetchnąć z ulgą, bo najgorszy odcinek, prawie bezwietrzny i w upalnym słońcu, miałem już za sobą. Teraz będzie tylko z górki. Stąd do Ustrzyk G mamy dwie godziny marszu. Po sprawdzeniu glukozy spokojnie mogłem podziwiać rozległą panoramę na wszystkie strony świata."

"Na Tarnicę, w 15 minut doprowadzi mnie w żółty szlak łącznikowy, który na większej stromiźnie „uzbrojony” został długimi, drewnianymi stopniami. Parciane taśmy ograniczają trasę po bokach. „Schody do nieba” - takie przyjęło się już nazewnictwo związane ze specyficznym umocnieniem części niebieskiego szlaku, oraz żółtego łącznikowego. Są one wykonane z grubych, dębowych belek tworzących przeciwerozyjne progi. Mają zabezpieczyć całe zbocze przed degradacją i niszczeniem roślinności przez nadmierną ilość turystów wędrujących na szczyt - jak tłumaczą włodarze parku narodowego. Co do zasadności powstawania tego typu szlakowej infrastruktury odmiennego zdania są miłośnicy piękna gór. Niektórzy porównują tą inwestycję do podkładów kolejowych na torach. Nawiązując do tych uwag, brakuje tylko szyn i „linia kolejowa” na Tarnicę gotowa. Ujmując to mniej złośliwie, widzę w tym olbrzymi fortepian, przy którym Guliwer lub inny baśniowy olbrzym przygrywa sobie bieszczadzkie melodie, gdy wokoło pusto i dziko. Chór stanowią watahy głodnych wilków „śpiewających” podczas mroźnych i zimowych nocy. Fortepianem jest tu oczywiście Tarnica, a klawiszami instrumentu dębowe krawędziaki ułożone na wijącym się do góry pasie stoku."

 

„Najważniejszym według mnie, bardzo szerokim przesłaniem, tej pracy jest ukazanie ludziom zmagającym się z różnymi problemami zdrowotnymi, że warto mieć odwagę by podjąć walkę z własną słabością i nie poddawać się przeciwnościom losu. Ukazanie wartości jakie niesie z sobą wędrowanie w zorganizowanej grupie, związana z tym wzajemna pomoc i życzliwość.” - napisał o wspólnych wędrówkach z Leszkiem Bartołdem Jakub Nowak, prezes Oddziału Babiogórskiego PTTK w Żywcu.

„Dla każdego, kto choruje na cukrzycę tytuł książki pana Leszka Bartołda będzie oczywisty, diabetyk, który staje na szlaku, ma ze sobą nie tylko bagaż podręczny, wodę do picia, kanapki, ale ma też bagaż w postaci swojej choroby, to o niej w pierwszej kolejności musi pamiętać. Wielu właśnie z tego powodu nie podejmuje aktywności fizycznej, nie podąża za swoim hobby, poddaje się... Dlatego tym bardziej chcemy pogratulować tej górskiej pasji (…).” - napisała w słowie wstępnym do książki Anna Śliwińska, prezes Zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

 

Udostępnij Drukuj E-mail