Bez komentarzy

„Najbardziej we wspinaniu fascynuje mnie pokonanie drogi na skale z jednoczesnym pokonywaniem własnej słabości...."

Magdalena Sporek: Od czego zaczęłaś swoją przygodę ze wspinaczką?

Katarzyna Kłósek :  - Tak naprawdę wszystko zaczęło się od chodzenia po górach – najpierw Beskidy, potem Tatry. W dzieciństwie, pamiętam, chudziałam też do kamieniołomu w moim rodzinnym mieście Jaworzno – i tam zawsze wspinałam się po skałach. Jako dziecko człowiek niczego się nie bał, więc właziłam i wspinałam się gdzie, tylko można było. Nawet zdarzało mi się wychodzić poza barierki na balkonie – mieszkałam na 4 piętrze. I jak wtedy przepaść czy brak gruntu pod nogami nie robiło na mnie wrażenia - tak pozostało mi to do dziś. Chociaż będąc na 180-metrowej ścianie nad ziemią – nie powiem, że się nie boję, bo bym skłamała.

Od pół roku chodziło mi po głowie wspinanie się, gdyż trekking i wyprawy wytyczonymi szlakami troszkę mi się znudziły. Beskidy uwielbiam, zwłaszcza jesienią, kiedy mienią się kolorami tęczy, ale po wędrówkach zaczynam odczuwać mały niedosyt,  brak mi adrenaliny i „tego czegoś". Z Tatrami jest troszkę inaczej – teren bardziej górzysty, bardziej niebezpieczny, za każdym razem i przy różnych warunkach pogodowych te wyprawy są zawsze przyjemne, kojące mój umysł. Pamiętam moją wyprawę na Kościelec, kiedy to na szczycie zobaczyłam „wariatów", którzy weszli od drugiej strony - trasą wspinaczkową i wtedy mówiłam: „O Boże, szaleńcy, życie im niemiłe, przecież to takie niebezpieczne". A tu teraz nadszedł czas i na mnie.

 

 

Jaki kurs wspinaczkowy wybrać na początek?

- Pewnego razu w Internecie czytałam o podstawach wspinaczki i gdzieś w reklamach pojawiała mi się non stop oferta biura Climb2Change z Oświęcimia. Wybrałam dogodny dla mnie termin, dokonałam przelewu zaliczki i 1 lipca tego roku rozpoczęłam swoją przygodę ze wspinaczką. To były trzy weekendy lipca, czyli 6 dni intensywnego kursu wspinaczkowego, gdzie nabyłam wiedzę z zakresu: wspinania z górną asekuracją (tzw. „na wędkę”), prowadzenia dróg wspinaczkowych wyposażonych w stałe punkty asekuracyjne (tzw. sportowych), zakładania własnych punktów asekuracyjnych oraz budowy stanowisk asekuracyjnych na drogach nieubezpieczonych, wspinania po drogach nieubezpieczonych, wspinania w zespole po drogach wielowyciągowych (ubezpieczonych oraz nieubezpieczonych), bezpiecznych zjazdów po linie, zagrożeń i bezpieczeństwa w skałach, rozwiązywania sytuacji awaryjnych, czyli podstawy autoratownictwa.

Był to kurs zgodny z wytycznymi PZA umożliwiający później samodzielną przygodę ze wspinaniem. Ja otrzymałam certyfikat potwierdzający ukończenie kursu z możliwością przedłużenia na pójście na Kurs Taternicki.

Oczywiście, można również pojechać na tzw. „climbing day", gdzie przez kilkanaście godzin możesz sprawdzić czy ci się to podoba, czy złapałeś bakcyla czy po prostu wolisz odpoczywać pasywnie, leżąc na plaży popijając drinka.

 

Dlaczego warto spróbować wspinaczki?

- Każdy sport warto uprawiać, nie tylko wspinaczkę. Chodzi o to, by się poruszać, przebywać z naturą jak najdłużej, bo niestety nasz tryb życia coraz częściej wygląda tak, że siedzimy przy biurkach, wpatrując się w ekran komputerów. Nie mamy na nic czasu, bo żyjemy w ciągłym biegu. Dlatego warto mieć jakąś odskocznię, która będzie dawała nam energię, pozytywne emocje, uśmiech na twarzy, satysfakcję i radość. Ja uwielbiam obcować z naturą, jestem "pracoholikiem", więc jest tylko kilka rzeczy, które odrywają mnie od pracy - góry, spacery, bieganie i teraz wspinaczka. Tak odpoczywam – inny relaks dla mnie nie istnieje. Nad morzę mogę jechać tylko na wschód i zachód słońca.  Więc jeśli ludziom sprawia przyjemność wspinanie się, to WARTO to robić!!!

 

Komu poleciłabyś właśnie taki sport?

- Myślę, że dla wszystkich, którzy lubią przyrodę, lubią się ruszać, lubią pokonywać swoje słabości, lubią wyzwania i nie mają lęku wysokości. Więcej jest mężczyzn niż kobiet wspinających się, ale tu płeć nie ma znaczenia. Kobiety też świetnie się wspinają i nawet dorównują poziomem płci przeciwnej.

 

Gdzie w naszym rejonie znajdziemy miejsca, gdzie osoby początkujące mogą zacząć przygodę ze wspinaczką?

- Jura Krakowsko-Częstochowska i Tatry nasze polskie czy słowackie:. Ale co to jest przemierzyć 50 do 100 km, by „realizować swoje hobby".

Na obszarze Beskidów znajduje się  natomiast  kilkanaście niewielkich piaskowcowych rejonów wspinaczkowych. Szczegółowy opis ze zdjęciami i lokalizacją znajduje się  tutaj.

 

Co Cię najbardziej pasjonuje we wspinaczce?

- Najbardziej we wspinaniu fascynuje mnie pokonanie drogi na skale, z jednoczesnym pokonywaniem własnej słabości. Wisząc na szczycie na stanowisku cieszę się, że mi się udało – jestem z siebie dumna, zwłaszcza wtedy, kiedy nie wierzyłam w swoje możliwości. Strach, jaki odczuwam, kiedy nie mogę pokonać drogi do góry – to coś fascynującego. No i ludzie... To specyficzne grono... Niektórym na pewno ciężko jest pojąć jak można się relaksować zdzierając opuszki palców podczas wspinania, czy wyciskając pot podczas drogi o skali trudności powyżej VI. Naprawdę można i to jest ta emocja, której szukam, szukałam i nadal będę szukać, bo wspinaczka, daje szerokie możliwości i otwiera nowe horyzonty. A przecież zdrowa adrenalina nie zabija, więc czemuż by jej nie odczuwać jak najwięcej?

Jakie są Twoje dotychczasowe osiągnięcia we wspinaczce?

- Moje duże osiągnięcie to znalezienie czasu na zapisanie się na kurs – realizacja mojego celu z listy na rok 2017, potem kolejne – zapisanie się na sekcję na ściankę wspinaczkową oraz wspinanie w każdy wolny weekend – a mam ich naprawdę niewiele, gdyż jestem dość zapracowana.

Do tej pory zdobyłam kilkanaście dróg na Jurze, w tym zaliczyłam Sokolicę – lewy komin (najwyższa skała wapienna na Jurze). W Tatrach wspinaczkowo zdobyłam moją ulubioną "góreczkę" czyli wybitny, piękny, strzelisty Kościelec oraz Zamarłą Turnię – dwuwierzchołkowy szczyt w długiej wschodniej grani Świnicy w polskich Tatrach Wysokich. Zaliczyłam kilka ścian na drogach wielowyciągowych we Włoszech w rejonie Arco. Więc jak na początek myślę, że nie jest źle.

 

Jakie są Twoje plany na przyszły rok?

- Na rok 2018 stawiam sobie ambitne cele. Dla mnie wspinaczka to odskocznia od rzeczywistości – oderwanie się od pracy księgowej, dokumentów, podatków, rozliczeń to jakby inny wymiar, który pozwala mi nabrać sił, energii i ochoty do życia, które wbrew pozorom nie jest takie złe, tylko trzeba doszukiwać się w koło tego, co najlepsze i czerpać z tego korzyści. Więc dla mnie osiągniecia w tym zakresie to po prostu wspinanie się i spędzanie czasu z ludźmi, którzy to kochają i rozumieją te emocje. Dążę to zdobycia góry moich marzeń, czyli szczytu Materhorn.

 

Udostępnij Drukuj E-mail