Oceny: (7 razy)
PLG_VOTE_USER_RATING
3 komentarze

Radosław Szczepanek to licencjonowany przewodnik beskidzki, góral z Rajczy i zapalony turysta beskidzki.

 

Magdalena Sporek: Dlaczego został Pan przewodnikiem?

Radosław Szczepanek: - Od dziecka chodziłem po górach. Mieszkam w Rajczy, w sercu gór, więc były mi one zawsze bliskie. Od małego interesowałem się światem, geografią i przyrodą, więc mogę powiedzieć, że najpierw pojawiła się pasja, a potem zawód. Już jako młody nastolatek marzyłem o pracy w górach. Przewodnictwo okazało się być strzałem w dziesiątkę.

 

Czy łatwo zostać przewodnikiem?

- Odpowiedź na to pytanie jest złożona. Z formalnego punktu widzenia, trzeba najpierw ukończyć specjalistyczny kurs (trwający co najmniej rok) i potem zdać egzamin przed komisją Marszałka Województwa. Egzamin jest dwuczęściowy, podzielony na część teoretyczną (pisemną oraz ustną) i część praktyczną (dwudniową wycieczkę z egzaminatorami sprawdzającą wszystkie umiejętności przewodnickie w terenie). Gdy weźmiemy jednak pod uwagę realia, to zostanie przewodnikiem możemy porównać do każdego innego zawodu wymagającego zdania egzaminu i uzyskania uprawnień. Jeżeli ktoś od lat interesuje się Beskidami, żyje górami oraz regionem, nie będzie miał większego problemu i zostanie przewodnikiem z pasją, przewodnikiem z powołania. Jeżeli natomiast u kandydata brakuje pasji, tylko idzie na kurs przewodnicki, aby np. podwyższyć kompetencje „na papierku”, to taka osoba stale będzie miała pod górkę. Zawód przewodnika nie jest dla wszystkich, ponieważ pasja i dobra postawa przewodnika w kontakcie z ludźmi (Turystami powierzonymi mu pod opiekę) nigdy nie zostaną wyuczone na kursach.

 

Jak przebiegała pańska „kariera” przewodnika do tej pory?

- Decyzję o zastaniu przewodnikiem podjąłem w liceum. Wtedy też uznałem, że uzyskanie licencji przewodnickiej będzie swego rodzaju awansem. Jako licealista jeździłem po Polsce z wystawą zdjęć „Beskidy w obiektywie Radosława Szczepanka”, ponieważ bardzo mocno wziąłem sobie do serca słowa ślubowania przewodnickiego (czyli momentu, w którym po zdaniu egzaminu przewodnik otrzymuje „blachę” przewodnika beskidzkiego PTTK): „Świadomy zadań i roli przewodnika turystycznego PTTK – przyrzekam pełnić swoje obowiązki sumiennie i starannie, być rzecznikiem krzewienia wiedzy o sowim regionie i Polsce. Dbać o godność, honor i postawę moralną przewodnika turystycznego PTTK, godnie reprezentując swoje Koło Przewodnickie”. W międzyczasie organizowałem Ogólnopolską Akcję „Poznaj Beskidy”, przedsięwzięcie niekomercyjne nastawione na promocję Beskidów.

W wieku 19 lat, w 2007 roku rozpocząłem kurs przewodnicki, a w wieku 21 lat w 2009 roku uzyskałem upragnione uprawnienia z państwową licencją i „blachą” przewodnicką. Pierwszą swoją wycieczkę oprowadzałem już 2 tygodnie po odebraniu uprawnień i byli to podopieczni domu dziecka z Górnego Śląska. Pamiętam tę wycieczkę doskonale. W kwietniu 2017 roku obchodziłem swój mały jubileusz. Mianowicie oprowadziłem tysięczną wycieczkę w swojej karierze. 

W 2009 roku swoją działalność górską zacząłem prowadzić pod własną firmą o nazwie Agencja Turystyki Beskidzkiej Beskidtrek. W ramach ATB Beskidtrek prowadzimy biuro przewodnickie zrzeszające doświadczonych przewodników. Obecnie posiadamy zespół około 50 przewodników oprowadzających po swoich rodzinnych terenach, przez co jesteśmy autentyczni w swojej pracy. Zajmujemy się jednak nie tylko udzielaniem usług przewodnickich. Organizujemy różne rajdy i wydarzenia turystyczne. Promocja Beskidów cały czas jest nam bardzo bliska, to też wiosną 2015 roku otworzyliśmy Beskidzką Informację Turystyczną na Rynku w Bielsku-Białej. Jednym ze strategicznych partnerów jest Euroregion Beskidy. Dzięki pomocy Euroregionu mamy dostęp nie tylko do materiałów promocyjnych, ale poprzez platformy turystyczne możemy lepiej promować Beskidy. 

 

Skąd pomysł na redagowanie i wydawanie  Magazynu Turystyki Beskidzkiej Beskidtrek?

- Był taki okres, że blogosfera i prasa internetowa nie była jeszcze zbytnio rozwinięta, a prasa drukowana przechodziła drastyczne zmiany. Mam tutaj na myśli głównie nasze turystyczne beskidzkie podwórko. Pojawiały się w schroniskach bezpłatne biuletyny firm z branży outdoor. Prasa płatna dostępna w kioskach – moim zdaniem – albo mało miejsca poświęcała Beskidom, albo pisała o nich zbyt ogólnikowo. Gminy i miejscowości w Beskidach miały wówczas fundusze na promocję, które nie zawsze były wykorzystywane w sposób, jakiego bym sobie życzył. Wraz z uruchomieniem firmy, postanowiłem z grupką znajomych zacząć wydawać dwumiesięcznik Magazyn Turystyki Beskidzkiej Beskidtrek. Idea była prosta – dwumiesięcznik mający być czasopismem bezpłatnym, a w każdym numerze promowana będzie inna beskidzka gmina. Jako wydawcy nie otrzymywaliśmy żadnych dotacji, finansowanie nakładu pochodziło ze sprzedaży reklam i artykułów sponsorowanych. Artykuły były tworzone przez specjalistów (przewodników, ratowników górskich, itp.), więc wysoki poziom merytoryczny mieliśmy zapewniony. Ja pełniłem funkcję redaktora naczelnego, chociaż w kameralnym zespole przyjaciół nie miało to większego znaczenia. Magazyn został wydany w 13 numerach od stycznia 2010 r. do stycznia 2012 r. Nakład poszczególnych numerów był różny i wahał się od tysiąca do dziesięciu tysięcy egzemplarzy. Pisaliśmy o całych polskich Beskidach Zachodnich, zahaczyliśmy również kilkakrotnie o Beskidy po czeskiej i słowackiej stronie. Gdy samorządy straciły możliwość finansowania przedsięwzięcia, nie chcieliśmy MTB Beskidtrek wprowadzać na rynek komercyjny, ponieważ to już nie byłoby to samo.

 

Czy jakieś  osoby  lub sytuacje z wycieczek szczególnie zapadły Panu w pamięć?

- Bardzo lubię swoją pracę i ludzi, dlatego też niejednokrotnie przywiązuję się do osób, które przyszło mi gościć w Beskidach. Często trafiają się wycieczki z seniorami, podczas których dowiaduję się, że mój Turysta był w danym miejscu kilkadziesiąt lat temu. Mogę tutaj przytoczyć dwie sytuacje z czerwca. Najpierw gościłem grupę seniorów z Kujaw, wśród których było starsze małżeństwo. Wycieczkę w Beskidy potraktowali jako podróż bardzo sentymentalną, ponieważ podróż poślubną odbyli do Węgierskiej Górki i Wisły. Ślub miał miejsce 75 temu (w 1942 roku), a podróż poślubna była 5 lat później. Usłyszałem wtedy wiele wzruszających relacji. Państwo pokazali mi fotografię z 1947 roku, którą zrobili sobie w Wiśle.

W trakcie wycieczki objazdowej podjechaliśmy w miejsce z fotografii. Państwo się popłakali ze szczęścia, ponieważ twierdzili, że od pewnego czasu co 5 lat jeżdżą do Wisły i nikt nie był w stanie im powiedzieć, gdzie zostało wykonane zdjęcie.

Druga sytuacja miała miejsce podczas wycieczki z Bielska-Białej przez Szyndzielnię i Klimczok do Szczyrku. Wysłuchałem wówczas relacji starszej Pani i jej córki. Obie – po kryjomu – uczestniczyły w akcji rozbudowy kościoła na Górce w Szczyrku. Panie były spod Krakowa, ale jako osoby wierzące przyjeżdżały do Szczyrku i pomagały nosić kamienie. Z tej relacji dowiedziałem się zdecydowanie więcej niż z książek. To jest też piękne w pracy przewodnika, że czasami to nie tylko Turyści dowiadują się czegoś ciekawego od przewodnika, ale jest i na odwrót – czasami to przewodnik może się dowiedzieć wielu ciekawych informacji od swoich Turystów.

 

 Jakie miejsca w Beskidach poleci Pan naszym czytelnikom?

- W Beskidach do polecenia jest wiele ciekawych miejsc. Mamy sporo atrakcji oczywistych i opisywanych dosłownie wszędzie. W dobie Internetu staram się polecać miejsca i trasy nieoczywiste, te mniej znane, ale równie piękne.

Dla osób chcących zwiedzić nasz region samochodem polecić mogę spokojnie szlaki tematyczne, jak np. Szlak Architektury Drewnianej czy Szlak Tradycyjnego Rzemiosła.

Chcących wybrać się na górską wędrówkę zapraszam gorąco na szlaki Worka Raczańskiego, gdzie są schroniska górskie, piękna przyroda oraz cisza i spokój.

Rowerzystom polecam szlaki rowerowe na granicy gmin Rajcza, Milówka i Węgierska Górka. Jest piękny czarny szlak rowerowy z Soli przez grupę Zabawy do Milówki, a dalej przez Kamesznicę i zbocza Glinnego do Węgierskiej Górki. Podziwianie gór z siodła? Czemu nie.

W Beskidach tras turystyki konnej/jeździeckiej jest naprawdę sporo. Znajomym jeźdźcom często polecam ścieżki nad Korbielowem, Jeleśnią i dalej w kierunku Czeretników nad Gilowice oraz Ślemień. W przypadku znakowanych tras konnych, piękna trasa wiedzie z Cięciny przez Halę Magurę w kierunku Słowianki.

 

Ze swojego doświadczenia - co jest najtrudniejszego w pracy przewodnika?

- Mam w nawyku sprawdzanie i weryfikowanie programów wycieczek przed przystąpieniem do realizacji usługi, to też mogę powiedzieć, że – dla mnie – największym problemem jest nieznajomość uroków naszej ziemi oraz brak rzetelnego dostosowania tras pieszych do możliwości kondycyjnych turystów. Jest też wiele górskich mitów, z którymi jako przewodnik muszę walczyć.

Nawiązując do trzeciego pytania, mogę powiedzieć, że najtrudniejsze w pracy przewodnika jest niedoinformowanie ze strony organizatorów oraz Turystów. Najczęściej trudne sytuacje w górach wynikają właśnie z owego niedoinformowania. Całe szczęście, na moich wycieczkach nie było bardzo poważnych wypadków. Było jednak kilka sytuacji, które wspominam do dzisiaj.

Czterodniowy obóz wędrowny licealistów późną jesienią. Przed rozpoczęciem wycieczki, na stacji kolejowej w Milówce, spytałem się kierownika czy mamy wszystkich zdrowych, czy są osoby z chorobami przewlekłymi, etc. Usłyszałem, że selekcja była odpowiednia i na wycieczkę poszli tylko zdrowi i sprawni. Ocena „sprawni” była bardzo subiektywna i opierała się o oceny z wychowania fizycznego. To jednak nie to samo, co długie wędrowanie z plecakiem po górach. Pierwszy nocleg miał być w schronisku na Hali Lipowskiej, gdzie chcieliśmy dotrzeć zielonym szlakiem. Tempo nie było rewelacyjne, a aura prawie zimowa, ale bezśnieżna. Chłód dawał się we znaki młodzieży. W pewnym momencie, na granicy rezerwatu Lipowska około szesnastej (wieczór się zbliżał), dziewczyna zaczyna tracić przytomność. Okazało się, że jest chora na cukrzycę, ale na wycieczkę nie wzięła pompy insulinowej. Akcja była bardzo dynamiczna. Telefon do GOPR, telefon do rodziców. Dziewczynę owinąłem folią nrc, aby nie straciła ciepła. Nauczyciele ją karmili, a ja z kierownikiem wycieczki i innymi nauczycielami zabieram resztę młodzieży do schroniska, aby się nie wychłodzili. Dziewczyna dzięki pomocy ratowników otrzymała pomoc, a ja jeszcze tego samego dnia pobiegłem do Rajczy, gdzie czekali rodzice dziewczyny, i przyniosłem pompę insulinową wraz z medykamentami.

Jednodniowa wycieczka z pierwszymi klasami szkoły podstawowej. Trasa banalna – wjazd kolejką na Szyndzielnię, przejście szlakiem na Klimczok i do schroniska pod Klimczokiem, potem powrót do kolejki i zjazd. Na wycieczce górskiej przewodnik odpowiada za bezpieczne prowadzenie grupy, natomiast nauczyciele/opiekunowie odpowiadają za zachowanie podopiecznych. W dużej grupie ciężko jednak upilnować wszystkich i dzieciaki jak szły z kijkami, to na postoju pogrzebały patykami w ziemi i uszkodziły gniazdo os. Problem nie były użądlenia, gdyż tych było relatywnie niewiele. Największym wyzwaniem dla wszystkich okazało się zapanowanie nad dziećmi, które w panice zaczęły uciekać w różnych kierunkach. Widok kilkunastu rozpłakanych dziewczynek, które może mają alergię może jej nie mają, do dzisiaj śni mi się po nocach. Jakakolwiek interwencja służb była zbędna, ale sytuacja pokazała mi jak ważna jest umiejętność uspokajania grupy. Wniosek nawet dla indywidualnego turysty jest prosty – panika w każdej sytuacji jest złym doradcą.

 

Jak zarezerwować wycieczkę i przewodnika?

- Dzisiaj nie wymaga to dużego wysiłku. Przewodników beskidzkich w całej Polsce jest kilka tysięcy, z czego garstka to przewodnicy zawodowi. Przewodnicy zawodowi to tacy, dla których świadczenie usług przewodnickich jest podstawowym źródłem dochodu. Ja należę właśnie do przewodników zawodowych, ponieważ przewodnictwo to moja praca.

Jako przewodnicy zawodowi jesteśmy zrzeszenie w kołach przewodnickich, różnych organizacjach, a także reklamujemy się na specjalnych portalach z ofertami przewodników i pilotów turystycznych. Wystarczy wejść w Internet, wpisać w wyszukiwarkę interesującą nas frazę, a lista przewodników pojawi się bardzo szybko. W szczycie sezonu przewodnicy zawodowi mają bardzo dużo zleceń, przez co ciężko znaleźć wolny termin.

Zapraszam w Beskidy! Do zobaczenia na szlaku!

 

Dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia na szlaku.

Zdjęcia: Radosław Szczepanek

 

Udostępnij Drukuj E-mail